Jedziemy już półtora godziny do Londynu, modlę się żeby ta cholerna podróż skończyła się jak najszybciej. Do rozpoczęcia roku szkolnego został tydzień, za równy tydzień będę na zajęciach w Londyńskim Uniwersytecie. Stresuje się strasznie, a z drugiej strony jestem ogromnie podekscytowana tym faktem. Nie mogę się doczekać aż dotrzemy do internatu, aż zobaczę swój pokój i rozpakuje rzeczy, mam nadzieję, że będę się dogadywać z dziewczyną, z którą będę mieszkać przez najbliższe miesiące.
Mama zjechała na krótki postój, na stację benzynową, wysiadłam z samochodu i od razu ruszyłam po kawę, której mój organizm się domagał jak tlenu. Wyszłam z budynku z dwoma napojami i ruszyłam w kierunku mojej rodzicielki.
- Zostało nam jeszcze jakieś pół godziny drogi jeśli nie będzie korków. - oznajmiła odbierając ode mnie kubeczek.
- Mhm. - mruknęłam.
Moje kontakty z mamą nie są najlepsze, kiedyś były, ale wszystko zmieniło się gdy tata od nas odszedł. Z wesołej, wiecznie uśmiechniętej kobiety stała się ponura z wiecznym grymasem na twarzy. Próbując wyjść z tak zwanej depresji porozwodowej zmieniła się nie tylko pod względem charakteru, ale również wyglądu. Kiedyś była blondynką o długich włosach, jej ubiór był prosty, nic nadzwyczajnego, bez wahania chodziła bez makijażu, a teraz? Jej blond włosy stały się czarne i skrócone o połowę, zawsze ma je idealnie upięte, na jej twarzy cały czas można dostrzec idealnie nałożony makijaż, jej ubiór to głównie eleganckie suknie oraz szpilki, rzadko się zdarza żebym widziała tę kobietę w spodniach. Jedyne co się w niej nie zmieniło to oczy. Ogromne, zielone oczy, które lśnią jakby zaraz miała płakać.
- Jestem z Ciebie dumna, Jospehine. - jej głos wyrwał mnie sprowadził mnie na ziemię.
- Dziękuję. - posłałam jej lekki uśmiech i wzięłam łyk swojej kawy.
- Cóż, jedźmy już, będę musiała później jeszcze wrócić. - oznajmiła i ruszyła w stronę samochodu.
Westchnęłam głośno i upijając kolejny łyk ruszyłam za kobietą.
***
- Josephine, wstawaj. - otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła.
Samochód był zaparkowany przed ogromnym budynkiem z czerwonej cegły, znajdowała się w nim cała masa okien oraz drzwi, jedną ze ścian porastał bluszcz, który ciągnął się przez całą jej długość i szerokość, dach był koloru czarnego, a nad głównym wejściem widniał ogromny zegar. Chwyciłam za torebkę, a następnie wyszłam z auta.
- Narazie się zapisze i odbiorę klucze, później wrócimy po bagaże. - zwróciłam się do matki, ta tylko kiwnęła głową.
Przekraczając próg znalazłyśmy się w ogromnym holu, był głównie w barwach czerni i bieli, na ścianach wisiała masa obrazów, a przed nami znajdowały się wielkie schody. Ruszyłyśmy nimi na górę, po chwili znalazłyśmy się w równie wielkim co hol pomieszczeniu, które wypełniała masa studentów i studentek. Wszyscy stali w kolejkach, które prowadziły do z tego co mi się zdaje opiekunów, którzy rozdzielali pokoje. Siedzieli oni przy czarnych biurkach, przed sobą mieli kilka stert papierów oraz pojemniczki, w których znajdowała się masa kluczy z bryloczkami, na których były zapisane numery. Ustawiłam się w jednej z kolejek za dziewczyną z ogromnym afro na głowie, była mulatką dość niskiego wzrostu, za to jej uroda mnie powalała. Duże, brązowe oczy otoczone gęstymi, długimi rzęsami, pełne usta oraz mały nosek. Do tego miała przepiękny uśmiech, wydawała się być naprawdę sympatyczną osobą.
- Hej, jestem Denise. - posłała mi ciepły uśmiech.
- Josephine, ale wolę jednak Josie, miło mi. - uścisnęłam dłoń brązowookiej.
- Jesteś na pierwszym roku czy raczej na drugim, a może jednak dalej? - zaśmiała się.
- Pierwszy, strasznie się stresuje. - wyznałam przestępując z nogi na nogę.
- Ja tak samo, boję się, że nie dam rady. - westchnęła spoglądając na swoje buty.
- Hej, spokojnie. Napewno będzie dobrze. - uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Dziękuję. Więc...Josie, na jaki kierunek się wybrałaś?
- Och, filologia angielska.
- Ja tak samo! - krzyknęła wyrzucając ręce w powietrze. - Dobrze będzie mieć kogoś, hm...znajomego na wykładach.
- Tak, masz rację.
- Cóż, kto wie może przydzielą nam ten sam pokój. - podskoczyła na co się zaśmiałam.
Miałam rację, dziewczyna jest przemiła i strasznie pozytywna. Cieszę się, że mamy ten sam kierunek, nie będę się czuła aż tak osamotniona.
***
Stałam w tej kolejce dobre 30 min aż w końcu nadeszła moja kolej, podeszłam do kobiety, która siedziała za ogromnym biurkiem i popijała kawę. Miała blond włosy, niebieskie oczy, a worki pod jej oczami wskazywały, że siedzi już tu kilka dobrych godzin. Czerwone okulary na nosie dodawały jej tylko uroku.
- Dzień dobry, który rok? - spojrzała na mnie biorąc łyka kawy.
- Pierwszy, Josephine Carter. - zaczęła przeglądać kupkę papierów przed sobą aż w końcu wyjęła dokumenty z moim imieniem i nazwiskiem.
- Ach, tak. Hm...świadectwo z wyróżnieniem, osiągnięcia w konkursach, coś bardzo ładnie. - uśmiechnęła się. - poproszę o twój dowód osobisty, muszę uzupełnić ankietę, która będzie potrzebna do twojej teczki oraz resztę papierów ze szkoły.
Podałam wszystko czego domagała się blondynka, po kilkunastu minutach wręczyła mi plan zajęć, plan uczelni oraz internatu i kilka dodatkowych karteczek z jakimiś informacjami o nim. Miałam pokój o numerze 231, z tego co wyczytałam na planie znajduje się on na trzecim piętrze, więc czym prędzej tam ruszyłam. Zastanawiałam się czy moja współlokatorka już jest w pokoju i czy jest nią Denise. Odkluczyłam drzwi i przekroczyłam ich próg, pomieszczenie było dość duże, ściany jak chyba na całym kampusie były białe, a podłoga wyłożona ciemnymi panelami. Naprzeciwko drzwi znajdowało się okno, a po obu jego stronach łóżka jednoosobowe, na których była schludnie położona biała pościel. Za nimi stały dwie dokładnie takie same białe szafy, obok jednej z nich znajdowały się kolejne drzwi, które jak sądzę prowadziły do łazienki.
Jest godzina prawie 23.30, a ja wciąż nie śpię. Moja mama odjechała tuż po tym jak wniosłyśmy wszystkie moje rzeczy do pokoju, pożegnała się szybkim przytuleniem i zniknęła. Nie spodziewałam się niczego innego po niej. Przez resztę czasu do mojego pokoju nikt nie dołączył. Z jednej strony pomysł mieszkania tu samej mi się podobał, a z drugiej nie. W sumie studenci mają czas na zakwaterowanie się na internacie do jutra, więc może jednak nie wszystko stracone.
YOU ARE READING
What if?
Romance- Josephine Clark... - akcentował każdą literkę, a ja czułam, jak kolana się pode mną uginają, gdy przy tym wlepiał we mnie te niebieskie oczy. - Jest Pani jedyną kobietą, na której punkcie zwariowałem. Historia o dwójce nastolatków, którzy nie od...
