Rozdział I

77 8 3
                                        

Aida:
Cały dzień na nogach. Spotkałam się z Mają równo 12:00, tym razem nawet się nie spóźniłam. Obeszłyśmy kilka razy osiedle, zjadłyśmy dwie porcje lodów. Około 15:00, wściekła mama Mai przyjechała po nią i zabrała do domu pod pretekstem "Nie odbierała telefonu". Teraz usiadłam na wiszącym, plecionym kole na głównym placu zabaw na "nowym osiedlu". Było już po dziewiętnastej. Byłam sama. Napisała do mnie mama.

Ma: Gdzie jesteś? Nadal na dworze?
Ja: tak z mają słońce zachodzi o 21 więc o 20 max będę w domu
Ma: Ok. Uważaj na siebie. :)
Ja: oczywiście

Nie wierzę, że się zgodziła. Nie chciało mi się wracać do domu. Podobała mi się ta cisza jaka panowała na osiedlu. Jedynie co 7 minut przejeżdżał tramwaj i co jakiś czas samochody lub autobusy. Bujałam się leniwie w rytm mojego oddechu i patrzyłam na zachodzące słońce oraz różowiące się niebo, w tle szumiały drzewa. To wszystko opisywały dwa słowa - błogość i spokój. Nagle, naprawdę nawet nie wiem jak i kiedy, na moje koło spokoju i harmonii wskoczył bardzo wysoki chłopak, którego (szczerze) widzę pierwszy raz w życiu.
- Hej, co tam u ciebie niewiasto? - uśmiechnął się. Patrzyłam na niego jak wół w malowane wrota.
- Co? - zapytałam odruchowo - Czy my się znamy? Czy to jakiś żart? Gdzie się ukrywają twoi koledzy? Robicie sobie ze mnie jaja tak? - zaatakowałam go pytaniami.
- Po pierwsze nie, nie znamy się. Po drugie, to żaden żart. Po trzecie, nie mam kolegów, przyjaciół i tym podobne. Po czwarte, nie, nie robię sobie z ciebie jaj. A po piąte (tak ode mnie), jestem Ignacy Mleczarski i miło mi ciebie poznać.

Ignacy:
Dziś skończyła się oficjalnie przeprowadzka. Przeprowadziliśmy się z Gdańska tutaj, do Torunia, ponieważ rodzice chcieli "trochę spokoju" - a nasza rodzina może sobie pozwolić na taką zmianę. Ten Toruń to nawet nie jest aż takie zadupie jak myślałem. Teraz nowy rok szkolny będzie dla mnie trudny, ponieważ w Gdańsku chodziłem do niepublicznej szkoły, tak zwanej prywatnej. Nie miałem co robić w tym zatłoczonym domu, więc wyszedłem na dwór. Poszedłem przed siebie minąłem  osiedle "Kochanowskiego " oraz kościół. Szedłem przez rozległą polanę. Zbliżała się dziewiętnasta. Było mi trochę smutno. Opuściłem kolegów, stare kąty... Czułem się samotny. Zacząłem wypatrywać potencjalnych kolegów, a kto wie może przyjaciół. Lecz sądzę, że osobniki płci męskiej w moim wieku są mało inteligentne, przynajmniej tak zrozumiałem jak czytałem w książce psychologicznej "Projekt mądre wychowanie", wiec wątpię, że ktoś przypadnie mi do gustu.
Boże, ale ja jestem dziwny.
Usiadłem na ławkę przy - jak mi się zdaje - głównym placu zabaw i obserwowałem. Obserwowałem nie liczne już małe dzieci bawiące się w piaskownicy, na "zamku" i na "pajączku", chrabąszcze, które zaczęły swoje nocne loty, wsłuchiwałem się w szum pojedynczych drzew. Siedziałem tak może z 20 minut, kiedy mój wzrok zatrzymał się na szczupłej, dość wysokiej, bodajże dziewczynie, co ja gadam, jakie "bodajże" to na pewno jest dziewczyna. Ma na sobie okrągłe okulary (tak jak ja), szarą bluzę z jakimś napisem i czarne legginsy. Swoją stopą na którym jest but koloru khaki odpychała się od ziemi delikatnie bujając. W jej twarzy było coś intrygującego i tajemniczego. Wstałem energicznie jak nigdy dotąd, wiedziałem, że TO jest moja potencjalna koleżanka, moja zdobycz. Zacząłem biec w jej kierunku.
"KUŹWA, CO SIĘ Z TOBĄ DZIEJE IGNACY, CO TY ODPIEPRZASZ?" W głowie kołatała mi tylko ta myśl.
Nagle wskoczyłem (bo inaczej nie można tego nazwać) na linowe koło obok niej.
- Hej, co tam u ciebie niewiasto? - CO?! NIEWIASTO? SERIO?! Zawsze byłem bardzo pewny siebie, ale teraz moja własna matka by mnie nie poznała, ba, ja siebie nie poznaje...
- Co? - zapytała. Boże, na pewno ją spłoszyłem - Czy my się znamy? Czy to jakiś żart? Gdzie się ukrywają twoi koledzy? Robicie sobie ze mnie jaja tak? - za dużo pytań. Dobra. "Czemu się stresujesz chłopie, to jakaś laska, która jest na sto procent młodsza od ciebie." pomyślałem. Spoglądam na jej bluzę teraz mogłem się jej bardzo dobrze przyjrzeć napisowi - uśmiecham się pod nosem - "Ohio". Ona wie co nosi.
- Po pierwsze nie, nie znamy się. Po drugie, to żaden żart. Po trzecie, nie mam kolegów, przyjaciół i tym podobne. Po czwarte, nie, nie robię sobie z ciebie jaj. A po piąte (tak ode mnie), jestem Ignacy Mleczarski i miło mi ciebie poznać. - wypaliłem na jednym tchu. Spojrzała na mnie. Podniosła prawy kącik ust do góry.
- Nazywam się Aida, Aida Wolff.

Kiedy drzewa śpiewają Stories to obsess over. Discover now