We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

Rozdział 1

86 10 4
                                        

To był najgorszy dzień w moim życiu. Miałem niecałe pięć lat, gdy Fenrir Greyback wdarł się do naszego domu i mnie zaatakował. Pogryzieniu towarzyszył okropny ból, bałem się. Po chwili do mojego pokoju wbiegł mój ojciec, jednak przybył za późno i chociaż wypędził Greybacka, ja na zawsze zostałem bestią. Później długo ukrywał, kim był wilkołak, który mnie pogryzł. Moi rodzice musieli podjąć trudną decyzję. Zostawiliśmy wszystko, co do tej pory mieliśmy i przeprowadziliśmy się do miasta, żeby zacząć od nowa i żeby nasi magiczni sąsiedzi niczego nie podejrzewali.

Ze względu na moją chorobę nie wychodziłem z domu, rodzice bali się, że przez nieuwagę powiem komuś, kim, a raczej czym jestem. To było naprawdę okropne. Nie miałem przyjaciół, a comiesięczne przemiany były okropnie bolesne. Czułem ból przemiany, a potem budziłem się gdzieś w lesie albo w wiosce kilka kilometrów dalej. Zawsze bałem się, że kogoś skrzywdziłem, że przeze mnie ktoś jeszcze został bestią. To było gorsze niż fizyczny ból. Tak mijały mi długie lata, pełne cierpienia i zadręczania się myślami o tym, kogo mogłem skrzywdzić, kto przeze mnie umarł albo został wilkołakiem. Przez brak przyjaciół stałem się aspołeczny. Nie umiałem zawierać nowych znajomości, chociaż bardzo tego pragnąłem. To było okropne i zatruwało mi życie. W okolicach moich urodzin dostałem list z Hogwartu. To było niesamowite, ale też nierealne. Rodzice nie chcieli, żebym tam szedł, ponieważ bali się, że coś komuś powiem albo kogoś skrzywdzę. Pewnie nigdy nie poszedłbym do szkoły, gdyby Albus Dumbledore nie złożył nam wizyty.
Pewnego popołudnia usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.

- Spodziewasz się kogoś Hope? - spytał mój tata.

- Nie - odparła moja mama. - Remus, zobacz proszę, kto do nas przyszedł.

Podszedłem szybko do drzwi i je otworzyłem. Widok postaci, która tam stała, wprawił mnie w osłupienie.

- Dzień dobry Remusie. Mógłbym porozmawiać z twoimi rodzicami? - na progu naszego mieszkania stał dyrektor Hogwartu we własnej osobie.

- Tak, oczywiście - mruknąłem i zawołałem rodziców. - Mamo, tato przyszedł do was dyrektor Hogwartu!

Jednak oni nie chcieli tych odwiedzin. Próbowali go wypędzić, jednak w końcu dostał się do nas postępem. Gdy się ujawnił, musieliśmy go przyjąć z uwagi na dobre wychowanie.

Moi rodzice, równie zaskoczeni jak ja, zaprosili gościa do salonu i zaproponowali mu kawę lub herbatę, jednak Dumbledore odmówił.

- Co pana do nas sprowadza, panie dyrektorze? - zapytała moja mocno zdziwiona i zdenerwowana matka.

- Wybaczcie tę nagłą wizytę, ale chciałbym porozmawiać o Remusie. Wiem, że jest wilkołakiem, jednak chciałbym, żeby uczył się w Hogwarcie. Jako dyrektor nie widzę żadnych przeciwwskazań. Będzie miał zapewnione bezpieczne miejsce do przemian. Jedynym warunkiem jest, że nie może nikomu o tym powiedzieć.

- Panie dyrektorze, to naprawdę miła propozycja, jednak nie możemy jej przyjąć, to byłoby zbyt duże ryzyko.

- Jednak nalegam, żeby Remus mógł się uczyć w szkole. Powinien znaleźć przyjaciół i uczyć się magii jak wszystkie dzieci w jego wieku.

- Rozumiem profesorze, ale jeśli Remus zrobi komuś nieświadomie krzywdę? Ani my, ani nasz syn nie moglibyśmy sobie tego wybaczyć - moja mama cały czas miała wątpliwości.

- Pani Lupin, zapewniam panią, że zadbam o komfort psychiczny pani syna - powiedział łagodnie Dumbledore.

Rodzice przeprosili dyrektora na chwilę, żeby to razem omówić, a on zwrócił na mnie zaciekawione spojrzenie.

- Jeśli twoi rodzice się zgodzą, wybór będzie należał do ciebie. Chciałbyś pójść do Hogwartu, nauczyć się magii i znaleźć przyjaciół, tak jak inne dzieci? - zapytał mnie.

- Od zawsze o tym marzę, panie profesorze. Czy w Hogwarcie naprawdę będę traktowany jak zwykły uczeń?

- Pod warunkiem, że nikomu nic nie powiesz o swojej chorobie i będziesz spędzał przemiany w bezpiecznym, wyznaczonym przeze mnie miejscu to nie widzę przeciwwskazań - Dumbledore delikatnie się uśmiechnął.

- Zrobię wszystko, co trzeba, jeśli będę miał okazję uczyć się w pańskiej szkole - powiedziałem. Wtedy weszli moi rodzice.

- Podjęliśmy decyzję - powiedział mój tata. - Jeśli Remus chce, może pojechać do szkoły.

- Dziękuję - zawołałem radośnie i pobiegłem do nich, żeby ich uściskać. Radość rozpierała mnie od środka.

- Skoro państwa syn chce jechać, pozostaje mi tylko omówić z waszym synem, razie będzie spędzał pełnie. Listę potrzebnych rzeczy znajdą państwo w liście ze szkoły. Remusie - zwrócił się do mnie - myślę, że najlepiej będzie, jeśli wybudujemy w Hogsmeade chatę i tunel do niej prowadzący, przy którym zasadzimy Wierzbę Bijącą. Ktoś z personelu szkoły będzie cię przed pełnią zaprowadzał do Wierzby i wpuszczał cię do tunelu. Będziesz nim przechodził do chaty i tam będziesz przechodził przemiany. Żeby mieszkańcy wioski się tam nie kręcili, rozpuszczę pogłoski o duchach, które rzekomo będą tam mieszkały. Zgadzasz się Remusie?

- Oczywiście panie dyrektorze. Bardzo panu dziękuję za te propozycję - powiedziałem z wielkim uśmiechem na twarzy.

- W takim razie... Do zobaczenia we wrześniu. Do widzenia państwu - pożegnał się Dumbledore.

- Do widzenia profesorze - powiedzieliśmy całą rodziną, a Dumbledore deportował się z naszego domu.

Przez następne dni nie mogłem uwierzyć w moje szczęście. Gdy byliśmy u Ollivandera, żeby kupić różdżkę, wybrała mnie giętka różdżka o długości dziesięć i ćwierć cala, zrobiona z cyprysu, z rdzeniem z włosów z ogona jednorożca. Kupiliśmy wszystkie potrzebne rzeczy, a po powrocie zacząłem liczyć dni do wyjazdu do Hogwartu. Stało się coś, o czym nawet nie śniłem.

*****

To co? Jedziemy z biografią Lupina. Ktoś przecież musi opisać jego zasługi i przede wszystkim życie. Książka będzie rozwijana bardzo powoli, ale jak najlepiej i najdokładniej. Będziemy towarzyszyć Lunatykowi podczas podróży pociągiem, zajęć w Hogwarcie, wypadach do Hogsmeade i wizytach w toalecie. No dobra, to sobie darujemy. Razem z nim będziemy przeżywać ból, ulgę, będziemy się martwić i oglądać jego miłosne rozterki. Do następnego,

Nyfrea

W wilczej skórze | Remus LupinStories to obsess over. Discover now