We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

Kłótnia rodzinna

101 3 1
                                        


Dzień jak co dzień. Mariusz nastawiał sobie wodę na herbatę. Wziął trochę zakupionej w ropuchu Whiskey i nalał jej na ok 9/5 objętości cieczy. Na szczęście alkohol mieszany z wodą ulega zjawisku kontrakcji. Do kuchni wpadła Wiesia.

- Witaj Mariuszu. - rzekła chłodno - Twój ojciec bardzo się na tobie zawiódł.

- Przecież on jest chory psychicznie co on ma do powiedzenia! - odparł z oburzeniem dijej.

- Niestety. Stary ma wiele do powiedzenia, ze względu na swoje wykształcenie został prezydentem Białegostoku. - Wiesia odpowiedziała ze smutkiem i jednoczesną dumą w głosie.

W momencie gdy to powiedziała w oknach w całej Polsce zawisły flagi z wizerunkiem Andrzeja Fiuta. W różnych pozach z tą samą miną. Konsultacje w czwartek. Wyparli komunizm spowodowany przez Adriana z przeszłej przyszłości i Pawełka. Co nie zmienia faktu że dalej byli komunistami i dostawali prezenty. Do domu przyszedł nachlany Andrzej i gdy w radiu włączyło się running in the 90' zaczął obijać się o ściany w przyspieszonym tempie.

To tylko przyspieszyło jego przemianę w tępaka.

- KURłA WYGRAŁEM! 

- Andrzej nie drzyj się! - Wiesia zaczęła go bić swoją świąteczną czapką, to znaczy jej strojem roboczym.

Nagle nad ich brzydkim żółtawym domem pojawił się helikopter. Wyskoczył z niego Kononowicz i bardzo oburzony stworzył głęboki monolog o tym jak bardzo zdenerwował się z powodu wygranej Andrzeja. 

- Szanowne Państwo, kochani moi stała się ciężka sytuacja nieboża bobo mnie ten zbrodniarz człowiek Andrzej aby mnie bo z tym człowiekiem będzie wszystko. Tak nie powinno. 

Andrzej chciał z nim pójść na wódkę, ale Krzysztof bardzo się zdenerwował!

- Stop Talentowi! Nie bedzie Ropuch! - Konon cały się opluł.

- Dobrze, spokojnie? Ale że co? Że ten mafioza mały Angelo? Jak ja tego bachora kurwa nienawidzę? - upewniał się świeżo upieczony prezydent.

Konon nie odpowiedział konkretnie, pan Fiut domyślił się, że jest to dla niego w jakiś sposób drażliwy temat. Kupili więc gorzałkę w stokrotce.

Dla Mariusza również był to drażliwy temat. Rozejrzał się dookoła. W siatce z biedronki miał nową kolekcję mang.

- Na co ci tyle makulatury? Nagle postanowiłeś segregować śmieci? - burknęła Wiesia.

- Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! To jest mangowa wersja clannadu, przyniosłem ją dla nas! Żeby zespolić naszą rodzinę! Żeby było tak cudownie. Razem!

- Razem przegrało w wyborach z twoim ojcem... My ci dajemy pieniądze a ty co robisz?!

- YouTube! - krzyknął dramatycznie Choina - To nie są żadne śmieci! TO święte relikwie!

- Idź ty lepiej do kościoła, bo billboard już zaczął przez ciebie płakać, wszystko twoja wina, przyjechali teolodzy naukowcy badać czy to cud czy to prawdziwe łzy okazało się że to deszcz, ale to TYLKO DLATEGO że Bóg PŁACZE, jak widzi co ty wyprawiasz! Nawet nie wspomnę o tym, że próbowałeś wychędożyć chłopca.

- Pomyliłem go od tyłu! Już nie ważne WYNOSZĘ SIĘ STĄD! MAM WAS DOSYĆ KONIEC TEGO!

Dijej Choina wziął swoje ostatnie oszczędności, kolekcję mang, zdjęcia strażaka, siatkę z biedronki, latarkę, długopis, zeszyt i postanowił prowadzić pamiętnik.

Trzasnąłem drzwiami od salonu i bez wahania skierowałem się do wyjścia, gdzie ponownie sprawdziłem wytrzymałość drzwi. Poszedłem do lasu, nieco ochłonąłem, pospacerowałem sobie. Było nieco pokrzyw, ale to nic wielkiego. Potem poszedłem do biblioteki osiedlowej, ale była zamknięta. Następnie do marketu, w kieszeni miałem 5 złotych, kupiłem bochenek chleba i 1,5 litra wody, została mi jeszcze reszta.  

Ohh i zapomniałem wspomnieć, że przez ten impulsywny pośpiech nie wziąłem butów, co? To kupiłem sobie za złotówkę dwie plastikowe siatki i w nich przeszedłem kilkanaście kilometrów. XD Więc wychodzę z marketu i idę z prawie 5 kilometrów do biblioteki miejskiej. Zostawiam resztki bochenka przed progiem i wchodzę do środka. 

- Dzień dobry, czy jest Mein Kampf?

- Nie, ale jest dostępny w czytelni obok.

- Dziękuję, do widzenia.

Więc poszedłem do tej czytelni. Dużo książek, cicho i mieli mój upragniony MEIN KAMPF. Była już z 11. Siedziałem tam nieco, trudno się to czyta, zrobiłem jakieś notatki, przerobiłem 30 stron, ogólnie ciekawa lektura.
Potem wróciłem po chleb XD

Z powrotem znalazłem się w czytelni i nadal czytałem.
Kolejne 20 stron, więc mamy już 50.

Skończyła mi się woda więc poszedłem do FONTANNY ją napełnić. Po 5 minutach zbierania okazało się, że to był niezbyt dobry pomysł, bo ma silny posmak chloru i jest mętna.

Za ostatnią złotówkę kupiłem sobie wafel... wafla... wafel... Góralka, o, i poszedłem do galerii w okolicach 15 - 16.
Po drodze spotkałem kilka ciekawskich spojrzeń.

Chyba muszę częściej uciekać z domu. XD

Potem jeszcze poszedłem pierwszy raz do sklepu z eleganckimi bramami, znajomy przypadkiem w rozmowie poinformował mnie, że mają wyprzedaż, jak zapytałem o Jego krawat.
Były tam jakieś 200 - 300, ale z dodatkiem poliestru, więc niezbyt mnie zainteresowały. Wiesz, poliester to dosyć słaba jakość.

Gdy Mariusz wyszedł ze sklepu z bramami zobaczył czarną furgonetkę zacienionymi szybami, a z jednej z przednich wystawał zimny łokieć pewnego pomarańczowego mężczyzny. Postanowił za nią pobiec.

Wielka ucieczka dijeja choinyStories to obsess over. Discover now