6 lat wcześniej...
11-letnia Feray biegła na huśtawkę, która dopiero się zwolniła. Tuż przed samym siedziskiem ubiegł ją ciemnowłosy chłopiec, a dziewczynka upadła przed samą huśtawką i zrobiła smutną minkę powoli wstając. Chłopiec zszedł z siedziska i zbliżył się wyciągając dłoń, by pomóc Fay wstać, dziewczynka z wahaniem ją uchwyciła.
-Jestem Donovan- powiedział, po czym z powrotem usiadł.
-A ja Feray- odpowiedziała otrzepując piach ze spódniczki.
-Możesz usiąść na moich kolanach jak chcesz też się pohuśtać...-zaproponował nieśmiało.
-Noo... Dobrze-odpowiedziała speszona.
Obróciła się i usiadła tak jakchłopiec powiedział.
-Ile masz lat?- spytał cicho chłopiec delikatnie ich huśtając.
-Jedenaście. A ty, Donovan?
-Tyle samo- odpowiedział, po czym dodał:- Mów mi Van.
-Okay, a ty mi Fay.
-Mhm- wymruczał w odpowiedzi.
2 godziny później...
-Przyjaciele na zawsze?- spytała Fay wyciągając mały palec prawej ręki w stronę Vana
-Na zawsze...lub dłużej- odpowiedział chłopiec splatając razem ich palce.
-Fay! Musimy iść do domu!- przybiegła siostra jedenastolatki, Berenike.
-Szkoda... Przyjdziesz jutro, Van?- spytała z nadzieją Feray.
-Obiecuję- odpowiedział chłopiec przytulając się z dziewczynką na pożegnanie.
