Rozdział pierwszy

132 5 0
                                        

31 sierpnia 2019 r.
Godzina: Południe

Ostatnie przygotowania do pierwszego dnia szkoły trwają. Większość pierwszoroczniaków przejmuje się. Chcą wypaść jak najlepiej na oczach starszych oraz rówieśników. Inni mają na to kompletnie wywalone i wcale się tym nie przejmują. Ja należę do tej drugiej grupy... a nawet do ich gorszej części, bo załatwiam brudne interesy z demonami. 

Zawsze się nabierają na patent z oddaniem duszy w ich ręce. W końcu jak mógłbym im oddać coś, czego nie mam? Ojciec nie żyje, matka też. Zabici. Lucyfer, obecny władca piekła, skazał ich na karę śmierci za nieświeży towar na rynku. Jest okrutny, bezwzględny i z każdym ma jakiś zatarg. Nikomu się nie podoba, jak rządzi, nawet samemu bogu. 

Szkoda, że nie stara się nic z tym zrobić... dlatego też postanowiłem, że to ja będę tym, o których będzie mowa w legendach. Będę tym, który obali Lucyfera i obejmie rządy nad piekłem. Cały czas przez życie kroczyłem sam i mam nadzieję, że zawsze będę. Dyskretny nie jestem. W piekle są wywieszane listy gończe z moim wizerunkiem. 

Na Ziemi w sumie też, ale jak zakryję pół twarzy kapturem, to nagle jestem nierozpoznawalny. Chodzę w czarnych ciuchach. Zawsze. Czarna bluza z kapturem, czarne spodnie, czarna koszulka z krótkim rękawem, czarne buty. Niestety, schować się za bardzo w tłumie nie mogę, jakbym uciekał przed kimś, bo mam trochę ponad metr dziewięćdziesiąt. 

Z tego co słyszałem, to w tej szkole, do której mam iść, jest masa dziewczyn. Praktycznie nie ma żadnych chłopaków. Jesteśmy jak wymierający gatunek. Nikogo nie znam, a szkoła zapewnia jakiś akademik, w którym od jutra mogę mieszkać. Ciekawe, że przyjmują dosłownie każdego. No oprócz ludzi, którzy nie umieją posługiwać się magią. 

Można sobie wyobrazić jaka jest ta magia. Różdżki? Zaklęcia? Specjalne moce? W tym świecie jest dosłownie wszystko. Demony? Anioły? Diabły? Sukkuby? Ogry? Karły? Też. Jeszcze dzisiaj mamy zostać poinformowani, jak jutrzejszy dzień będzie wyglądać, o której się spotykamy i takie sprawy. Jak dobrze pójdzie, to jeszcze dzisiaj wieczorem się dowiem z kim dzielę pokój. 

Podobno są czteroosobowe, a ja do innych tak średnio pasuję. Wolałbym jednak mieszkać sam, ale przynajmniej pokoje będą pierwsza klasa. Sam budynek chroni specjalna magia, która pozwala go ochronić przed wykryciem, ale czy jest wytrzymały, to się jeszcze przekonamy.

Pora kończyć interesy. Żołądek wzywa. W sumie można zapolować i samemu się coś ogarnie na ząb. Tylko... muszę uważać, żeby znowu nie wysadzić jedzenia, jak to ostatnio zrobiłem, gdy pomyślałem, że jak wybuchnę króliczka, to się od razu przysmaży. Flaki leżały wszędzie... przynajmniej miałem zupę z flakami. 

Tylko tym razem mam ochotę na potrawkę z wnętrzności demona, doprawioną jego skórą. Tia... trochę brutalny jestem, ale jak człow-... No człowiekiem nie jestem. Jak istota żyjąca jest głodna, to trzeba coś na to zaradzić. Udałem się więc do pobliskiego lasku poszukać śladów demonków. Sama podróż długo nie trwała, ale w międzyczasie zrobiło się dosyć ciemno. 

Zdecydowanie za dużo kontraktów zawieram. Może czas zacząć zawierać kontrakty, w których to ja zabieram duszę komuś innemu. Będzie co przegryźć między posiłkami, a to że tamta istota jest podatna na wszelkie przejęcia... nie moja sprawa. Najwyżej wyślę ich do piekła, jak będą w pobliżu, żeby ich nie narażać. 

Nic ciekawego nie znalazłem, więc tropiłem dalej. Szczęście, że widzę w ciemnościach. Poczułem dziwny zapach. Metaliczny. Krew. Tak mi się wydawało. W każdym razie poszedłem za zapachem. Długo to nie trwało, a znalazłem się w pobliżu źródła krwi. No mylić, się nie myliłem. Zwłoki. Jeszcze świeże, co oznacza, że ktoś czai się w pobliżu. Wytężyłem swój wzrok, słuch oraz węch. Po chwili, w oddali usłyszałem szelest krzaków.

Owner of the HellHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora