- Krwawisz - stwierdziła Axella i spojrzała wymownie na Yvette.
- Nieważne - blondynka wzruszyła ramionami - wszystko jest nieważne.
- Nieprawda - czarnowłosa wzięła chusteczkę i nalała na nią trochę wody z plastikowej butelki, po czym przetarła ranę mokrą chusteczką.
- Przestań - syknęła Yvette.
- Nie mogę, cierpisz.
- To tylko zadrapanie. Zostaw to już.
- To głęboka rana, kochanie, umierasz.
- Nie chcę, Axello, nie chcę umierać.
- Przykro mi, zakażenie już się wdarło, napisz list, umierasz!
- Axello, kochanie, proszę, ratuj, nie zostawiaj mnie! - blondynka załkała.
- Yvette, ja już to dawno zrobiłam, odejdź już i nie dręcz mnie, proszę, dobrze wiesz, że już wszystko skończone, nie goń za czymś czego nie ma, kochanie to niedorzeczne.
- Nie odchodź, Axello, kocham Cię!
Zamknęła oczy, tylko po to by je otworzyć i zrozumieć, że to kolejny sen, a Axella nawet nigdy nie zmieniła z nią słowa.
*
**
nie wiem czy będę to w ogóle pisać/kontynuować, wstawiam bo jest to po prostu nocny przypływ weny, który został uporządkowany za dnia, mam nadzieję, że chociaż te 130 słów wam się spodoba i sprawi, że zechcecie więcej, a jeżeli tak się stanie to konieczne poinformujcie mnie w komentarzach!
miłego dnia kochani!
~ herbatka
