Prolog: Nie chcę być sama

183 11 6
                                        

"Sometimes I want to run away and I can't decide
if I want to run to you or from you"
~Kristen Costello

Wytrzepałam swoje ciuchy, które były pokryte kurzem, i niepewnie wstałam, co sprawiło mi sporą trudność. Gdy już stanęłam na nogach, poczułam jak cały świat zawirował. A raczej to tylko moja głowa. Oparłam się o filar, który miał chyba z milion lat. Cały był pokryty pęknięciami, a gdy tylko dotknęłam jego powierzchni, obsypała się wyschnięta farba.

Niepewnie ruszyłam przed siebie. Zawroty głowy wciąż nie ustawały. Dotknęłam palcami swojej głowy i poczułam na niej jakąś klejącą substancję. Spojrzałam na swoje palce. To krew? Moja? Czy jestem ranna? To pewnie stąd te zawroty głowy.

Znajdowałam się w sporym korytarzu, a przed sobą miałam schody na piętro. Podziwiałam staranne zdobienia na ścianach, poręczach i drzwiach, które jednak nie były w idealnym stanie. Cały budynek wyglądał jak pałac, jednak ktokolwiek tu mieszkał, już na pewno nie żyje. Wszędzie widoczne były pęknięcia, brud, widać było, że przyroda zrobiła swoje.

Chodząc od pokoju do pokoju powoli identyfikowałam przeznaczenie niektórych pomieszczeń. Tam, gdzie stał wielki piec, musiała znajdować się kuźnia. Naprzeciwko znajdowała się prawdopodobnie spiżarnia wraz z poniszczonymi i w stanie dość późnego rozkładu drewniane półki. Ze spiżarni przejście było do...jadalni? Z uwagi na porozrzucane i połamane stoły oraz krzesła, ta opcja wydała mi się najbardziej możliwa. Weszłam na piętro, gdzie zwiedziłam między innymi bibliotekę i możliwie przychodnię. Potem trafiłam do sali z dużym stołem i wieloma półkami. Może to jakiś magazyn? Idąc przed siebie kopnęłam coś co wyglądało jak potłuczona fiolka. rzeczywiście sporo ich leżało na podłodze. Wygląda to na jakąś pracownię chemika, a może salę alchemiczną?

Nie wiem przez ile godzin chodziłam od sali do sali, chcąc dowiedzieć się gdzie jestem. Niestety nie znalazłam tu absolutnie nikogo. Zarówno pałac, jak i okoliczne domki musiały zostać opuszczone bardzo dawno temu. Początkowo myślałam, że są to ruiny jakiegoś średniowiecznego miasta, jednak zbyt wiele elementów nie pasowało.

-Halo! Jest tu ktoś?

Cisza jednak nadal nie ustępowała.

Gdzie ja jestem?

Kątem oka ujrzałam schody, po których jeszcze nie wchodziłam. Miałam wrażenie, że są moją ostatnią szansą, by się stąd wydostać. Wydawało się, że schody nie miały końca. Ciągnęły się i ciągnęły. Jednak mój wysiłek opłacił się. Trafiłam na szczyt wieży. To miejsce naprawdę wywarło na mnie wrażenie! Sufit przyozdobiony chyba milionem drogocennych kryształów, ściany pokryte bogatym zdobieniem i olbrzymie okna z widokiem na zewnątrz. Dopiero stąd widać było potęgę tego miejsca oraz to jak bardzo było ono zniszczone.

Nie chciałam zostawać w tym miejscu, wyczuwałam tu bardzo wrogą aurę. Na wieży miałam wrażenie jakby ktoś był blisko mnie, ktoś z bardzo złymi intencjami. Niestety nie było tu żywej duszy. A może to i lepiej?

Podeszłam do stojącej na środku podpory, na której kiedyś coś musiało być. Może jakiś cenny artefakt? Leżała tam tylko średniej wielkości fiolka z nieznaną mi zawartością. Nie miałam już ochoty by zbadać co to.

Chciałam wrócić do domu. Chciałam stąd zniknąć. Bałam się tego miejsca.

Usiadłam na środku opierając się plecami o poręcz, złapałam swoje kolana i... rozpłakałam się.

Nie chcę być sama.

Po drugiej stronie- EldaryaStories to obsess over. Discover now