Prolog.
Dlaczego płaczesz?
Czy łzy pomagają Ci wypłukać emocje z umysłu? Czy może obmywają Twoją zmęczoną twarz?
- Dlaczego płaczesz? - Zadała sobie sama to pytanie, przecierając dłońmi bladą buzię. Siedziała zamknięta w łazience od godziny... albo od dwóch... Wciąż myślała nad tym co było, nad tym, co mogło pójść inaczej. Skylar - bo tak miała na imię owa płaczka - była wrażliwą dziewczyną. Może czasami nawet zbyt wrażliwą. Przeżywała wszystko, co dotykało ją w życiu codziennym, a tym razem dotknęło ją dość mocno. - Nie był ciebie wart. - Rzuciła w stronę swojego odbicia, jednak sama w to nie wierzyła. W nic już nie wierzyła. A szczególnie nie wierzyła już w miłość...
Chłopak, którego kochała całym sercem, złamał jej to serce i zostawił. Była w szczęśliwym, naprawdę najszczęśliwszym związku przez prawie dwa lata, a on tak po prostu ją zdradził. Dziewczyna westchnęła, zakładając czarne włosy za ucho. Ciemne loki kontrastowały znakomicie z niemalże białą skórą i krwistymi ustami, tworząc doprawdy intrygujący obraz. W szkole nazywali ją malarką, nie ze względu na umiejętności artystyczne, tylko przez wzgląd na jej niespotykaną urodę. Chociaż to banalne, śmiało można było powiedzieć, że różniła się od większości dziewczyn z liceum. Była inna niż inne siedemnastolatki w okolicy. Trochę tajemnicza, trochę zamknięta w sobie. Nie miała znakomitego stylu, drogich perfum, ani tlenionych włosów. Sky to zwyczajna, prosta oraz skromna dziewczyna, zbyt dobra dla ludzi, którzy na to nie zasługują. Jej już były chłopak właśnie dlatego to wykorzystał, zacierając jakiekolwiek barwy w życiu dziewczyny, w momencie, kiedy odszedł. - Musisz być silna, pamiętaj o tym. - Nastolatka przetarła zasmarkany nos rękawem szarego swetra, po czym wzięła głęboki oddech i wyszła z pomieszczenia. Wtargnęła do przedpokoju, z którego biło zimno spowodowane grudniowym mrozem. W mieszkaniu nie było poza nią nikogo, ale to nie była żadna nowość, gdyż rodzice brunetki nigdy nie byli obecni w jej życiu, wciąż wyjeżdżali w delegacje, robili interesy poza miastem, zabierając wszędzie jej młodszego brata. A ona tkwiła sama w czterech ścianach, czując jak jedynie pustka wypełnia jej ciało. [...] Skylar spojrzała na wielki zegar stojący w salonie, który już miesiące temu się zepsuł i od tamtej pory nieustannie wskazywał drugą w nocy. Siedemnastolatka nie wiedziała dlaczego, ale czuła, że ta godzina jest w jakiś dziwny sposób znacząca. Mimo, iż nie umiała tego wyjaśnić. W rzeczywistości jednak, zbliżała się już czternasta. Sobotnie popołudnie zapowiadało się bardzo bezczynnie, dlatego dziewczyna postanowiła przejść się do sklepu, by uzupełnić świecące w lodówce pustki. Ubrała ciepłe kozaki w kolorze gorzkiej czekolady, a także płaszcz i owinęła szyję szalikiem w kratę. Wyszła z mieszkania, uprzednio zabierając portfel i zamknęła drzwi na klucz, kierując się schodami w dół. [...] Na dworze było jeszcze zimniej niż mogła dostrzec z okien, ciemne chmury wisiały nad miastem, a z nich sypały się wielkie płatki śniegu. Jakaż szkoda, że Sky nie umiała nigdzie znaleźć czapki. Już czuła, że przepłaci zdrowiem swój weekendowy wypad do sklepu, jednak coś musiała jeść. Ruszyła więc niespiesznie po chodniku, stawiając bardzo ostrożne kroki, centymetr za centymetrem. (Wolała przynajmniej uniknąć potłuczeń, których mogła się nabawić, gdyby poślizgnęła się na oblodzonej powierzchni pod warstwą śniegu). [...] Jedynym plusem całej sytuacji było to, iż market znajdował się całkiem blisko i już po piętnastu minutach, dziewczyna była prawie na miejscu. Jeszcze tylko przejście dla pieszych dzieliło ją od ciepłego wnętrza sklepu. Sky stanęła więc przed ulicą, w oczekiwaniu na zielone światło, a kiedy to się pojawiło, weszła na pasy. - UWAŻAJ JAK CHODZISZ! - Usłyszała pisk w uszach i nagle poczuła szarpnięcie. Jeden z kierowców wpadł w poślizg, przez co o mały włos nie zderzył się z nią, a teraz wykrzykiwał z okna i trąbił na bogu ducha winną nastolatkę. - Miałam zielone! - Wrzasnęła w złości, czując jak uginają jej się kolana. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z całej tej sytuacji i z tego, że ktoś od kilku chwil trzymał ją za przedramiona. Brunetka odwróciła głowę, napotykając spojrzeniem twarz wysokiego chłopaka. Na oko, był starszy od niej o dwa, może trzy lata. Wydawał się równie przerażony co ona, mimo że to nie jego prawie zmiótł szalony kierowca. - Nic ci nie jest? - Zapytał, w końcu ją puszczając i odsunął się na kilkanaście centymetrów. - Chyba tak... Dziękuję. - Odparła, spuszczając lekko głowę, a na jej włosach co chwilę zatrzymywały się białe płatki śniegu. - Nie ma problemu. - Nieznajomy obdarzył ją zniewalającym uśmiechem, a jego zęby były prawie tak białe jak leżący wokół śnieg. Chłopak wyglądał na zamożnego, ubrany był w drogi, skórzany płaszcz i markowe buty. Wszystko niemal idealnie komponowało się z jego jasnobrązowymi włosami. Nawet zaczerwieniony z zimna nos, ładnie dopełniał ten obrazek, jakim był typowo filmowy przystojniak. - Jest zimno, może dasz wyciągnąć się na kawę? - Rzucił nagle pełen entuzjazmu, na co Sky tylko parsknęła pod nosem i spojrzała ku górze, aby móc skonfrontować ich spojrzenia. - Czy ty proponujesz mi randkę? - Jeśli tylko tak to brzmi, to najwyraźniej tak. - Brunet zaśmiał się, rozkładając ręce na boki. - Muszę odmówić, ale dzięki za ratunek. - Nastolatka pokręciła głową, uraczając go przepraszającym uśmiechem, po czym bez słowa więcej, odwróciła się i ruszyła powolnym krokiem w kierunku swojego docelowego miejsca, jakim był sklep. - Zaczekaj! - Usłyszała po chwili i poczuła, jak chłopak naciąga swoją czapkę na jej głowę. - Nie mogę patrzeć na to, że nie masz swojej. Pozwól, że chociaż to mogę dla ciebie zrobić. - Ale... - Ja mieszkam tuż obok, nie przyjmę odmowy. - Nieznajomy podrapał się po karku, a w odpowiedzi dostał tylko kiwnięcie głową. - Miło było cię poznać. - Skylar uścisnęła jego dłoń, następnie odchodząc. Nie wiedziała, czy zachowała się w porządku, ale nie chciała zagłębiać się w dłuższą rozmowę z przystojnym wybawicielem. Nie była gotowa na nowe kontakty z płcią przeciwną, a już w ogóle w grę nie wchodził żaden wypad na kawę. Siedemnastolatka była pewna swoich przekonań i nie miała zamiaru zmieniać myślenia tylko dlatego, że jakiś przystojny brunet, z pięknymi oczami i drogimi ciuchami, ją ocalił.
Chłopak stał jeszcze chwilę w miejscu, obserwując jak drobna sylwetka dziewczyny znika za rozsuwanymi drzwiami, będącymi wejściem do supermarketu. Nie był przyzwyczajony do odmów, szczerze nawet nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy z ust jakiejkolwiek dziewczyny słowo „nie".
Jednak po dłuższej chwili w końcu poszedł dalej, kierując się na duże, bogate osiedle, na którym mieszkał z rodzicami.
[...] Skylar przemierzała sklep, pchając przez kolejne alejki wózek i wrzucając do niego niezbędne produkty. Rodzice, mimo że często znikali na wiele miesięcy, co tydzień przesyłali jej pieniądze, aby mogła uzupełnić braki w kuchni lub wyjść gdzieś ze znajomymi. Jednak czarnowłosa nie przepadała za takimi wypadami. Znacznie bardziej wolała siedzieć w domu z kubkiem kawy, oglądając filmy. Dlatego też zawsze miała nieco więcej pieniędzy na zakupy i mogła sobie pozwolić na to, by jej wózek wyglądał jakby miała wykarmić całą rodzinę.
Idąc między półkami, wciąż miała w głowie obraz uśmiechniętego nieznajomego. Czy był przystojny? Tak, i to bardzo. Ale jej były chłopak również wyglądał zniewalająco, a to nie zmieniło faktu, że przespał się z koleżanką z klasy.
Głupi mężczyźni. Niebieskooki wybawiciel używał tak intensywnych, męskich perfum, że ich zapach przesiąkł nawet przez materiał czapki, którą jej podarował. Dziewczyna cały czas czuła ich woń, zresztą - miała wrażenie, że każdy klient ją czuł, gdy tylko mijali się w jakiejś alejce.
Czuła się dziwnie, mając na sobie część garderoby jakiegoś obcego chłopaka, jednak... Przynajmniej było jej ciepło w uszy i istniała nadzieja, że się nie przeziębi. [...] W końcu skończyła grzebać między produktami i z wypełnionym koszykiem ruszyła do kasy. Kolejka była wyjątkowo długa, jak na sobotnie popołudnie i tak mroźną pogodę. Nastolatka stanęła cierpliwie na końcu wężyka, opierając swoje ciało o wózek przed sobą i zapatrzyła się w tłum ludzi czekających na swoją kolej.
Było tam tak wiele osób. Tak wiele różnych twarzy. Skylar zawsze lubiła przyglądać się innym, analizować ich mimikę, albo zachowania. Widziała przed sobą stare małżeństwo, kobietę z siwymi włosami i łysego mężczyznę z wąsem. Oboje trzymali się pod ramię, widocznie bardzo się kochali. Ich obrączki wyglądały na stare. Były lekko pordzewiałe, dlatego siedemnastolatka obstawiała, że mają minimum czterdzieści lat stażu małżeńskiego. Prowadzili zdrowe życie lub ich zdrowie nie było w najlepszym stanie i wymagało pielęgnacji, gdyż na taśmie widniały same warzywa.
Zero słodkości. Czyżby któreś miało cukrzycę? Dziewczyna skierowała wzrok na torebkę kobiety, z której wystawała strzykawka z insuliną.
Za nimi stała kobieta z dwójką dzieci, samotna matka, młoda wdowa - miała obrączkę na lewym palcu. To smutne... jaki los jest przewrotny.
Ciemnowłosa w takich chwilach zastanawiała się dokąd tak naprawdę zmierza życie. Czy zostaliśmy stworzeni tylko po to, aby przebiec swego rodzaju maraton i na mecie tak po prostu zniknąć? A może meta była jednocześnie startem dla nowego maratonu? Głupia, skarciła się w myślach, popychając wózek do przodu, gdy kolejka ruszyła. Niepotrzebnie główkowała nad rzeczami, na które nie miała żadnego wpływu. Ale tak już miała.
Może zwyczajnie posiadała zbyt dużo czasu, spędzanego samotnie; to dawało jej pole do zmierzenia się z własnymi myślami. [...] W końcu nadszedł moment, gdy dziewczyna nareszcie znalazła się przy kasie. Uśmiechnęła się uprzejmie do kobiety, która ją kasowała. Pracowała tu od wielu lat, nieprzerwanie. Doskonale znała się już z siedemnastolatką, kojarzyła jej rodziców i wiedziała, że dziewczyna tak często zostaje sama. Prawdopodobnie była jedyną osobą, która to wiedziała i na całe szczęście, nikomu nie powiedziała. – Dzień dobry, Sky. – Rzuciła do niej, odwzajemniając uśmiech. – Chyba na dworze nie jest zbyt ciepło? – Zwróciła uwagę, widząc czerwony nos młodej Miller. – Jest okrutnie zimno. – Dziewczyna odpowiedziała śmiechem, pakując do torby produkty, które kobieta już odstawiła na bok.
– Zaczekaj na mnie przed sklepem. Kończę już zmianę, odwiozę cię. – Zaproponowała kasjerka i, chociaż Sky nie chciała zawracać jej głowy, zgodziła się na tą propozycję. Zwyczajnie miała wrażenie, że nie będzie w stanie znów iść po tym mrozie, niosąc w dodatku torbę w dłoni (ponieważ, o ironio! Rękawiczek też nie wzięła).
[...] Wysoki brunet siedział przy dużym, okrągłym stole w jadalni, popijając gorącą czekoladę. Wszystko w pomieszczeniu było przesiąknięte zapachem pierników i pomarańczy, gdyż wielkimi krokami zbliżało się Boże Narodzenie. Chłopak nie rozumiał całego tego szału na kupowanie prezentów, dzielenie się miłością i wspólne siedzenie przy kolacji. Jego rodzice bywali surowi. W zasadzie nie zawsze odczuwał to, że w ogóle im na nim zależy (mimo, iż był jedynakiem i cała ich miłość powinna osiadać na nim). Dlatego też nie czuł się komfortowo spędzając z nimi święta, bo czuł, że jest to na siłę. Na pokaz.
Co roku do ich wielkiej rezydencji zjeżdżali się członkowie rodziny z odległych miast. Ciotki, wujkowie, kuzynostwo wydające z siebie nieznośne piski. On tak bardzo nie lubił dzieci. W zasadzie nie lubił nawet przebywać w tym domu, mimo że był on wielki, schludny i pięknie urządzony.
Garfield - bo tak miał na imię filmowy przystojniak - dużo bardziej wolał spędzać czas z kolegami z drużyny piłkarskiej, chodząc z nimi na treningi lub imprezy w klubach. Rodzicom się to nie podobało.
Nic im się nie podobało.
Ani to, jak dużo ich syn baluje, jak dużo pije, jak dużo dziewczyn przyprowadza do domu. Czy był kobieciarzem? Może i był. Nie angażował się nigdy za bardzo. Jednak ciężko było stwierdzić, czy jest to kwestia jego charakteru, czy może w pewnym momencie po prostu robił tym na złość rodzicom.
A jeśli chodzi o dziewczyny... tego dnia jedna wyjątkowo utkwiła mu w pamięci. Wciąż miał przed oczami obraz bladej buzi, z kontrastującym na niej czerwonym nosem i równie czerwonymi ustami. Piękny uśmiech dziewczyny i czarne jak smoła włosy wryły się w jego umysł.
Królewna Śnieżka. - tak mógłby ją opisać, gdyż w całym tym szalonym pośpiechu zapomniał zapytać ją o imię. [...] Nagle z rozmyśleń wyrwał go odgłos kroków dobiegający ze schodów. Niewiele później w kuchni pojawił się jego ojciec z gazetą w dłoni. Mężczyzna rzucił synowi przelotne spojrzenie, po czym rzucił papier na blat stołu i usiadł przy nim.
– Gdzie byłeś wcześniej? – Zapytał, przewracając kolejne strony prasy. – U znajomego ze szkoły. Graliśmy na konsoli. – Co się stało z twoją czapką? Mama mówiła, że widziała jak wracasz bez niej. – Nie mam jej. – Chłopak wzruszył ramionami, wstając od stołu i odłożył kubek po czekoladzie do zmywarki. – Oddałem ją dziewczynie. – Dodał po chwili. – Czy to kolejna cheerleaderka ze szkoły? – Nie, tato. Nie znam jej nawet. Wpadliśmy na siebie na ulicy, była przemarznięta, sypał śnieg. – Brunet przewrócił oczami. Już taką plakietkę miał do siebie przypietą - złego chłopca, który sprowadzał dziewczyny na jedną noc, a potem nigdy więcej nawet się do nich nie odzywał.
Tak było. Ale Garfield nie był do końca zły. Może w ten sposób chciał poczuć się potężny, chciał czuć, że ma nad czymś władzę, kontrolę.
Inni uczniowie szkoły czuli przed nim respekt. Wręcz podziwiali go, spisując jednocześnie wszystkie dziewczyny z jakimi spał i próbując również je zdobyć. A uczennice? Cóż... Każda chciała być tą jedyną, ostatnią. Każda chciała wygrać jego serce i stać się jego kobietą - nie na jedną noc, ale w ten wyjątkowy, romantyczny i sentymentalny sposób.
To nie było możliwe. Gar nie bawił się w miłość.
Żadna dziewczyna nie była na tyle wyjątkowa, aby utkwić mu na dłużej w pamięci. Nawet ta słodka śnieżyna, którą spotkał parę godzin wcześniej.
[...] Skylar odpięła pas bezpieczeństwa i chwyciła torbę z zakupami, otwierając jednocześnie drzwi od strony pasażera. – Dziękuję pani jeszcze raz. – Uśmiechnęła się do uprzejmej kasjerki, która skinęła jej głową, a potem wysiadła z samochodu, zamykając za sobą drzwi. Kobieta odjechała powoli, patrząc jeszcze na dziewczynę w lusterku.
Czarnowłosa żwawo ruszyła do drzwi wejściowych swojego domu, a już po chwili była w jego środku.
Zdjęła buty w holu, uprzednio zakluczając drzwi i poszła rozpakować zakupy. Wciąż miała na głowie czapkę od nieznajomego, która przyjemnie grzała ją w głowę i koiła swoim zapachem.
Perfumy, jakimi była przesiąknięta były niezwykle męskie, ale jednocześnie i bardzo przyjemne.
Nie przypominały zapachem wody kolońskiej, na której była oparta większość perfum. Bardziej pachniały jak kawa, z odrobiną słodyczy. Niewątpliwie był to bardzo oryginalny zapach, który sprawiał, że siedemnastolatka aż nie miała najmniejszej ochoty by zdejmować z siebie nakrycie głowy. Jednak, kiedy już schowała ostatni produkt do szafki, wreszcie zdjęła materiał z włosów i położyła czapkę na blacie kuchennym - tuż obok swojego telefonu, który akurat zaczął buzować. Sky westchnęła cicho, widząc na wyświetlaczu numer mamy. Kobieta nie dzwoniła często. Jako samozwańcza artystka była bardzo zapracowana i rzadko pamietała o tym, by dzwonić do córki. A kiedy już to robiła, rozmowa nie trwała dłużej niż kilka minut. Męczyło to Sky.
Od zawsze jej największym marzeniem było to, aby mieć z rodzicami normalny kontakt. Żeby zostawali w domu na święta, albo zabierali ją ze sobą w swoje podróże. Nie robili tego. Dlaczego?
Ponieważ uważali, że powinna siedzieć w mieście i się uczyć, że nie powinna mieszać w swoim życiu, ciągle zmieniać szkół i rozstawać się ze znajomymi.
Co innego jej brat Matt. Chłopiec był jeszcze za młody (ponieważ miał sześć lat), by zostać z nią lub sam, a z resztą rodziny nie utrzymywali kontaktu od wielu lat. [...] Po chwili namysłu, nastolatka w końcu odebrała połączenie, przystawiając telefon do ucha.
– Halo? – Mruknęła bardziej do siebie i usiadła na stołku przy meblach. – Cześć córciu! Jak się masz? Co dzisiaj robiłaś? – Usłyszała po drugiej stronie. Dziewczyna wpatrzyła się w okno naprzeciw, za którym szalała istna burza śnieżna i zamyślona zaczęła bawić się kosmykiem swoich włosów.
– Byłam na zakupach. – Odparła. – Uważałaś na siebie? Zapewne jest teraz u was bardzo ślisko.
– Tak, patrzę pod nogi jak chodzę. – Sarknęła dziewczyna. Nie chciała się przyznawać matce do dzisiejszej sytuacji. Niepotrzebnie wdałaby się z nią w dyskusję na temat tego, że trzeba rozglądać się na pasach. Doskonale zdawała sobie przecież z tego sprawę, a to, że ten kierowca wpadł w poślizg nie było jej winą.
Ale Helen by tego nie zrozumiała... matka pewnie grzała się na słonecznej plaży. Zawsze obierała sobie takie cele podróży na zimę.
– To dobrze. Bardzo za tobą tęsknimy kochanie. – Rozczulające. Więc do mnie wróćcie. Przeszło przez myśl młodej Miller. – Muszę już kończyć. Mam sporo nauki. – Odpowiedziała jedynie i nie czekając ani chwili, pożegnała się z mamą i zakończyła rozmowę, odkładając telefon na blat. Potem podniosła się z siedzenia, idąc do siebie, gdzie rzuciła się bezwiednie na łóżko, skupiając wzrok na suficie.
Zastanawiała się, co może w tej chwili robić chłopak, który ją uratował.
Od sytuacji przed sklepem, nie mogła się go pozbyć z umysłu. Nawet jeśli nie oznaczało to, że jej się spodobał. Wciąż miała takie samo zdanie o nowych znajomościach, randkach i innych takich. Po prostu była ciekawa. [...] Skylar zawsze angażowała się w stu procentach w relacje z chłopakami. Zakochiwała się raz, ale na długo. Była wierna, starała się jak tylko mogła, by uszczęśliwiać swoją drugą połówkę. Jednak w tym wszystkim czasami zapominała o sobie. Z ostatnim chłopakiem było podobnie.
Przez kilka tygodni przed zdradą, dziewczyna czuła, że coś jest nie tak. Miała wrażenie, że jej chłopak ją wykorzystuje i bawi się jej uczuciami, ale nie umiała go zostawić, ponieważ nie chciała, by się zawiódł.
Ale ileż by jej to odjęło kłopotów i wylanych łez, gdyby zakończyła to z własnej woli, zamiast przyłapać go na zdradzie.
Jednak już było za późno na takie myśli. Stało się i cokolwiek teraz by nie zrobiła, Sky nie byłaby w stanie tego powstrzymać. Teraz chciała tylko dojść do siebie - w spokoju, we własnym tempie. Dlatego też nie zgodziła się na kawę z przystojnym brunetem. Nie trzeba było wiele, by znów się zakochała, a potem znów miała złamane serce (a tego wolała uniknąć). W dodatku... Przecież nawet nie znała jego imienia. Był tylko zwykłym, przypadkowo spotkanym nieznajomym, który jej pomógł. To mógł być każdy. A może jednak ich spotkanie miało dojść do skutku? Może to wcale nie była jedynie zbieżność wydarzeń?
[...] Powoli zapadał zmrok, słońce chowało się za horyzontem, a księżyc niespiesznie wzbijał się na niebo, oświetlając nikłym światłem ulicę, przy której stał domek Millerów.
Skylar zeszła do kuchni, wyciągając dla siebie coś do picia. Wracając znów do swojego pokoju, zatrzymała się na chwilę przy blacie, na którym widniała owa kawowa czapka. Podniosła materiał, przykładając go do nosa i zaciągnęła się tym zapachem. Niebywałe było to, jak bardzo uspokajająco na nią on działał.
Po całym dniu stresu i nerwów, wywołanych bliskim wypadkiem, brzydką pogodą i rozmową z mamą, właśnie ten zapach sprawiał, że nie odeszła jeszcze od zmysłów. Musiała znaleźć tego chłopaka i oddać mu jego własność. To byłoby niegrzeczne z jej strony, jeśli by sobie ją przywłaszczyła. Jednakże... jeszcze nie teraz. Teraz wzięła ją ze sobą na górę i znów położyła się do łóżka, wciąż trzymając materiał blisko przy sobie. Zamknęła oczy, otulona kocem i nim się obejrzała, zasnęła.
YOU ARE READING
Piękny złamany obraz.
RomanceOsobno byli złamani. Razem tworzyli piękny obraz. Historia miłosna dwojga ludzi, z dwóch zupełnie różnych światów. Gorące uczucia, przykryte płachtą kłamstw i wielokrotnie gaszone łzami. Czy dwójce nieletnich kochanków uda się sprostać wyzwaniom zw...
