Rozdział I- ,,Śmiertelny wypadek"

21 1 0
                                        

Lilla widziała przed oczami straszne rzeczy: ogień, szczątki rozbitego samochodu, karetki i policjantów trzymających ją za rękę. Wtedy nic oprócz zdrowia rodziców nie było ważne. Jak to się mogło stać? -zadawała cały czas sobie takie pytanie. Wreszcie zobaczyła ich, leżeli oboje na szpitalnych noszach z czerwonymi bransoletkami na ręku.

-Przepraszam oficerze, ale co oznacza ta czerwona opaska na ręku?-zapytała zmartwiona dziewczyna. Widać było, że policjant zastanawiał się chwilkę nad odpowiedzą :

- Panienko to oznacza, że da się ich uratować, ale szanse są bardzo małe- wyszeptał ze smutkiem. Dziewczyna nie pytała już o nic tylko usiadła na przednim siedzeniu policyjnego wozu i została dowieziona na komisariat. Została po chwili wprowadzona do jasnego pokoju gdzie czekała pani psycholog i jeden z policjantów. Lilla usiadła na nie wygodnym krześle po drugiej stronie biurka i czekała. Nagle dłużącą ciszę przerwała psycholożka:

-Moje dziecko wiem, że ta sytuacja jest dla ciebie trudna i rozumiemy to, ale ty jesteś jedyną osobą, która może nam opisać wypadek.

-Więc, mogę wam opisać tą sytuację, ale pod warunkiem, że powiecie prawdę o moich rodzicach. Jakie mają szanse przeżycie?

Kobieta spojrzała na oficera i skinieniem głowy dała mu znak, żeby wyjawił dziewczynie stan pacjentów.

- Zgoda. Kobieta ma liczne obrażenia i ma mniejsze szanse na przeżycie. Mężczyzna jest nieprzytomny, ma mniej ran, ale dopóki się nie obudzi nikt nic nie będzie wiedział.-wyjaśnił.

Mam już wszystkiego dosyć. Mogli by mnie puścić do domu. Przecież babcia już tam czeka i pewnie zalewa się łzami. Że, też wróciła ze Szkocji kilka godzin przed wypadkiem. Dobra, muszę być spokojna i powiedzieć co się stało. Lilla oddychaj-wzdychała coraz bardziej powstrzymując się od wybuchnięcia płaczem. Była już nastolatką, przecież nie mogła pozwolić sobie na płacz przy policji, a jednak nie obchodziła ją to wcale.

- Więc zaczęło się od tego, że jechaliśmy ulicą, która nazywała się chyba Willow Street. To była dość wąska ulica, bez pobocznych zjazdów. Nagle z naprzeciwka wyskoczył rozpędzony autokar, w którym siedzieli starsi ludzie. Tata natychmiast zareagował i próbował pędem wycofać do tyłu. Nie wiem dlaczego, ale kierowca tej maszyny nie panował nad nią, wjeżdżającą co chwile na krawężnik. W tej chwili nie było jak zjechać z drogi bo jak wcześniej mówiłam uliczka była wąska. Było już za późno i autobus uderzył prosto w maskę naszego samochodu. Wtem nasze auto przechyliło się na bok i zapaliło się. Nie wiem co dalej działo się z pojazdem, który spowodował wypadek. Udało mi się wygramolić z naszego auta, ale po chwili obraz mi się urwał no i potem obudziłam się już gdy była na miejscu policja i karetka. Myślę, że udało mi się z tego wyjść bez szwanku bo siedziałam na tylnym siedzeniu.

-Dziękujemy ci bardzo za zeznania. Bardzo przydadzą nam się w śledztwie.-uśmiechnął się smutno policjant.

-Lillo jeśli będziesz potrzebowała jakiekolwiek porady zadzwoń pod ten numer-poinformowała psycholożka i podała nastolatce wizytówkę.

-Dziękuję, czy mogę już iść?

Kobieta skinęła twierdząco głową, a Lilla wyszła z pomieszczenia do przesłuchań i została odeskortowana do domu. Gdy weszła do mieszkania zauważyła załamaną babcie, która usnęła. Nastolatka nie miała zamiaru jej obudzić, więc zamknęła się w swoim pokoju, włożyła słuchawki do uszu i zatraciła się w smutnej piosence.

Mam nadzieję, że pierwszy rozdział mojego opowiadania wam się spodobał. Dopiero próbuje moich sił na Wattpadzie. Za niedługo pojawi się następny rozdział.

PS. Wiem, ze trochę smutny nastrój, ale zmieni się to w następnych częściach.

PPS. Przepraszam, że takie krótkie.


Tajemnice miasta ErieWhere stories live. Discover now