Harry Styles nienawidził świąt.
Nie znosił wszystkich najdrobniejszych rzeczy związanych z tym okropnym okresem. Począwszy od ubierania choinki, poprzez długie kolejki w sklepie, zakończywszy na uroczystej kolacji, podczas której atmosfera była napięta i sztucznie miła.
Dwudziesty czwarty grudnia był dniem pełnym obłudy i kłamstw, a Harry za wszelką cenę chciał zapomnieć, iż taka data w ogóle istnieje.
Pierwszego grudnia wstał, przeciągnął się na łóżku i powłóczywszy nogami po beżowym dywanie, stanął przed oknem i mozolnie odsłonił różane, nieco zakurzone, zasłony. Uchylił powieki, jednak w drugiej kolejności szybko zamknął oczy i po upływie dziesięciu sekund na powrót je otworzył, gorączkowa szczypiąc się w nadgarstek.
— Niemożliwe — wyszeptał rozpaczliwie.
Przyłożył wierzch dłoni do szyby, a jego oddech przyspieszył. Harry opuszką palca przejechał po zaparowanym już szle, śledząc wzrokiem kropelki osadzające się po bokach rozmaitych śladów, które utworzył.
Do uszu trzydziestolatka dotarły energiczne, głośne kroki, a chwilę później drzwi sypialni z trzaskiem uderzyły o ścianę obok.
— Śnieg! — wykrzyczał roześmiany dziesięciolatek, podbiegając bliżej bruneta. — Śnieg, śnieg, śnieg! — wołał, a Harry skrzywił się i rozmasował bolące skronie.
— Widzę, Gabriel. Nie musisz się tak drzeć.
— Ulepimy bałwana? — spytał z nadzieją w głosie blondyn, łapiąc za kraciastą nogawkę spodni od piżamy Stylesa.
— Nie.
— Proooszę — zajęczał, acz na mężczyźnie nie zrobiło to żadnego wrażenia.
— Nie.
— A jak posprzątam w pokoju?
— Nie... Hej! — Harry spojrzał z ukosa na młodzieńca, ściągając gniewnie brwi. — Czy nie kazałem ci tego zrobić już wczoraj?
— Może? — odparł niewinnie, wzruszając ramionami. — Zrobisz mi na śniadanie świąteczne tosty?
— Nie — powtórzył po raz trzeci Harry i wyszarpał materiał piżamy z drobnych rąk dziecka. — Co to niby znaczy? Świąteczne tosty... — mruknął z dosłyszalną pogardą. — Masz dziesięć lat — ciągnął dalej, podchodząc do szafy i wyjmując z niej czarny podkoszulek i pierwsze lepsze spodnie dresowe. — Powinieneś nauczyć się gotować.
— Mam d o p i e r o dziesięć lat — powiedział, wydymając wargi. — Czyli to ty musisz mi gotować — uśmiechnął się zwycięsko Gabriel. — I na śniadanie chcę świąteczne tosty z gorącą czekoladą, a po tym wszystkim pójdziemy ulepić bałwana.
— Ty pójdziesz ulepić bałwana — poprawił go Harry, wyglądając za ramię. Parsknął, gdy ujrzał zawiedziony wyraz twarzy siostrzeńca. — Nie patrz tak na mnie, dzieciaku. Nie mam czasu na twoje durne zabawy. Jestem zapracowanym człowiekiem. Dzisiaj muszę wysłać skończony projekt ogrodu.
Ignorując narzekania podopiecznego, Harry wyszedł z sypialni, do piersi przyciskając stertę ubrań, ręcznik oraz ulubiony płyn pod prysznic — który swoją drogą musiał chować jak najwyżej, by Gabriel nie zużył kwiatowej emulsji w jeden wieczór, jak kilka miesięcy temu.
Opuścił sypialnię, nie oglądając się za siebie. Nie chciał, aby rozczarowany wyraz twarzy Gabriela wywołał u niego jakiekolwiek emocje. Nie chodziło o współczucie, smutek, czy też wyrzuty sumienia. Harry nie miał ochoty na bycie podenerwowanym z samego rana.
CZYTASZ
In the Dark - Larry Stylinson
FanfictionHarry Styles nienawidzi świąt. Louis Tomlinson pomaga mu to zmienić.
