Nie wiem dokąd zmierzam. Pewnie nie zajdę daleko. Poczułam uderzającą we mnie osobę.
Kto chodzi o drugiej w nocy do parku? Ty, Vivian. No kto? No ty!
Niestety była ona jakimś cudem bardzo silna i mój tyłek ucierpiał w zderzeniu z chodnikiem krzyccym w tej chwili "Przepraszam, nie chciałem!".
- Przepraszam! Nie miałam tego na celu! Nie chciałam!
Jednak to nie chodnik krzyczał. Spojrzałam lekko w górę i zobaczyłam piękną blondynkę. Stała nade mną dorosła kobieta.
- Nic się nie stało, proszę pani.
- Ależ stało, kochanie. Nic cię nie boli? Co tutaj robisz o takiej godzinie, słonko?
Otrzepałam się z "kurzu" i wstałam z pomocą nieznajomej.
- Jestem Vivian Kennedy i właśnie uciekłam z domu.
