Świeżo upieczony dwudziestolatek właśnie wyfrunął z gniazda w poszukiwaniu źródła dorobków. Wybiera sobie jeden z zawodów, który głównie odstrasza młode dusze - bycie stajennym to coś, o czym zawsze marzył. Powoli układając swoje życie , w którym za...
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
Z zirytowaniem oparł się o czerwoną, błyszczącą bramę. Za każdym razem, gdy tak robił, furtka skrzypiała przeraźliwie, przywodząc na myśl pisk hamującego samochodu. Właściciel od dawna jej nie konserwował, toteż na karmazynowej farbie pojawiały się często płomienne wypryski. Rdza od dawna pochłaniała metal, jednak dopóty będzie mogła powoli się rozwijać, dopóki brama odgradzająca parę hektarów zielonych pastwisk od drogi będzie trzymać się ziemi. Stała tu od długich lat, służąc ptakom za ciekawy obiekt do badania i zabawy bądź jako zwyczajny skrawek płotu nabazgrany na legendzie pyszniącej się dumnie na ceglanej ścianie w biurze. Wydawałoby się również, iż są to jej jedyne zastosowania. Służyła również jako przeszkoda nie do pokonania dla mieszkających tutaj zwierząt i jedynie najsmuklejsze z nich mogły przecisnąć się przez jej wąskie pręty. Między innymi potrafił to bury kot o spiczastych, równie szarych uszach co dym wydostający się bezkresnymi wieczorami na niebie. Większość widziała go jedynie w nędznej jednej trzeciej, gdy jego ogon jeszcze przez chwilę zaciskał się na zimnym kawałku metalu. Tuż obok zwisały czerwone owoce aronii, służące raczej jako ciekawa ozdoba niż jako jeden ze składników babcinych wyrobów stojących na półce. Faktycznie, latem część owoców tajemniczo znikała — głównie przez ptaki, które namiętnie pochłaniały amarantowe kuleczki.
Usłyszał donośne rżenie dochodzące z jednych z zewnętrznych boksów. Niemal od razu pokierował wzrok na wystający z otworzonego okienka koński łeb. U niespokojnego siwego ogiera była to codzienna norma. Jego czarne jak duże bryłki węgla oczy były wiecznie zaniepokojone i płochliwe, toteż plecy owego zwierzęcia dawno nie widziały siodła. Bał się niemal wszystkiego — plastikowej reklamówki, psa właścicieli czy przelatującego obok jego uszu motyla lub innego owada. Irytujące, szczególnie wtedy, kiedy próbował pozbierać myśli, łaskawie wyskrobując resztki słomy z jego kopyt. Nie przepadał za nieparzystokopytnymi, które bały się choćby błahego machnięcia ręką, ponieważ zdecydowanie utrudniało to czynności, które codziennie musiał wykonywać tuż przy ich uwypuklonych, okrągłych zadach czy chłodnych ścięgnach. Zerknął z zaniepokojeniem na telefon, odpalając go po krótkim zastanowieniu się. Mhm, było zdecydowanie po dziesiątej rano, a on musiał czekać dokładnie na godzinę jedenastą trzydzieści. Był człowiekiem niezwykle niecierpliwym, więc czekanie choćby minutę było dla niego długą godziną. Prócz karmienia mieszkańców przysadzistego budynku, miał doprawdy, wiele atrakcji — między innymi oglądanie rozchichotanych nastolatek czy długie, nudne rozmowy polegające na tłumaczeniu im, dlaczego nie można napychać koni suchym chlebem ze zjełczałym masłem. Naprawdę, było to zabawne, gdy za plecami słyszał ciche '' Och'' czy głośniejsze ''O, widziałaś go?''. Za każdym razem przygryzał dolną wargę, by nie wybuchnąć gromkim śmiechem, krztusząc się z powodu ich spekulacji. Jednak gdy miał lepszy dzień, nie brakowało u niego ponętnych spojrzeń czy ''przypadkowych'' przeczesań włosów palcami w kierunku dziewczyn, co powodowało w przyćmionych hormonami głowami tępych babeczek powstanie tylko jednej myśli - ''Chyba mu się podobam!''.
Przemyślenia odnośnie do wzdychających do niego rusałek podnosiły go na duchu — najwyraźniej miał w sobie coś czarującego. Gdy ponownie rozległo się ciche ''klik!'' a ekran komórki rozświetlił się, omal nie podskoczył z radości. W życiu nie pomyślałby, że parę minut błahych przemyśleń przerodzi się w soczysty kwadrans. Ruszył do zadbanych, drewnianych drzwi i rozsunął je z satysfakcją. Do jego nosa niemal od razu dobiegły dobrze znane mu zapachy — aromatyczne siano pełne ziół, sucha i żółciutka słoma, niewyraźna woń owsa czy szczypiący w nos słodkawy zapach końskiego potu. Z sentymentem pogładził gładki, stalowy pręt. Boksy nie były specjalnie wyszukane, biła od nich prostota — klasyczne, jasne drewno połączone z matowymi elementami metalu. Kichnął, gdyż powietrze pełne było drobinek kurzu czy sierści pomieszkujących tu zwierząt. Niemal od razu usłyszał ich podniecone wołanie. Konie te bowiem są na tyle inteligentne, że już dawno nauczyły się godzin, w których dostają jedną trzeciej dawki swojej paszy. Te kopytne grubasy wiedziały, że gdy zrobią słodką, niewinną minkę, to dostaną to, co naprawdę lubią — krótkie podrapanie po samym środku łba. Głównie kasztanowatego lub gniadego, choć zdarzały się też prawdziwe stajenne „rodzynki". Kare, o bujnej, pięknej grzywie, zadziorne, beczułkowate kuce czy pełne gracji bułane wierzchowce, przywodzące na myśl Mustanga ze znanej kreskówki dla dzieci. Zmierzył wzrokiem dwa długie rzędy boksów, dziarskim krokiem zmierzając w stronę paszarni. Pomieszczenie było końskim rajem — pełno było tam najróżniejszych zbóż, pasz czy olejów, każde o innym zastosowaniu. Jednak dla bruneta była to niezwykła udręka — zapamiętanie tego, że gniady, wysoki sportowiec musi przyjmować dodatkowe elektrolity z melasą, a niziutkiego, pulchniutkiego kucyka należy nakarmić tylko i wyłącznie mizerną ćwiartką paszy było naprawdę denerwujące. Na korkowej tablicy tuż nad plastikowymi, przezroczystymi pojemnikami pokracznym pismem zapisane były najróżniejsze kombinacje literek. „JlbOdŚ" oznaczało na przykład „Jökull bez owsa do środy", a to, że tylko on potrafił to odszyfrować, to nie jego wina. Leniwym wzrokiem zerknął na taczkę. Rozwiezienie tego zajmie mu co najmniej pół godziny, wliczając zadbanie o świeżą wodę jego podopiecznych. Może i wyolbrzymiał, jednak uwielbiał swoją pracę — bycie stajennym pozwalało mu na kojący kontakt ze zwierzętami, a czasem nawet darmowe przejażdżki na ich umięśnionych grzbietach.
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.