Biegnę szkolnym korytarzem w złotej todze kierując się do głównej hali sportowej w szkol...powoli i cicho otwieram drzwi do pomieszczenia, szybkim i cichym truchcikiem podchodzę do chóru do którego należę.
Wchodzę na stopień a reflektory kierują się na nas "Idealnie" pomyślałam, zaczynamy śpiewać hymn Ameryki po pieśni światło kieruje się na scena tam gdzie znajduje się dyrektor i rada pedagogiczna.
Po przemowie Pana Dickensa w głównych drzwiach pojawia się pierwszy absolwent a potem następni i On...
-Tomas Butterfly !- powiedział Dyrektor a za drzwi wychodzi ciemno włosy chłopak z tym samym nazwiskiem co ja czyli mój starszy nad opiekuńczy brat, chłopak szedł pewnie siebie środkiem wolnej przestrzeni(?) jego wzrok kieruje się na mnie i puszcza do mnie oczko a ja odwdzięczam mu smutnym uśmiechem...tak smutnym, Tomas wyjeżdża jutro na uniwersytet mieszczący się na drugim stronie globu.
Tomas jest już na scenie i odbiera kwitek z potwierdzający że jako tako zdał, Dickens podaje mu rękę z kamiennym wyrazem twarzy, nie ma się co dziwić Tomi dawał mu nieźle w kość od początku pierwszego roku, chłopak odwraca się i lustruje sale szukając pewnie naszej ukochanej matki...pewnie się domyślacie że jej nie ma.
Za to ja się do niego uśmiecham, kiedy chłopak schodzi i kieruje się na miejsce
Dwie godziny później ceremonia się skończyła podchodzę do brata i go przytulam i gratuluje zdania, oboje kierujemy się do wyjścia.
-Co jest maleńka ?- pyta się chwytając mój podbródek- Przecież przyjadę w następne lato...-powiedział uśmiechając się smutno patrząc prosto w moje oczy
-Wiem, ale to nie będzie to samo...będzie tak nudno bez ciebie-odpowiedziałam- ALE MUSZE BYĆ SILNA !-powiedziałam uśmiechając się do niego promienie
-No i zajebiście !-powiedział chwytając mnie pod ramie, kierujemy się w stronę naszego zapyziałego domu
Dwadzieścia minut później jesteśmy przed naszym zapyziałym domem, otwieram drzwi i od razu słyszę dobrze znany mi dźwięk przewracanych szklanych butelek...znowu chlała
Idę do salonu i zastaje tam ojca i moją ZNOWU schlaną matkę, ojciec podchodzi do mnie a następnie przytula tak samo robi z Tomem
-Synu gratuluje zdałeś !-powiedział chwaląc go-Jestem z ciebie dumny !
-Jak tooo ?-powiedziała matka próbując wstać-Było dzisiaj rozdanie świadeeectttw ?- zapytała biorąc kolejny trunek do ust biorąc łyka
-Tak było, ale ty wolisz chlać i mieć mnie i Toma w dupie !-powiedziałam a matka tylko spojrzała na mnie z tą samą pogardą co zawsze ok ponad jedenastu lat...norma w naszym domu
Matka alkoholiczka a ojciec biznesmen z drugiego końca kraju, wytłumaczę wam tą nie zdrową relacje kiedy indziej
Ojciec zabrała Toma do jego pokoju chcąc przypilnować że wszystko spakuje
5 h później
-Moi ludzie przyjadą po pozostałe rzeczy za tydzień !- powiedz podszedł na początku do pierworodnego i go uściskał a potem do mnie- Pilnuj matki i miłych wakacji kochanie-powiedział szepcząc mi to do ucha trudno mi jest się pogodzić że mój ojciec już nas opuszcza znaczy się mnie...
Tom od razu pobiegł do swojego pokoju zgaduje że popisać ze swoimi kumplami czy coś.
Ja idę do salonu i przysiadam się do matki
-Wyjeżdżasz jutrooo do ciotki Camili !-powiedziała ostro ja na nią spojrzałam błagalnie
-Boże nie ! Powiedz że znowu chce ci się żartować !?-uniosłam się na nią ona mozolnie na mnie spojrzała i
-Idź się pakuj, wyjeżdżasz o dwunajstejj- powiedziała
Bay mam nadzieje że się podobała 1 część
YOU ARE READING
Hej, jestem Andy
Teen FictionAmerykanka, Hiszpańskiego pochodzenia musi opuścić New York za naciskiem matki i musi wyjechać do swojej nie zbyt lubianej ciotki mieszkającej 150km od stolicy Irlandii Zapraszam do czytania <333
