Fanfiction nie należy do mnie, jest to jedynie tłumaczenie. Oryginał znajduje się na profilu TheWaitingFangirl na stronie Archive of our own. Część słów i wyrażeń została zmieniona, by tekst lepiej brzmiał w języku polskim, jednak ich sens został zachowany.
Jako templariuszka miałaś prosty cel, być posłuszną Zakonowi i Wielkiemu Mistrzowi, zapewniać mu bezpieczeństwo i jeśli byłaby tego potrzeba, oddać za niego życie. Chronić zakon, szerzyć wiedzę i wprowadzać tych którzy dowodzą, że są godni.
Będąc tak wysoko postawioną, nie było dla ciebie zaskoczeniem, że otrzymałaś misję towarzyszenia Wielkiemu Mistrzowi w podróży do Nowego Świata.
Wkrótce zostawiłaś Anglię za sobą, spotykając Przywódcę Templariuszy w Nowym Jorku. Po zostaniu przedstawioną Templariuszom z Nowego Jorku - Lee, Johnsonowi i Hickey'owi, jeśli zapamiętałaś poprawnie - razem z Wielkim Mistrzem opuściłaś Boston. Ignorowaliście pogodę, która wprawdzie nie byla aż tak odmienna od tej angielskiej, do której przywykliście.
To była prosta misja. Przybyć do Bostonu, ustanowić centrum kontroli prowadzonej przez Templariuszy, zabić przebywajacych tam asasynów i przejąć kontrole nad miastem.
Bułka z masłem...
Po dwudniowej nie przerwanej jeździe do miasta zatrzymaliście się w przytulnym zajeździe niedaleko myśliwskiego stanowiska.
Nie bardzo wiedziałaś, jak to wszystko się zaczęło... Haytham powiedział, byś weszła do karczmy i wynajęła dwa pokoje dla was, podczas gdy on zajmie się końmi. Zrobiłaś, jak powiedział. weszłaś do drewnianego budynku, pozwalając się ogrzać ciepłemu powietrzu, po zimnie i padającym śniegu z zewnątrz.
Rozejrzałaś się sceptycznie dookoła. W pomieszczeniu unosił się zapach Ale oraz potu. Kilka świec oświetlało sale, a większość stołów była pusta. Kilku pijaków pochylało się nad barem, bełkocząc o młodej kelnerce, pracującej w tym miejscu. Jacyś myśliwi opowiadali durną legendę o duchu, będącym niedaleko jaskini, gdzieś gdzie ciebie to nie obchodziło. Była tam także grupa zakapturzonych podróżujących w płaszczach, siedzących przy stole, prawie na końcu budynku. Ostrożnie się im przyglądałaś. Żadna z czterech postaci nie jadła, ani nie piła, nawet nie rozmawiała. Wyglądali, jakby na coś czekali. Albo na kogoś.
Zmarszczyłaś brwi, przeszła przez ciebie fala niepokoju, a twoja ręka powoli skierowała się w stronę sztyletu. Asasyni.
Od tego momenty wszystkie zaczęło toczyć się szybciej. Haytham wszedł do gospody, a gdy tylko drzwi się otworzyły, asasyni wstali. Wtedy rozpętało się piekło.
Mężczyźni blokowali ci drogę, błyskawicznie poruszyli nadgarstkami i ukazały się krwiożercze ostrza. Szczerze mówiąc, ten widok wprawił ciebie lekko w osłupienie. Ukryte ostrza, broń będąca znakiem rozpoznawczym niesławnych asasynów... Och, chciałabyś takowe posiadać, to było pewne.
Ktoś krzyknął, gdy jeden z asasynów rzucił się na ciebie - zdawało ci się, że była to kelnerka - próbując ciebie zabić, podczas gdy pozostała trójka ruszyła w kierunku Wielkiego Mistrza. Sprawowałaś ostrze za pomocą sztyletu, czując jak coś ciepłego i lepkiego, spływa po twoim ramieniu i odruchowo kopnęłaś przeciwnika w brzuch. Mężczyzna upadł na podłogę, a ty odwróciła się, by zająć sie kolejnym. Twój sztylet poleciał w stronę jego szyi, pozostawiając po sobie głęboką ranę.
Haytham umiejętnie uniknął ataku asasynów, używając do tego własnych ukrytych ostrzy - nie miał czasu by sięgnąć po miecz. Właśnie miałaś mu pomoc, gdy ktoś chwycił twoją nogę i wywrócił cię. Wcześniejszy asasyn wspiął się na ciebie i uderzył w twarz, druga rękę z ostrzem kierując w stronę twojej szyi. Zacisnęłaś zęby, czarne plamy zamajaczyło ci się przed oczyma i wbiłaś sztylet w jego nogę, pozwalając, by zimna stal rozcięła mięśnie. Mężczyzna zaklął głośno, złapał cię za gardło, a ty przekręciłaś ostrze w jego nodze.
ESTÁS LEYENDO
Bodyguard Services || Haytham x Reader |TLUMACZENIE PL|
FanfictionFanfiction nie należy do mnie, jest to jedynie tłumaczenie. Oryginał znajduje się na profilu TheWaitingFangirl na stronie Archive of our own. *** Jako templariuszka miałaś prosty cel, być posłuszną Zakonowi i Wielkiemu Mistrzowi, zapewniać mu bezpie...
