Dokładnie pamiętam dzień, w którym w końcu miałem porozmawiać z Syriuszem. Odkładałem to przez ponad rok, ale niedługo miały zacząć się wakacje, a co za tym idzie czas, by wrócić do domu, kiedy ja nie chciałem tam wracać. To oznaczało związanie mojego losu z JEGO losem, a tego nigdy nie chciałem...
Marzyłem jedynie o tym, by móc po prostu stamtąd uciec, zniknąć, ale sam nie dałbym sobie rady, zawsze o tym wiedziałem. Dlatego musiałem porozmawiać z bratem. Mimo że mnie nienawidził za to, jaki byłem, a raczej za to, jaki on myślał, że byłem. Tak naprawdę ja nigdy nie chciałem tego wszystkiego.
Uwaga rodziców była fajna, gdy byłem młodszy i dopiero co wyszedłem z cienia Syriusza, po tym, jak trafił do Gryffindoru i po raz pierwszy rodzice na poważnie zaczęli się zastanawiać czy jest on godzien bycia Blackiem. To właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Zasady o czystości krwi, tępieniu mugoli oraz szlam, uczeniu się wszystkiego o dobrym zachowaniu i o rodach czystej krwi. Jak jako dziewięciolatek miałem zrozumieć, że to jest złe? Nie wiedziałem tego przez dłuższy czas. Nie rozumiałem z tego nic, po prostu wszystko akceptowałem i pozwoliłem, by wpoili mi to, co chcieli. Nie rozumiałem, czemu kazali mi przestać rozmawiać z Syriuszem, ale uczyniłem to, o co mnie prosili, bo jak dziecko miałoby zrobić coś wbrew woli rodzicom? Teraz wiem, że to wszystko nie powinno się wydarzyć, ale za późno na zmiany.
Gdy tylko się wyszykowałem, udałem się do wielkiej sali na śniadanie. Cały czas myślałem o tym, jak mam zacząć rozmowę. Przez cały pobyt w Hogwarcie ignorowałem Syriusza. On na początku próbował ze mną porozmawiać, następnie przeszedł do wyzywania mnie, ale ja ciągle nie reagowałem, bez względu na to, co on powiedział.
W tamtym dniu ignorowałem znajomych z domu węża i pod pretekstem spaceru wyszedłem na dwór. Tak naprawdę wiedziałem, że Syriusz zawsze po śniadaniu idzie z przyjaciółmi na błonia, więc stwierdziłem, że to będzie odpowiednie miejsce, by na niego poczekać i go zaczepić.
Z nerwów nie umiałem ustać w miejscu, więc zacząłem chodzić w tę i z powrotem aż w końcu go zobaczyłem. Szedł razem z Potterem w moją stronę, więc oparłem się o filar koło przejścia na błonia i czekałem. Nie zauważyli mnie i rozmawiali dalej tak głośno, że wszystko słyszałem. Na początku niezbyt interesowało mnie, czym się tak ekscytowali, do czasu aż mój brat nie wypowiedział słów, których nie chciałem usłyszeć.
- Rodzice napisali, że z okazji ukończenia szkoły zrobili nam niespodziankę. - Jak tylko Syriusz to powiedział, wiedziałem, że nie chodzi o naszych rodziców. Oni nie pisali do niego od dłuższego czasu. On mówił o rodzicach Pottera tak jakby byli jego... Wtedy po raz pierwszy od paru lat poczułem, jak w oczach zbierały mi się łzy.
- Mam nadzieję, że to nowa miotła dla mnie a ty brachu może w końcu dostaniesz twój wymarzony motor — Potter mówił to z takim uczuciem. Jakby naprawdę byli braćmi...
- Syriusz... - wyszeptałem, jak mnie mijali - Syriusz - powtórzyłem trochę głośniej, ale on nadal mnie nie słyszał. A może nie chciał mnie usłyszeć? Do dzisiaj tego nie wiem.
Minął mnie, jakby mnie nie było. Wygłupiał się z Potterem i nawet nie obejrzał się za siebie. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że on ma nowego brata, nowych rodziców, nową rodzinę... Ja byłem dla niego nikim. Pierwsze łzy zaczęły lecieć, gdy ruszyłem w głąb korytarza, biegnąc w stronę najbliższej łazienki. Nie chciałem, żeby ktoś widział jak płaczę. Na moje nieszczęście wpadłem na kogoś, tak że się wywaliłem. Lupin, kolejny przyjaciel, a może również nowy brat, Syriusza. Przeprosił i spojrzał na mnie. Pamiętam jego szok wpisany na twarzy, jak na mnie spojrzał, to pewnie przez łzy, ale zignorowałem go, wstałem jak najszybciej i pobiegłem dalej, zostawiając go tam z wyciągnięta ręką do pomocy.
Gdy tylko wbiegłem do łazienki, pierwsze co zrobiłem to krzyknąłem. Nie sprawdziłem nawet, czy ktoś tam był. Chciałem dać upust moim emocjom, ponieważ mimo tego, co ludzie o mnie myśleli, ja nadal miałem i mam uczucia.
Byłem zły. Na Syriusza, że mnie skreślił. Na Pottera za to, że zabrał mi brata. Na rodziców, ponieważ oni to wszystko zaczęli. Na siebie, że za późno chciałem zareagować.
Jednocześnie byłem zrozpaczony. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że już nikt mi nie pomoże, nie uratuje przed nieuniknionym. Zdałem sobie sprawę, że moje życie już nigdy więcej nie będzie należeć do mnie. Będę kolejnym nieważnym pionkiem w nie mojej grze. Będę nikim po powrocie do domu.
Po tym wydarzeniu wszystko stało się tak szybko, jak za machnięciem różdżki.
Powrót do domu. Wakacje. Przyjęcie znaku. Spotkania Śmierciożerców. Powrót do szkoły. Znowu wakacje. Pierwszy atak. Ostatni rok. Koniec szkoły. Kolejne zadania. Pożyczenie stwora Voldemortowi. Odkrycie tajemnicy Czarnego Pana.
Właśnie nad tym wszystkim myślałem, kiedy Stworek wlewał mi kolejną porcję trucizny do ust. To była moja pierwsza samodzielna decyzja, jaką w życiu podjąłem i pewnie zarazem ostatnia. Kiedy inferiusy ciągnęły mnie na dno, nie walczyłem. Pogodziłem się z takim losem. Mam tylko nadzieję, że brat będzie za mną tęsknił...
♡♡♡
Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.
To króciutka rozmowa na tym obrazku mnie do tego zainspirowała. Znalazłam to na Pintrest'cie, ale nie wiem, z jakiego dokładnie źródła pochodzi, ale wątpię, żeby autor miał coś przeciwko.
Mam nadzieję, że przypadł wam do gustu ten one-shot.