Blask słońca dostał się przez moje zaciśnięte powieki. Otworzyłam oczy i ujrzałam, że moje rolety nie są zasłonięte. Jestem pewna, wczoraj wieczorem je zasuwałam, jednak nie zdziwiło mnie to. W tym domu nie istnieje coś takiego jak prywatność.
Po wyjściu z pokoju od razu poczułam zapach bekonu. Weszłam do kuchni, w której stała już mama. Nakładała jedzenie na talerze.
—Tylko dwa talerze?—zapytałam czysto teoretycznie, bo to nie był pierwszy raz.
—Trzeba było wstać wcześniej, skąd miałam wiedzieć, że akurat raczysz przyjść na śniadanie?—jej odpowiedź była zawsze taka sama.
—To dlatego odsłoniłaś rolety? Żebym szybciej wstała?
—Wypadałoby, abyś zwlekła się z łóżka chociaż raz przed dziewiątą.
Słyszę to samo codziennie o poranku. Nawet w moje urodziny nie mogą być normalni. Tak, dziś są moje urodziny i wraz z dzisiejszym dniem staję się pełnoletnia. Wszystkiego najlepszego, Claire. Słyszysz to co rok, a i tak nic nie jest dobre, ani tym bardziej najlepsze.
Gdybym nie była już do tego przyzwyczajona, pewnie bym płakała. Robiłam to na początku, a z każdym dniem moja psychika przyzwyczajała się do trybu życia, jaki panuje w tym domu. Dla moich rodziców—najlepszy. Dla mnie—najgorszy z możliwych.
Adoptowali mnie, kiedy miałam dokładnie osiem lat i siedem miesięcy. Każdy dzień w sierocińcu był dla mnie jak pustka, a ja liczylam dni, miesiące, lata, kiedy wreszcie ktoś po mnie przyjdzie i obdarzy mnie miłością, której nigdy nie miałam. Z biegiem czasu myślę, że byłoby lepiej gdyby tego nie zrobili. Może tkwiłabym tam aż do dziś? Może przyszedłby ktoś, kto faktycznie obdarzyłby mnie ciepłem? Niestety czasu nie można cofnąć, choćby bardzo się tego chciało.
Wzięłam miskę i wsypałam do niej płatki. Po zalaniu ich mlekiem poszłam na górę. Nie chciałam siedzieć z nimi przy stole. Nie po tym, jacy byli wobec mnie przez tyle lat.
Przez kolejne kilka godzin leżałam i biłam się z myślami. Na pewno można zastanawiać się, że przecież to takie błahe powody—odsłonięcie rolet czy niezrobienie śniadania. Tak, to są małe, żałosne powody, ale dorzucają ziarnko goryczy do innych sytuacji, o których napomknę potem. Teraz zasnę, przynajmniej w taki sposób odpocznę w szczególny dla mnie dzień.
Obudził mnie krzyk z któregoś z pokoi. To rodzice, znów się kłócili. W pewnym momencie usłyszałam, jak coś się rozbija. Wzdrygnęłam i wyszłam, aby sprawdzić co się dzieje. Zobaczyłam ojca z rozciętą dłonią i krzyczącą na niego matkę.
—Dlaczego znowu się kłócicie?—wydukałam niemal nieusłyszalnie.
—Wyjdź stąd!—usłyszałam z ust taty.
Stałam w miejscu jakby unieruchomiona. Patrzyłam na całą sytuację.
—Nie słyszałaś?!—krzyknęła matka.
—Dobrze wyjdę, ale nie chcę żeby coś się stało.
—Nie interesuj się tym, wyjdź!
Wtedy coś we mnie pękło.
—Czy wy nie możecie być chociaż raz normalni? Przynajmniej w moje urodziny dalibyście spokój. Jesteście okropni! Słyszycie?! Nienawidzę was z całego serca. Żałuję, że zabraliście mnie z domu dziecka. Żałuję.
Stali jak wryci. Po chwili matka zaczęła zbliżać się w moją stronę. Zrobiłam krok do tyłu, kiedy ta przyspieszyła tępo i uderzyła mnie w twarz. Spojrzała mi w oczy i powiedziała:
—W takim razie się wynoś. Teraz. Nie chcę cię więcej tu widzieć—gdy nie zareagowałam powiedziała—głucha jesteś? Wypad.
To mnie całkowicie przerosło. Łzy napłynęły mi do oczu. Rzuciłam się na górę gdzie w pośpiechu zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wzięłam pieniądze, które odkładałam na czarną godzinę i wybiegłam z domu. Zostawiłam za sobą mieszkanie, w którym mieszkałam dziesięć lat. Teraz stoję przed budynkiem i myślę, gdzie iść. Nie mam rodziny, bliskich przyjaciółek (rodzice nie pozwalali mi wychodzić gdziekolwiek poza szkołą). Nie wiem, co mam zrobić.
Poszłam przed siebie. Idę ulicami mojego miasta i myślę o tym, co właśnie miało miejsce. Moją głowę wypełniają wszystkie, nawet najmniejsze wspomnienia. Pamiętam moich prawdziwych rodziców jak przez mgłę. Byłam naprawdę mała, gdy zginęli. Wiem, że mnie kochali. Czułam od nich prawdziwe uczucie, którym obdarzali mnie co dzień. Niestety, miłe wspomnienia zajmują tylko mały kącik w mojej głowie. Część to ciężkie czasy w domu dziecka, a zdecydowana większość lata z rodzicami zastępczymi. Było mi ciężko, nie wiem czy nie bardziej niż teraz.
Moje przemyślenia zatrzymał widok małego budynku z napisem MOTEL. Postanowiłam, że prześpię się tam jedną noc, gdyż mój budżet nie był zbyt wysoki. To były marne pieniądze, które udało mi się zarobić na robieniu prac domowych, czy pisaniu wypracowań. Gdy dostałam klucz do pokoju, od razu rzuciłam plecak i położyłam się do łóżka. Cała ta sytuacja była ponad moje siły, których i tak nie miałam za wiele. Jestem zniszczona od środka i mam tego pełną świadomość. Zostałam sama, nie mając choćby deski ratunku. Wyobrażałam sobie inne życie. Wiem, trzeba walczyć o swoje, nie poddawać się. A co, jeśli nie mam już siły? Nie dam rady dłużej tak żyć. Samobójstwo przechodziło mi przez głowę wiele razy, jednak zawsze tłumaczyłam sobie, że może będzie lepiej, że wszystko się ułoży. Nie ułoży się. Chcę to zrobić, za jakiś czas. Dam sobie kilka tygodni, może cztery? Przez ten czas zrobię wszystko, o czym od dawna marzyłam. Zrobię listę, uwzględnię tam wszystko.
Usiadłam do starego biurka, które stało w kącie pokoju. Wzięłam długopis i notes z logiem motelu. Punkt pierwszy, drugi, trzeci. Tak uzbierało się ich dwanaście. Nie miałam nawet chwili zastanowienia pisząc je. Wszystko, co tkwiło mi w podświadomości przelałam na papier. Wyrwałam kartkę i schowałam ją do portfela. To był przełomowy moment, od którego nic już nie będzie takie samo.
***
Mały edit: jeżeli po przeczytaniu rozdział Ci się spodobał, daj proszę głos czy komentarz. Jest to dla mnie znak, że kogoś zainteresowała książka i będzie to dla mnie sygnał, żeby publikować kolejne rozdziały. Dziękuję i pozdrawiam 😺
YOU ARE READING
Lista
Short StoryClaire przeszła w życiu zbyt wiele. Najpierw śmierć jej rodziców, a następnie okrutne traktowanie w rodzinie zastępczej. Gdy osiąga pełnoletność, zostaje wyrzucona na bruk. Na tym wielkim świecie zostaje sama, nie mając gdzie się podziać. Przepełnio...
