Prolog

91 8 2


Trzeba żyć tak szybko jak nadchodząca chwila

    Edward Stachura


Przypominając sobie, kim naprawdę jesteś, starasz się by nie zabolało cię to, co odkryjesz. Nigdy nie miałem z tym problemów aż do chwili, gdy od samouświadomienia zależało to, czy kiedykolwiek zobaczysz słońce. Przedzierając się przez własne pokłady pamięci, nie doceniałem systemu obronnego mojego umysłu. Pragnąłem być znów tym, którego pokochała Lena, to jednak dziś stało się niemożliwe. Mogłem jedynie sprawić, by nie cierpiała za bardzo. Byłoby to wykonalne, gdyby ta upierdliwa kobieta nie stała się twarda niczym stal.

Pogromczyni koszmarów, tak ją widziałem, gdy przybyła z odsieczą. Tym razem, to ona nosiła przysłowiowe spodnie i wcale mnie to nie dziwiło. Miała normalnie żyć, mieć faceta, przyjaciół i brak wokół siebie ludzi gotowych w jednej chwili dobyć broni, by z niej wystrzelić. A teraz, stała tuż przede mną, z zapalczywością odzierając mnie ze zbroi jaką przybrałem, by przejść dla niej przez piekło. Była niesamowita z tym groźnym błyskiem w oczach i niezwykłą stanowczością, które pogłębiły się jeszcze przez ostatni rok.

- Ruszysz w końcu ten umięśniony tyłek, czy też mam cię sama ściągnąć z łóżka? – zapytała, oparłszy ręce na pełnych biodrach. Uwielbiałem każdy fragment jej ponętnego ciała. Bez znaczenia było to, czy aktualnie była na mnie wściekła, czy też roznamiętniona po ostatnich kilku godzinach najbardziej niesamowitego seksu, jaki mogłem sobie przypomnieć. Stała tak, jak ją sam Pan Bóg stworzył, zupełnie nie przejmując się swoją nagością. To również się w niej zmieniło. Odeszła tamta wstydliwa dziewczyna, ustępując miejsca tej pewnej siebie bogini. Pomimo tego jednak, nadal byłem w stanie wywołać na jej twarzy rumieniec.

- Powiedz mi, kiedy się tak zmieniłaś? – Oparłem głowę na ręce, przyglądają się Lenie, która podeszła do łóżka wdzięcznym krokiem, kołysząc przy tym seksownie biodrami. Naprawdę, jeśli dalej będzie mnie tak drażnić, nigdy stąd nie wyjdziemy.

- Kiedy mnie zostawiłeś i musiałam sama sobie radzić z otaczającym mnie światem, który stanowił dla mnie wyzwanie – mruknęła zaskoczona moim pytaniem. W jej głosie nie wyczułem nawet cienia wyrzutu. Stwierdzała po prostu fakt. Miałem wrażenie, że patrzę na zupełnie obcą kobietę. Gdzie się podziała ta pełna uczucia i niewinności dziewczyna, w której się zakochałem? Nie wiedziałem w sumie, czy bardziej mnie to przerażało, czy też przeważała fascynacja. Mogłem ją poznawać na nowo i to prawdopodobnie spowodowało, że na moje usta wypłynął  pełny męskiej satysfakcji uśmiech.

- O nie! Wstawaj Sebastianie. Znam ten wyraz twarzy – powiedziała stanowczym tonem, machając dłonią w moją stronę, zakreślając całą moją sylwetkę w powietrzu.

Roześmiałem się i w końcu zrobiłem, o co mnie prosiła. Nie zamierzałem jednak bawić się w skromność. Skoro ona nie miała z tym problemów, ja także postanowiłem przestać się krygować. Przemierzyłem niewielki hotelowy pokój, by założyć zrzucone kilka godzin temu ubrania na stojącą pod oknem sofę. Czułem na sobie uważne, palące wręcz spojrzenie kobiety, z którą pragnąłem pozostać w tej bańce spokoju, zamiast zmierzyć się ze światem znajdującym się poza nią. Usłyszałem szelest ubrań, które zapewne wkładała teraz Lena, po wcześniejszym prysznicu, na który mnie nie tylko nie zaprosiła, ale wręcz zakazała wkraczać do łazienki. Jak stwierdziła: inaczej, w życiu byśmy nie skończyli.

Może i byliśmy innymi ludźmi, ale z całą pewnością nasza wzajemna miłość nie uległa zmianie. Była to jedyna stała, o którą zamierzałem dbać, by więcej, nawet przez chwilę nie dać możliwości, by ją utracić.

Gotowy do drogi podszedłem do Leny, która zakładała właśnie przygotowany wcześniej plecak. Spojrzała na mnie z wyczekiwaniem. Dłonią uniosłem jej podbródek i wycisnąłem na ustach głęboki pocałunek. W jednej chwili jej palce wsunęły się w moje stanowczo zbyt długie już włosy i pociągnęła za nie. Tak, to również nie zmieniło się między nami. Niewygasająca namiętność i żar bijący z naszych spragnionych wciąż siebie ciał. Oderwała się od moich zachłannych ust i oblizała swoje wargi, nie spuszczając ze mnie wzroku.

- Pamiętaj o tym, gdy będzie na to bardziej odpowiedni czas – mruknęła z rozkosznym jękiem. W jej oczach dostrzegłem przekorne iskierki walczące o pierwszeństwo z pożądaniem.

- O to nie musisz się martwić. Z pewnością nie zapomnę – odparłem z stanowczością w głosie, zabierając nierozpakowany ekwipunek, stojący pod drzwiami.

- Dobrze. Ruszajmy. Mamy sporo kilometrów do przebycia.

Może i nie wszystko było w naszym życiu idealne, ale taki właśnie był jego urok. Nigdy nie będzie wyłącznie samych szczęśliwych dni. Ktoś, kto w ten sposób postrzega świat, jest albo  głupcem, albo zaślepionym marzycielem chodzącym z głową w chmurach. Ja byłem  wariatem, który spotkał na swej drodze pokrewną duszę, to co się działo wokół nas stanowiło jedynie tło naszego partnerstwa. Oboje, niewątpliwie byliśmy bardziej zahartowani w bojach o wspólną przyszłość. Czy jednak to wystarczy, by przywrócić normalny bieg rzeczy? O tym mieliśmy się już niedługo przekonać...



...

Hmm... taki mały przedsmak drugiej części "Broken Angel" :) Rozdziały będą dodawane zapewne po skończeniu przeze mnie "Zakazanego Owocu", ale nie mogłam się powstrzymać, by się z Wami nie podzielić prologiem ;)
I co sądzicie? Fajnie się zapowiada, czy nie bardzo? ^^

Pozdrawiam, 

Lilianna :*

Broken DreamsPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!