Amy obudziła się na dźwięk budzika. Już po chwili doszła do niej brutalna prawda. Jest poniedziałek. Najgorszy dzień w tygodniu. Nawet nie pamiętała co robiła w weekend. Jak zwykle strasznie szybko minął. Szkoda że ze szkołą tak nie ma. Zwlekła się z łóżka i podeszła do lustra i zobaczyła tam szczupłą, czarnowłosą siedemnastolatkę o niebieskich oczach i średni wzroście. Czyli siebie. Nigdy nie uważała siebie za ładną. Była skromna. Stwierdziła, że już trochę za długo gapi się w lustro, więc odwróciła się i zeszła na dół zrobić sobie śniadanie..
Rozejrzała się po kuchni, która jak zwykle była pusta. Jej rodzice pracowali od rana do późnego wieczora. Tata był prawnikiem i nawet kiedy był w domu pracował. Zamykał się w gabinecie i nawet ie schodził na kolację. Mama na co dzień jest reporterką, a kiedy jest w domu pisze swoją książkę. Nawet nie chce powiedzieć o czym jest. Amy zawsze był ciekawa co takiego opisuje jej mama, ale ona jest nieugięta. Może jak kiedyś skończy ja pisać, to da jej ją przeczytać. Na pewno jest dobra. Nastolatka do dzisiaj pamięta niektóre opowieści mamy, które jej opowiadała na dobranoc kiedy była małym dzieckiem. Wtedy cała rodzina spędzała ze sobą całe dnie. Śmiali się, oglądali filmy, gotowali, po prostu byli razem. Teraz wspólnych chwil jest coraz mniej. Na filmach to zawsze rodzice boja się, że dziecko ich zostawi. Wyfrunie z gniazda i takie tam. U nich jest na odwrót. Amy ma wrażenie, że to nie oni tracą ją, tylko ona ich. Brakuje jej tych wspólnych dni. Kto wie, może kiedyś jeszcze powrócą. Amy zabrała się do robienia śniadania. Klasyczne musli śniadaniowe. Tyle wystarczało jej aby zacząć dzień.
Po zjedzeniu śniadania wróciła do pokoju żeby się przebrać. Jak zwykle pojawiło się pytanie co by tu założyć. Było dzisiaj gorąco. Wyciągnęła z szafy bordowy T-shirt, krótkie jeansowe spodenki. Przejrzała się szybko w lustrze i poszła do łazienki. Umyła zęby, zrobiła lekki makijaż, którego z resztą za bardzo nie potrzebowała, poszła sprawdzić czy ma wszystko przygotowane w torbie, bo nie chciała zacząć poniedziałku od nieprzygotowań, chociaż mogła ich jeszcze sporo wykorzystać. Dobrze się uczyła, ale nigdy nie była uważana za kujonke. Całe szczęście. Kujoni w jej szkole mieli zrujnowane życie. Można by stwierdzić, że każdy kto chodzi do takiej szkoły jest kujonem, ale praktycznie liczyło się tylko to czy twoich rodziców stać na to żeby cię tu posłać.Tak, szkoła Made-in-stars nie nazywała się tak bez powodu, chociaż i tak wszyscy twierdzą, że to przesada. Trudno jest się tu dostać, to prawda, ale ogólnie niczym nie różni sie od innych. To znaczy, miała dobre wyposażenie, trudniejsze sprawdziany i bardziej szczegółowe nauczanie ale poza tym nie ma nic szczególnego. Amy zawsze irytowały osoby wzdychające z zachwytu na myśl o tej szkole. Błagam! To tylko budynek w którym uczą się inni ludzie, z innymi nauczycielami. Nie dajmy się zwariować. Spojrzała na zegarek. Za dwadzieścia minut ma pierwszą lekcje. Zdąży jeśli się pośpieszy. I jeszcze będzie miała parę minut odpoczynku. Szybko przejrzała torbę, a kiedy stwierdziła, że wszytko ma, sięgnęła po swoje klucze, założyła czarne trampki i wyszła.
Zamknęła za sobą drzwi i odetchnęła głęboko. Miała straszne uczulenie na poniedziałki. Jak z resztą połowa uczniów i to pewnie nie tylko jej szkoły. Rozejrzała się po okolicy. Lubiła obserwować nieznajomych ludzi i wyobrażać sobie ich historie. Zgadywać myśli i plany. Czy to wskazuje na jakąkolwiek chorobę psychiczną? Miała nadzieję że nie. To mogło wydawać się dziwne, niezbyt ją to obchodziło. No i w końcu nikt o tym nie wiedział. Nie uważała tego za ciekawy fakt. Bardziej nawyk. Mimo że jej rodzice mieszkali w nowoczesnej części miasta, którym była Filadelfia, to szkoła znajdowała się w tej spokojniejszej części. W sumie to nawet dobrze przemyślane. Trudno byłoby się skupić jeśli za oknem słychać tysiące aut. Dobrze jest czasem odpocząć od tego całego hałasu, chociaż z czasem nawetdo hałasumożna się przyzwyczaić. Amy zawsze ceniła spokój i ciszę. Tak ją wychowano, ale brakowało jej odrobiny szaleństwa. Bez wątpienia lubiła adrenalinę, tylko że się z tym nie ujawniała. Była uważana za ułożoną, spokojną i cichą dziewczynę. Taką zresztą zgrywała. To była jej ,,maska". Nie potrafiła do końca wytłumaczyć dlaczego ją nosi. Trochę ze wzgląd na rodziców, którzy wolą, żeby ich córka do końca szkoły zajmowała się nauką i znalazła sobie dobrą pracę w przyszłości. Jak można się domyślić, Amy uważała swoich rodziców za sztywniaków. Nawet nie wie dlaczego ich słucha. Zawsze miała do nich respekt, bo jednak opłacali jej szkołę, dodatkowe zajęcia i zajmowali się jakimiś innymi drobnymi wydatkami jak na przykład zakupy z koleżanką. Wolała po prostu na wszelki wypadek nie prowokować kłopotów. Nie byli jedną z tych zżytych z sobą rodzin. Amy mijała właśnie swój ulubiony widok w całej Filadelfii. Zawsze poświęcała minutę drogi, tylko na to żeby się temu przyjrzeć. Uważała, że ten widok poprawia jej humor każdego nieznośnego poniedziałku.
YOU ARE READING
Anioł czy diabeł?
Teen FictionAmy jest zwyczajną nastolatką, która ambitnie myśli o przyszłości. Ma swoich przyjaciół i wrogów. Wszystko wydaje się proste, aż w jej życiu pojawiaj się dwaj faceci. Są praktycznie swoimi przeciwieństwami, ale oboje zawrócili jej w głowie, ale czy...
