Wstęp

1.2K 21 4
                                        




Pragnę na wstępie wyjaśnić, że nie jestem normalną nastolatką. W ogóle mało we mnie normalnych rzeczy. Ale zacznijmy od początku.

Cześć! Jestem Clarice. Wiem, dziwne imię, ale co zrobić, tak już sobie moi rodzice wymyślili dawno temu i tak już raczej zostanie. Mam 19 lat. Studiuję psychologię i kryminologię na uniwersytecie Howarda w Waszyngtonie. Robię to z zamiłowania do zgłębiania tajników ludzkiego umysłu niż z jakichś innych pobudek. Wszystko staram się w życiu robić tylko dlatego, że tego chcę. Oczywiście robię wyjątki, ale jest to jedna z moich głównych zasad, którymi kieruję się w życiu. Robić tylko to co się lubi i dążyć do wyznaczonego celu.

Co do mojej fizjonomii, bo to pewnie też może Was zainteresować. Jestem raczej przeciętnej urody. Nie określam siebie ani jako zjawiskowo pięknej ani nadzwyczaj brzydkiej. Po prostu jestem. Mój wzrost jest raczej przeciętny. Nie wyróżniam się z tłumu, jeśli o to chodzi. Moim, podobno, największym atutem są włosy. Proste, blond średniej długości, w dotyku prawie jedwab. Nieskromnie mówiąc, uwielbiam je. Ubierać nie ubieram się jakoś szczególnie szałowo. 90% mojej garderoby to swetry. Do tego ukochane jeansy typu mom (jeśli kogoś to w ogóle interesuje). Ma mi być przede wszystkim ciepło, wygodnie i mam nie zwracać zbytnio na siebie uwagi. Z doświadczenia wiem, że tak jest po prostu łatwiej.

Nie jestem typem cichej myszki. W sumie to od tego powinnam zacząć. Możecie tak sobie myśleć i pewnie większość osób, które mnie znają (a przynajmniej tak im się wydaje) mogą tak o mnie sądzić. Nie dziwi mnie to zbytnio i nie przeszkadza. Ogólnie to co inni myślą sobie o mnie raczej nie zaprząta mojej głowy. Ktoś kiedyś powiedział, że ważne jest tylko to co sam zdecydujesz, że takie będzie (parafraza jakiegoś fajnego cytatu, którego nigdzie nie mogę znaleźć - jeśli wiecie skąd to BŁAGAM NAPISZCIE MI TO W KOMENTARZU). No więc to tak jakby kolejna zasada mojego życia.

Otoczona jestem mnóstwem ludzi, których mniej lub bardziej lubię. Których mniej lub bardziej znam. Którym mniej lub bardziej pozwalam do siebie dotrzeć. Przede wszystkim, na samym początku, powinnam Wam przedstawić jedyną i niepowtarzalną, królową balu, jakim jest moje życie, moją najlepszą przyjaciółkę, duchową siostrę i również najgłośniejszą, najmniej delikatną i za razem najfajniejszą osobę na świecie - Fleur Charters. Jak widzicie moi i jej rodzice mają coś wspólnego - wybierają swoim dzieciom dziwne imiona. Ale ja nie o tym. Fleur jest świetna. Nie wiem co zrobiłam w poprzednim życiu, że na nią zasłużyłam, ale musiał to być wyczyn na miarę uratowania wioski sierot. Nie żartuję. Fleur jest przebojowa, zawsze roześmiana, wysportowana. Jak ma chwilę wolnego to zapewne ratuje właśnie jakieś kotki czy pomaga w jakimś hospicjum. I to nie tak, że robi to aby mieć z tego jakieś korzyści. Nie! Ona to po prostu uwielbia. Raz wyciągnęła mnie na jedną zbiórkę jej wolontariatu. Mi tam zbytnio się nie podobała, ale ona była w swoim żywiole. Gdybyście ją wtedy zobaczyli! Oczy lśniły jej tak bardzo, że mogłyby swym blaskiem przyćmić nawet najjaśniejszą gwiazdę na niebie. Nie było osoby, która by jej się oparła i nie oddała jakiejś sumy do puszki. Każdy kto z nią porozmawiał odchodził od niej radośniejszy. Nawet największe gbury dawały datki i odchodziły uśmiechnięte. Jestem w stanie założyć się, że nawet Sknerus MacKwacz ofiarowałby pieniądze na jakikolwiek cel, gdyby tylko porozmawiała z nim Fleur. I to wszystko, to że może pomagać drugiemu człowiekowi, uszczęśliwiało moją przyjaciółkę.

Poznałyśmy się dopiero na początku tego roku akademickiego. Przyszłam na ten uniwersytet z myślą, że zacznę tu wszystko od nowa, skupię się jedynie na studiach, nie będę zawierać żadnych głupich znajomości. A tutaj już pierwszego dnia nauki na uniwersytecie Howarda podeszła do mnie szeroko uśmiechnięta brunetka o oliwkowej cerze z wyciągniętą przed siebie ręką.

-Cześć. Jestem Fleur Charters - powiedziała dziewczyna.

Patrzyłam chwilę na jej dłoń, nie za bardzo wiedząc do kogo to mówi. Obejrzałam się przez ramię, ale nikogo nie było w pobliżu, więc to do mnie zwracała się nieznajoma.

The most dangerous weaponWhere stories live. Discover now