~1~

41 4 0
                                        

- Kim! - usłyszałam głos brata- zaraz spóźnimy się na samolot.

- Już, chwila... - tak, właśnie spoglądam na swój pokój po raz ostatni. Sprzedaliśmy z bratem dom rodzinny i kupiliśmy mieszkanie... W innym mieście, innym stanie. Po śmierci rodziców nie mogliśmy się pozbierać i stwierdziliśmy, że to najlepsza opcja. Więc zaczynamy wszystko od nowa. Nowe dom, nowe miejsce, nowi znajomi, nowa szkoła. Zaczynam w nowym liceum. Idę do klasy sportowej. Moi rodzice byli trenerami i razem z Danielem odziedziczyliśmy po nich zamiłowanie do sportu. Brat także idzie do sportowej tylko do trzeciej. Jest ode mnie starszy o dwa lata... Patrzę na moje ukochany parapet przy oknie, przy którym zawsze spędzałam wolną chwilę i wychodzę.

-Nowi właściciele powinni być za około 5 minut. Mam nadzieję, że będą na czas bo samolot odleci bez nas - mówi.

-Dobra nie panikuj - zawsze obawia się na zapas.

Nagle rozległ się dzwonek.

-To pewnie oni! Bierz ostatnie rzeczy i lecimy - szybko powiedział i już zniknął za rogiem.

Oddaliśmy klucze i pożegnaliśmy się, po czym ruszyliśmy pędem do białego Audi R8, ponieważ moje BMW I8 było już w drodze do nowego domu. Nie pochodzimy z biednej rodziny. Tym bardziej, że rodzice zostawili nam swoją firmę ochroniarską. Jedną z najlepszymi w kraju. Daniel ją teraz przejmie i po szkole będzie musiał chodzić do pracy. Oczywiście pomoże nam nasz brat Dylan. Ma 26 lat a pracuje tam odkąd skończył 18.

-Mamy godzinę do wylotu. Po drodze musimy jeszcze zatankować - informuje mnie Daniel.

-Okej. Mam nadzieję, że nie będę żałować tego, że wyjeżdżam z tobą. - tak mogłam zostać, ale nie mam tu nikogo, a w Miami mamy przynajmniej dziadków.

-Spoko siostra. Damy radę, jak zawsze...

Rozlega się dzwonek telefonu...

-O czekaj, dzwoni Izi - mówię do brata i wyjmuję telefon z torebki.

-Znowu ona? Błagam nie mów, że będzie na lotnisku... - mówi Daniel, na co wystawiam mu język i odbieram

-Halo?

-Kim!

-No tak, to ja - śmieję się, ta dziewczyna dobija mnie coraz bardziej.

- Będę o 16 czekać na was na lotnisku. Tak się stęskniłam.

- Za kim? Za mną czy Danielem? - mówię, a mój brat o mało zawału nie dostaje przez co gwałtownie hamuje, ale zaraz wraca do prowadzenia pojazdu. Izi to moja przyjaciółka odkąd pamiętam, w każde wakacje, gdy przyjeżdżałam do dziadków, spędzałam z nią każdą wolną chwilę. Ale wiedziałam, że podoba się jej Daniel. Zresztą ona też nie była mu obojętna, tylko nie chciał się przyznać do tego.

- Ha ha, bardzo śmieszne. Dobra lecę się ogarniać do zobaczenia misia - i się rozłączyła.

- I?

- Co i? - odpowiadam pytaniem na pytanie, ponieważ nie wiem o co mu chodzi.

- Będzie na lotnisku? - pyta mój ukochany braciszek, bardzo dobrze wiem, że chce żeby przyszła

- Niestety nie... - kłamię - miała wypadek w szkole i ma złamaną nogę.

-Co kurwa!? Nic jej nie jest!?

- Nie.., powiedziała tylko, że przyjdzie o 16 - powiedziałam usiłując złapać oddech, bo nie mogłam przez śmiech.

- Wiesz, że kiedyś cię zabiję? - powiedział ze sztucznym uśmieszkiem.

Resztę drogi przebyliśmy słuchając muzyki i śpiewając. Uwielbiamy śpiewać. A nasze głosy świetnie ze sobą współgrają, dlatego też mamy mnóstwo pucharów za duety.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Dwie godziny później)

   Jesteśmy już od godziny w samolocie, zostały jeszcze 3 godziny do lądowania. Czytałam już książkę, ale chce mi się spać. Może spróbuję, mój brat od dobrych dwudziestu minut śpi w najlepsze.

•Duet (nie) Idealny•Stories to obsess over. Discover now