- Nazywam się Amber Brown i jestem psychiatrą od piętnastu lat.
- Miło panią poznać. Niech pani opowiada. Kiedy to wszystko się zaczęło?
- Około rok temu. Moim pacjentem był wtedy młody ładny chłopak. Miał bulimię. Było mi go strasznie szkoda. Przez problemy rodzinne popadł w depresję. Największy problem był taki, że nie wiedziałam jak do niego dotrzeć. Chociaż pochodził z patologicznej rodziny, zawsze pytał kiedy wróci do domu. Chodził z uśmiechem na ustach. Ten uśmiech pokazywał ból. Widziałam jak bardzo on nie chce udawać, że wszystko jest dobrze. Jednak to robił. Uśmiechał się i udawał, że wszystko jest dobrze, ale tylko ja widziałam jak zwracał posiłki, które zjadał z uśmiechem na ustach. Raz nie wytrzymał i zaczął krzyczeć, że ja mu nie pomogę, a on chcę do domu. Wpadł w taką histerię, że musieli go trzymać. Wtedy pierwszy raz w pracy się rozpłakałam. Jak już się uspokoił to przytuliłam go mocno i powiedziałam: „Nie wrócisz tam mały. Tam cię nie chcą, a my chcemy dla ciebie dobrze. Chcemy żebyś miał normalne życie." On tylko zaczął mocniej płakać. Tej nocy dowiedziałam się o wiele więcej jak to matka wytykała mu, że jest gruby. Ojciec był wiecznie pijany i go bił, a rodzeństwo ciągle go poniżało. Zrobiło mi się go tak szkoda. Po tej nocy leczenie zaczęło działać i chłopak mógł wyjść. Postanowiłam go zaadoptować.
- Więc w czym jest problem?
- Harry, bo tak ma na imię mój „syn", boi się mojego nowego partnera. Mówi, że ten się nad nim znęca. Nie wiem co zrobić jeśli to okazałoby się prawdą. Co jeśli zobaczyłabym to na własne oczy? Co mam zrobić?
- Interweniować.- położył rękę na moim ramieniu.- To chyba koniec naszej sesji. Widzimy się za tydzień. Dowidzenia!
- Dowidzenia.
Wyszłam z budynku kierując się w stronę przystanku. Jazda autobusem zajęła mi około piętnaście minut. Gdy stanęłam przed drzwiami do mieszkania usłyszałam huk. Szybko otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam mną wstrząsnęło. Harry siedział skulony pod ścianą i płakał. Tom brał zamach. Koło nich leżał rozbity wazon. Nagle Tom uderzył Harrego w twarz na co on cicho jęknął.
- Co to ma znaczyć!? Zostaw mojego syna!- gwałtownie weszłam do środka, a on się na mnie zamachnął. Upadłam na rozbity wazon. Tom szybko uciekł z mieszkania. Harry spojrzał się na mnie przerażony opuchniętymi od płaczu oczami.
- Mamo!
- Harry dzwoń po karetkę!- Nie słyszałam słów wypowiadanych przez Harrego i straciłam świadomość jak ktoś wszedł do mieszkania.
Obudziłam się w szpitalnym łóżku. Przy mnie na krześle spał Harry. Jak dobrze mój aniołek jest bezpieczny, a tego tyrana jeszcze znajdę i wtrącę do więzienia. Po chwili Harry się obudził. Spojrzał na mnie. Rozszerzył powieki i wybiegł z pokoju. „Niecodzienny sposób na witanie się z matką"- pomyślałam. Po chwili wrócił z lekarzem.
- Zostaną pani po tym szkle małe blizny.
- To nic wielkiego.
- Nie wyjdzie pani ze szpitala przez conajmniej dwa tygodnie. Rany muszą się zagoić.- pomachałam twierdząco głową, a lekarz wyszedł z pokoju.
- Poradzisz sobie beze mnie maluchu?
- Postaram się mamo.
YOU ARE READING
One shoty
Teen FictionTo one shoty, które jeśli je polubicie mogą zmienić się w dłuższe historie.
