Rozdział 1- TEN NOWY

119 6 1
                                        

Warszawa, centrum miasta, godziny szczytu, korki. Jak każdego dnia śpieszyłam się do mojego liceum. Mijałam ludzi nie okazując im żadnych emocji. Tylko kilka osób chciało okazać mi radość tego dnia. Cóż, nie było to dla mnie takie ważne.

Zbliżałam się do mojego przystanku, na którym czekałam na tramwaj. Za dokładnie 4 minuty miała przyjechać moja szesnastka. Wyciągnęłam telefon i sprawdziłam swojego Instagrama. Nowe zdjęcie wrzucone wczorajszego dnia miało już 40 lajków. Wtem nadjechał tramwaj, dziś był akurat punktualnie. Wsiadłam i usiadłam przy oknie. Włożyłam słuchawki do uszu i cierpliwe czekałam na mój końcowy przystanek. 

Tego dnia uważałam, że nic ciekawego się nie wydarzy. Pamiętam tylko, że dyrektor mówił coś o nowym nauczycielu od fizyki, który miał zastąpić pana Różyckiego. Pan Różycki był starszym mężczyzną o kruczoczarnych, krótko ściętych włosach. Połowa liceum nienawidziła go za to, że był zbyt wymagający. Zawsze zadawał uczniom przynajmniej 3 strony zadań w ćwiczeniach jako pracę domową, co dwie lekcje pytał 4 wybrane osoby, a każdy sprawdzian wykraczał wiadomości z podstawy programowej. Każdy uczeń nie miał wtedy szans na uzyskanie chociażby oceny dopuszczającej. Wszyscy chcieli się go pozbyć. Wiadomo było jednak, że Różyckiemu brakuje kilkanaście dni do emerytury, więc każdy z niecierpliwością czekał na ostatni dzień jego pracy.

Tramwaj zatrzymał się na moim przystanku i szybko wysiadłam z niego. Zerknęłam na zegarek- miałam jeszcze dwadzieścia minut wolnego czasu. Postanowiłam, że zamówię swoją ulubioną kawę w Starbucksie i wypije ją jeszcze w drodze do liceum. Podeszłam do ulubionej kawiarni i zamówiłam Latte. 

-Czy ma pani naszą kartę klienta?- zapytała ekspedientka.

Wyciągłam portfel z torebki i nerwowo zaczęłam szukać karty. Za mną stało już kilka osób i miałam wrażenie, że zajmuje dużo czasu. Denerwowałam się coraz bardziej. Okazało się, że karty nie ma w portfelu. Widocznie musiałam zostawić ją w domu i zapomniałam jej schować.

-Niestety nie- odpowiedziałam. -Widocznie musiała zostać w domu. 

-Dobrze, to będzie 7.50.

Wyjęłam pieniądze i zapłaciłam za napój. Kolejny raz zerknęłam nerwowo na zegarek. Miałam jeszcze jakieś 10 min na dotarcia do szkoły. Szybkim krokiem wyszłam z kawiarni i skierowałam się w stronę budynku szkoły. Na szczęście nie było daleko, więc po kilku minutach byłam już w szkole. Przy wejściu spotkałam Anitę, moją dobrą znajomą, która zawsze miała jakiś wspólny temat do rozmów.

-Weronika, jak się dziś miewasz?- zapytała Anita.

-Na początek dnia zapomniałam karty ze Starbucksa i miałam droższą kawę- odpowiedziałam. -Myślałam, że ją wzięłam, ale jednak nie. Poza tym zapomniałam wziąć większej ilości pieniędzy i nie wiem czy starczy mi na bilet powrotny.

-Spokojnie, mogę ci pożyczyć jak ci braknie- pocieszyła mnie Anita i po chwili zadzwonił dzwonek.

Pierwszą lekcją jaką rozpoczynałam poniedziałkowy  dzień była fizyka. Dziś miał się zjawić TEN NOWY. Wszyscy czekali z niecierpliwością na nauczyciela, który miał dzisiaj mieć swój pierwszy dzień w nowym miejscu. Każdy zastanawiał się jak będzie wyglądał, jaki on będzie i jak będzie uczył.

-"Może tym razem przyślą nam jakiegoś młodego przystojniaka z jakąś odlotową klatą i fryzurą?"-pomyślałam, ale oczywiście wątpiłam w to, ponieważ w naszym liceum nigdy nie trafiają się młodzi nauczyciele. 

Po chwili do klasy wszedł NOWY. Wysoki, szczupły mężczyzna o ciemnobrązowych, postawionych na żelu włosach i zielonych oczach. Miał dosyć duże bicepsy, co wzbudziło zachwyt u dziewczyn. 

-Dzień dobry, klaso- powiedział, ciepłym i miłym głosem, na co niektóre z dziewczyn zaczęły piszczeć. 

-Dzień dobry, panie profesorze- odpowiedzieliśmy chórem. Najgłośniej wypowiedziały to nastolatki, które piszczały. Ja postanowiłam nie okazywać zachwytu na całą klasę, wolałam tłumić to w sobie. 

W głowie miałam tysiące, jak nie miliony myśli na temat tego przystojniaka. Już marzyłam o wspólnej przyszłości, ale mimo to wiedziałam, że to mogłoby mieć fatalne skutki, zarówno dla mnie, jak i niego.

-Nazywam się Michał Chrabąszcz i jestem nowym nauczycielem fizyki w waszym liceum. Cieszę się, że mogę was uczyć i myślę, że wy także cieszycie się, że macie nowego nauczyciela.

Po chwili przystąpił do lekcji. Spokojnie tłumaczył temat lekcji. Nie musiał upominać nikogo, gdyż każdy chciał możliwie dużo wynieść z lekcji. Nawet ci, którzy zazwyczaj najwięcej rozrabiali, woleli siedzieć jak mysz pod miotłą.

Lekcję przerwał dzwonek na przerwę. Nikt jednak nie zerwał się, żeby wyjść z klasy. 

-Do widzenia, klaso- powiedział na pożegnanie p. Chrabąszcz.- Widzimy się na kolejnej lekcji fizyki już w czwartek.

-Do widzenia- odpowiedzieliśmy i zaczęliśmy się pakować. Spakowałam swoje książki i wyszłam z klasy nie spuszczając wzroku z nowego nauczyciela. Po chwili jednak odwróciłam się, żeby nie wzbudzić podejrzeń klasy czy samego nauczyciela. 

Szłam korytarzem do klasopracowni biologicznej obok Anity. Ona widać nie była zauroczona w nowym nauczycielu.

-Anita, jak ten NOWY?- zapytałam.- Podobała ci się lekcja z nim?

-Wiesz, dla mnie nauczyciel jak wszyscy. Może tylko jakoś lepiej tłumaczy.

-Aaaa, spoko...- odparłam i usiadłam na ławce. W myślach miałam tylko obraz mojego nowego ukochanego. Tylko czekałam na kolejną lekcję, żeby znów usłyszeć jego słodki głos. 

Przez cały dzień myślałam tylko o nim. Na lekcjach moje myśli zagłuszały głos nauczycielki biologii, która tłumaczyła nam środowiska życia ssaków. 

Każda lekcja wyglądała podobnie. Kiedy wychodziłam ze szkoły, spotkałam właśnie jego. W środku krzyczałam z wrażenia. Byłam bliska tego, żeby zacząć piszczeć na jego widok, oczywiście musiałam się powstrzymać. 

Wróciłam do domu i postanowiłam uciąć sobie małą drzemkę, którą nadrobiłabym nieprzespane noce. 

(Not) Normal School?Where stories live. Discover now