Prolog

29 2 0
                                        


Są takie dni, kiedy wiatr jest tak silny, że nie słyszymy własnego głosu. Drzewa szeleszczą jak kartki papieru. Nie zauważymy, gdy ktoś podejdzie do nas i wbije nóż, tylko po to, by mieć parę drobniaków więcej. Dlatego dużo ludzi nie lubi wychodzić po zmroku w takie dni. Gdy na chwile wiatr ustanie i nic nie słychać, prócz naszego oddechu i aut przejeżdżających na ulicy obok. Czujemy się dziwnie spokojnie. Jest to moment, w którym po prostu żyjemy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Neil Ruth miał czerwony samolocik. Był on w rozmiarze dłoni. Uwielbiał go, choć nie chciał zostać pilotem, nawet o tym nie myślał. Nie rozumiał dorosłych. Zarabiali tylko by wydać. Spędzali mało czasu z rodziną, tylko po to, by powiedzieć, że brak im jej. Dorośli są dziwni, tacy inni. On lubił spędzać czas w lesie Yellow Bloom, ale rodzice niechętnie go tam puszczali. Uważali, że złamie sobie nogę i nikt mu nie pomoże. Neil nigdy nic sobie nie złamał, zastanawiał się, czy to tak bardzo boli. Chodziłby w gipsie i ludzie podpisywali się na nim. Jest już w końcu w czwartej klasie, ma dużo kolegów i nawet jednego przyjaciela Tony'ego Freya.

Toni jest niższy i chudszy od Neila, cały czas gada, gdyby nosił okulary, wyglądałby jak te wszystkie krety w bajkach.

Często opowiada Neilowi historie o polanie za restauracją, w której jedzenie jest tak niedobre, że wygłodzony pies wolałby zdechnąć. Uwielbia ich słuchać. Zazwyczaj są one o ludziach, smutnych, złych, albo tak głupich, że poszli właśnie w to miejsce. Podobno kiedyś, gdy stara El nie była jeszcze stara, grupka pijanych, albo naćpanych nastolatków poszła tam i słuch po nich zaginął. Stara El zna mnóstwo opowieści o tej polanie. Toni co drugą sobotę jeździ do niej, aby pomóc jej w ogrodzie. W szkole albo gdy odwiedza Neila opowiada mu wszystko, co u niej usłyszał. Ale przecież to tylko opowiadania, zwykłe plotki, prawda? 

Neil zestresowany do tego stopnia, że nie dziwne by było, gdyby zemdlał.  Jest późne popołudnie, rodzice pewnie zasnęli po obiedzie oglądając jakieś talk-show. Chłopiec z małym, zielonym plecakiem w Hulka idzie do postrachu całego miasta. 

Przez ostatni tydzień okropnie padało. Na dworze jest jedna wielka paćka. Chłopca nawet to nie zniechęciło. W plecaku schował latarkę taty, kilka cukierków, trochę za słodkie picie i swoje ulubione chrupki o smaku cytrynowym. Aby dojść na polanę trzeba przejść przez szkółkę leśną. Nie chciał być nieprzygotowany.

Wyszedł z domu i zaczął iść w stronę demonicznej restauracji. Po około 5 minutach drogi zauważył wyblakły już szyld z napisem " Good as hell". Zaśmiał się z absurdu marketingowego. Szybkim krokiem poszedł za restauracje. Obok wyjścia ewakuacyjnego często stały kelnerki, które właśnie miały przerwę. Zauważył tylko Patty i Tully. Bliźniaczki, które przez swój specyficzny akcent są bardzo lubiane. 

Niedługo potem, gdy przechodził obok szkółki usłyszał dziwny dźwięk. Nie był głośny, ale wystarczający żeby przestraszyć. Chlapa która powstała parę dni temu, nie pomogła w ucieczce. Ślizgał się jak na lodowisku. W końcu dotarł do wejścia na polanę. Trawa nie była zielona tylko szara, chociaż może mu się wydawało. Na środku stały dwa potężne drzewa, mierzące około 12 metrów. Z daleka liście wydawały się rudawe. Serce zaczęło mu bić jak szalone. Stopy nie chciały się ruszyć. Czuł jak dotyka drzewa mimo odległości jaka go od niego dzieliła. Podnosząc nogę do kolejnego kroku czuł każdy napinający się mięsień. Podejście do tej zdumiewającej rośliny trwało wieki, przynajmniej tak mu się wydawało. 

Neil nie był strachliwy. Chociaż wizja tego co może się stać walczyła z ciekawością. Gdy drzewa były już na wyciągnięcie ręki usłyszał szelest. Spodziewając się intruza za plecami zamachnął się plecakiem. Przez co wywrócił się i wpadł na drzewo. Z płytkim oddechem rozglądał się za potencjalnym zagrożeniem. Nic nie dostrzegł mimo poczucia bycia obserwowanym. 

Wstał i spostrzegł na gałęziach drugiego drzewa postać. Sprawiała ona wrażenie wręcz wyrzeźbionej. Cień przykrywający ową twarz dodawał tajemniczości. Chłopiec nie potrafił przestać patrzeć, nie czuł strachu może lekką panikę. Skryta postać majestatycznie zeszła z ogromnego drzewa i kierowała się w stronę Neila.

Był to wysoki mężczyzna, postury wojownika z ulubionych filmów chłopca. Czarne loki zasłaniały mu dużą część twarzy. Opalona skóra wyglądała na niedawny pobyt w Hiszpanii lub innym ciepłym kraju. Neil był przeciwieństwem mężczyzny. Chudy, mały, szare oczy, praktycznie białe włosy i porcelanowa cera. 

Nie patrzył centralnie w oczy mężczyzny i nie wiedzieć czemu czuł niepokój. Mężczyzna pochylił się nad chłopcem, który stał tam jakby przyrósł do korzeni drzewa. Wyciągnął rękę i poprawił niesforne kosmyki włosów chłopca. Ukucnął przy nim.

- Jak się nazywasz?- zapytał głębokim i hipnotyzującym głosem.

- Neil. - odpowiedział praktycznie niesłyszalnie.

- Ładne imię chłopcze. 

Ruth z każdą kolejną chwilą uważał, że jednak nie powinien tu przychodzić.

-A zrobiłbyś dla mnie coś? - zapytał z nadzieją w głosie- Spójrz na mnie.

Po wszystkich za i przeciw chłopiec uznał, że jak coś mu zrobi to dobrze będzie wiedzieć jak dokładnie wyglądał oprawca.

Mimo postanowień jego nogi zaczęły się cofać. Swoimi małymi dłońmi ścisnął ramiączka plecaka, aż zbielały mu kostki. Odwrócił się od nieznajomego i w przypływie adrenaliny zaczął  biec do domu szybciej niż kiedykolwiek. Potykał się o własne nogi. Cały pobrudzony błotem i podrapany do krwi wbiegł do domu. Był pewny jednego to było zbyt niebezpieczne. Nigdy więcej.


Spójrz na mnie ( bxb )Stories to obsess over. Discover now