W dzisiejszym odcinku "Włoskich spraw":
Do domu Lovino, Sebastiana i Feliciano przeprowadza się Ludwig Beilschmidt, najlepszy przyjaciel Feliciano. Chłopak nie ma gdzie mieszkać, bo jego brat, Gillbert, założył dom publiczny w domu Niemca.
I wszystko układa się dobrze, dopóki Ludwig nie kupuje na rynku ziemniaków zamiast pomidorów. Ponadto, woli piwo od wina. Zdesperowany Lovino postanawia pozbyć się piwopijca.
Czy mu się uda? Czy życie Vargasów wróci w końcu do normy? CZY LUDWIG WIPIJE PIWO?
Stukot walenia nóg o podłogę słychać było w całym domu. Nawet Ludwig, siedzący w swoim pokoju i czytający nowy numer magazynu ,,Jak zniszczyć marzenia Polaka" słyszał dokładnie ten odgłos. Ba, nawet wiedział skąd dochodzi! Taki mądry był!
No, to Ludwig, skąd dochodzi? - zapytał ciekawy tej wiadomości głos początkowy.
– Jak to skąd? To oczywiste, że z dachu! -odpowiedział pewny siebie Niemiec.
Ale że jak z dachu? - zapytał zdziwiony głos początkowy.
– No z dachu! To napewno kafelki postanowiły zrobić imprezę! - krzyknął podekscytowany Ludwig.
Hmm... no... no... niewiem...
– A żebyś wiedział, że to napewno prawda! Idę się przyłączyć! - rozemocjonowany Ludwig wybiegł z swojego pokoju i gdzieś polazł.
Czekaj! To nie... och, nie ważne.
Przenieśmy się do prawdziwego sprawcy tego hałasu...
Po małym pokoju na poddaszu chodził wkurwiony Włoch. To on był winny temu wielkiemu hałasowi. A raczej jego buty były winne. To przecież nie jego wina, że miał takie stukliwe podeszwy!
W każdym razie. Lovino chodził sobie po pomieszczeniu rozmyślając nad tym jaki Ludwig jest głupi i trzeba go zniszczyć, gdy jego telefon zadzwonił.
Odebrał, i przyłożył słuchawkę do ucha.
– Haaaaaaaaaalo? Ciao, Antonio... aha... ale ja nie chcę... nie, nic się nie stało... ah... no nie chcę, nie jestem głodny... no daj spokój! Nie jestem głodny, serio. DZIĘKUJĘ, NIE, ZJEM POTEM. ARRIVEDERCI - Romano zakończył rozmowę telefoniczną klikając na czerwoną słuchaweczkę.
– Ugh - westchnął. O czym to on? A, już wie. OCZERNIAŁ ZIEMNIAKA.
Trzeba go zniszczyć! Zabić! Szwab jeden!
Włochy Południowe znowu zaczął chodzić po pokoju, prawie powodując zawał mózgu u wszystkich mieszkańców domu.
Przenieśmy się do Feliciano.
– Co? Do Feliciano? Nie! Zostańcie tutaj! ZOSTAŃCIE TUU!!! - bursztynooki zaczął wymachiwać dziko rękami i głośno krzyczeć, że on też jest ważny, i że zasługuje na wielki szacunek.
Ale ja i tak przeniosę nas do Feliciano.
Na fotelu przed małym stolikiem siedział pewien (nie) znany wszystkim nastolatek. Czesał swoje kręcone loczki śliczną złotą szczotką, która nazywała się Anna, i zastępowała również dziewczynę chłopaka. Bo tak.
Nagle do drzwi od pokoju skrzypnęły, i ukazały postać starszego brata Seborgi, Feliciano. Podszedł do Sebastiana, i klęknął przy fotelu na którym siedział.
– Siema! - powiedział radośnie Sebi, patrząc w oczy bratu. SMUTNE oczy.
~To dziwne ~ pomyślał Seborga ~ przecież Feli jest zawsze radosny~
– Coś się stało, braciszku? - zapytał Seborga cicho.
Feliciano zamknął na chwilę oczy, mrużąc je mocno.
– Stało się coś złego. Ludwig... skoczył z dachu. Lekarz powiedział, że jest w bardzo złym stanie. Majaczył coś o kafelkach... martwię się o niego. Może już nigdy nie wyjść ze szpitala... - Feliciano schował twarz w dłoniach.
– ŻE COOOOOO?! LUDWIG JEST W SZPITALU?! HURRRRAAAAAAAA! - krzyknął Romano drugiego pokoju. Wydawał się być w pełni szczęścia, bo jeszcze słychać było jak odtańcowuje słynny taniec zwycięstwa.
Feliciano westchnął.
Ten to się nigdy nie nauczy. Nie to co ty. Ty jesteś mądry...
– To z nami mieszkał jakiś Ludwig? - zapytał się zdziwiony Sebastian.
Feliciano strzelił facepalma, i poszedł do kuchni zrobić sobie herbatki na uspokojenie. Z melisą!
TRUDNEEEEEEEEE SPRAAAAAAAAWY...
