Rozdział 1

23 0 0
                                        

Anglia, rok 1989, wiosna.

Dla każdego życie pisze inny scenariusz. Od chwili narodzin dostajemy czystą kartkę i długopis. Dzięki temu możemy kreować nasz los, dzięki czynom, fantazji oraz marzeniom. Już na sali operacyjnej tworzą się pierwsze lecz widziane niczym przez mgłę wspomnienia. Panie pielęgniarki w smętnych fartuchach całych od krwi, różne ostre przedmioty wokół. Jasne światło rażące w oczy, nasz krzyk i płaczących ze szczęścia rodziców.

Rodzina. Przychodzisz na świat dzięki rodzicom. Kochana, radosna matka w ślicznej, długiej sukience w kwieciste wzory, pokrywającą jej bladą i delikatną skórę. Tańczy i śpiewa radośnie na łące pełnej kwiatów i motyli. Głos ma niczym anioł. Słodki i czysty, a jej taniec jest tak lekki i tak precyzyjny, że ciężko oderwać wzrok. Widać pasję w każdym szczególe. Po chwili zjawia się On. Ojciec. Wysoki, przystojny brunet w białej koszuli oraz w długich beżowych spodniach. Jego ciemne włosy opadają niesfornie na czoło. Jego wzrok skierowany jest na Matkę. W błękitnych oczach widać prawdziwą miłość. Są idealni.

Nagle muzyka przestaje grać. Jest cicho. Matka zatrzymała się a Ojciec szybko oderwał wzrok od ukochanej. Na niebie pojawiają się ciemne chmury, kwiaty więdną. Zamykasz z przerażenia oczy. Przez głowę przelatują różne myśli i pytania. Nie wiesz co się dzieje. Krajobraz się zmienia. Nie ma już pięknej Matki tylko stara, zardzewiała umywalka. Nie ma Ojca. Czuć tylko silny odór pleśni. Otwierasz oczy. Siedzisz nago w pustej wannie. Znajdujesz się w starej, zaniedbanej łazience. Przez otwarte na oścież okno dostaje się do środka lodowaty wiatr. Ściany są odrapane. Nie masz pojęcia skąd się tu znalazłeś. Wychodzisz z wanny, owijasz się brudnym ręcznikiem. Podłoga jest mokra i brudna. Podchodzisz do lustra a na swoim czole zauważasz krwawiącą bliznę i podbite oko.

Nazywano mnie Arletta. Moich idealnych rodziców nie ma. Prawdziwa Matka umarła zaraz po moim przyjściu na świat. Nie była ona piękna. Mysi kolor włosów i skórę koloru kości słoniowej odziedziczyłam po niej. A Ojciec? Ojciec nigdy się mną nie interesował. Rzadko był w domu i dużo pił po śmierci Matki. Po nim odziedziczyłam szare oczy i siłę. Jednakże ta siła nie była taka mocna by zaprzestać powstaniu tej okropnej blizny pod okiem z którego teraz lecą słone łzy.

I ten dzień miał być moim ostatnim, dokładnie w dniu moich szesnastych urodzin.

Skrzydła Nadziei Stories to obsess over. Discover now