początek i koniec w jednym

46 1 0
                                        

W prawie pustym domu roznosiło się ciężkie brzmienie gitary elektrycznej. Wydawać się mogło, że świat nie umie się zdecydować na dalszy przebieg zdarzeń i wciąż cofa się, by zacząć od nowa ten sam fragment piosenki. Ton hardrocka nie pasował do koronkowych obrusów na stołach, pianina w salonie, śpiącego jak gdyby nigdy nic kota na parapecie i paproci rozstawionych w większości rogów tego miejsca. Ogromny piecyk ze złocistym emblematem firmy Marshall był kontrastem dla cieńkiego kabla który z niego wystawał, jednak wydawać się mogło, że owy kabel to nić po której czarna skrzynia trafi do właściciela niczym pies na smyczy. Ślizgający się po wypolerowanych panelach podłogowych wysoki nastolatek powtarzał w kółko ten sam riff, próbując sobie przypomnieć tekst nordyckiej piosenki, której znaczenia nie znał jednak domyślał się, że mówi o "krwawym pragnieniu" ("blodtørst" jest w końcu dość wymowne). Krwisto czerwona gitara była kontrastem dla jego czarnych, poszarpanych spodni w których większe dziury były złączone agrafkami, tak by całość artystycznego odzienia nie rozdarła się przy najmniejszym ruchu. Wciąż dotykając gryfu gitary w ten sam sposób patrzył prosto w oczy dziewczyny siedzącej na oparciu kanapy.
-Znasz coś polskiego?
Spokojny kobiecy głos nie przebił się przez zaporę rytmicznej muzyki, co najwyraźniej ją zdenerwowało gdyż ciągnąc kabel który wił się przy jej stopach wywołała cichy, jednostajny pisk, który zagłuszyła powtarzając pytanie.
-Teraz chcę grać to
Podszedł do kanapy, a co za tym idzie również do jedynej osoby która mu towarzyszyła. Podniósł kabel i trzymając jego końcówkę między palcami pocałował czoło dziewczyny. Nie gwałtownie lecz powoli i z czułością pokazując swoje opanowanie. Podpiął kabel i znów zaczął grać. Usiadł na oparciu kanapy na tyle blisko niej by czuć bliskość i na tyle daleko by nie wadzić o nią gryfem. Powoli przekręcił gałkę znajdującą się na krwawej plamie gitary i znów zaczął grać ten sam riff lecz tym razem spokojnie. Teraz melodia odbijająca się echem w korytarzach pasowała do gwieździstej nocy i leśnej polany na środku której cicho trzaskało by płonące ognisko.
-Tak lepiej- powiedziała
Jej jasne włosy lekko kołysały się przy każdym ruchu jej głowy mimo swej niewielkiej długości.
-Jak ci było wcześniej?
Chwila milczenia znów została przerwana
-Opowiedz mi jak wygląda wcześniej. Gdy słychać było nordycki rock? Gdy siedziałam sama w małym pokoju jako jedyna słysząc twój głos mówiący to, co czytałam w wiadomościach od ciebie? Gdy leżałam sama w łóżku rozpamiętując twoje ciepło? Gdy jechałam pociągiem przez osiem godzin myśląc o tym, co ci powiem widząc cię otwierającego drzwi?
-Wybierz, każde wcześniej ma tą samą wartość.
-Jak każda chwila może mieć tą samą wartość?
-Jest twoja więc każda jest dla mnie najważniejsza.
Oboje spoglądali na ścianę naprzeciwko nich. Słysząc te słowa poczuła, jak ciepła kropla spływa po jej policzku.
-Tak właściwie to po co tu jesteś?
-Zawsze miałam być, obiecałam ci to.
-Przecież to jedna z tych obietnic których nie trzeba dotrzymywać. Nikt ich nie dotrzymuje i nikt nie bierze ich na poważnie. Ot miłe słowo mające upewnić w chwilowym stanie rzeczy.
-I za kogoś takiego mnie masz?
-To nie ja cię zostawiłem tylko ty mnie!
Słowo "mnie" było na tyle głośne, że zaczęło roznosić się echem po całym domu zastępując na chwilę dźwięk gitary. Nastała cisza. Przy niewielkim wytężenia słuchu można by usłyszeć oddech kota, który spał na parapecie w zupełnie innym pokoju na zupełnie innym piętrze.
-Nie... Nie mów tak! Przecież to nie moja wina! Nie mogłam inaczej. Przepraszam...
Załamany z początku głos stawał się coraz bardziej bezosobowy. Ciche "przepraszam" brzmiało jak wymówione przez kilka osób z milisekundowymi odstępami, przez co całość zbiła się w jedno rozciągnięte i przerażające słowo.
-Wybacz mi! Wybacz mi! Wybacz mi! Słyszysz? W Y B A C Z M I!
Chłopak spojrzał na nią ze łzami rozpaczy na policzkach i nienawiścią w oczach. Jasne włosy zmieniły się w kruczoczarne, a ich długość wzrosła.
-Już dawno ci wybaczyłem. To nic nie zmienia. Straciłem cię...
-To ja cię straciłam!
-CIEBIE JUŻ NIE MA!
Chłopak wykrzyczał to niczym cierpiące katusze zwierzę. Zeskoczył z kanapy i stojąc przed dziewczyną która teraz miała włosy w odcieniach fioletu i błękitu, bez zmiany tonu wrzasnął:
-CIEBIE JUŻ NIE MA ROZUMIESZ? CIEBIE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIE! N I G D Y!
Cedząc słowo "nigdy" złapał gitarę obiema rękami za gryf i uderzył w głowę dziewczyny tak, że wgniotła ona ścianę z płyty gipsowej. Rozległ się pisk który wydaje z siebie czarna skrzynka stojąca przy kanapie gdy ktoś zbyt impulsywnie wyciągnie kabel łączący ją z gitarą, jednak tym razem ilość decybeli przekroczyła granicę bólu.

Po kilku próbach dopasowania odpowiedniego klucza do zamka i otworzeniu drzwi pojawiło się rytualne "wróciłam" utrzymane w atmosferze zadowolenia. Nawet tak spokojna barwa głosu była w stanie obudzić kota śpiącego na parapecie. Po wejściu do salonu kobiecie ukazała się czerwień wystającej ze ściany gitary którą zakłócał biały pył osiadły na połyskującym lakierze. Słychać było tylko tykanie starego zegara ściennego i cichutki pisk z okolic kanapy. Wszystko wokół stało na swoim miejscu. Wszystko poza lekko odsuniętą kanapą której nóżki zostawiły ślad na podłodze.
Karetka przyjechała po kilku minutach, lecz było za późno na uratowanie chłopaka który wisiał na kablu owiniętym wokół szyi.

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Jun 29, 2020 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

O gitarze wbitej w ścianęOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz