Początek czy koniec?

44 6 0
                                        

       W tym całym gwarze, poczułam duży ciężar trącący moje ramię. Okazała się być to tęga żona okolicznego piekarza.
— Dziecko, nie stój tak, tylko uciekaj! — zaczęła wykrzykiwać, dopiero potem spojrzała na moją twarz. — Roza! Na Boga! Co ty robisz w tym miejscu?! Przecież dobrze wiesz, że — urwała — Z resztą, to teraz nieważne — stwierdziła i stanowczo złapała moją dłoń, następnie, nie puszczając jej, zaczęła biec (a przynajmniej, na pewno bardzo się starała) w przeciwnym kierunku do miejsca pożaru.
Nie byłam w stanie stwierdzić, ile czasu, bez słowa przemierzałyśmy dalszą drogę, jednak dym nadal otaczał nas z każdej strony. Nikt nie wiedział po co i dokąd ucieka. Słyszałam przebijające się pośród odgłosów paniki, dźwięki ludzi wpadających do wody w porcie, którzy ze wszystkich pozostałych sił skomleli o pomoc. Niestety bezskutecznie.
W pewnej chwili, do swędu palących się ciał, dołączył metaliczny odór świeżej krwi, okropnie drażniący moje nozdrza. Uścisk troskliwej kobiety, który przez ten cały czas okalał moją dłoń, momentalnie zaczął słabnąć. Dopiero wtedy zaczęło dochodzić do mnie, że to wszystko dzieje się naprawdę, że nie mogę uciec, że jestem w potrzasku. Nie chciałam się stamtąd ruszyć, uważałam to za bezcelowe. Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy, aby następnie spaść na zgrzybiałe od fal morza deski.
I wtedy dotarło do mnie kolejne silne buchnięcie gorącego powietrza. Bliski mi dotąd lament przybrał na sile. Coraz większa ilość dymu wypełniała moje płuca, oczy zaczęły niesamowicie piec. Zasłoniłam dłońmi usta oraz nos, jednak było za późno. Poczułam, że wiruję. Zaczęły się mdłości, bicie serca przybrało na sile, mięśnie zwiotczały, aż w końcu nie byłam w stanie utrzymać się na nogach. Upadłam. Z głowy zaczęła sączyć się krew. Ad extremum, zobaczyłam ciemność.  

VincentTahanan ng mga kuwento. Tumuklas ngayon