Padł pierwszy strzał. Nikt nie wiedział, w jakich właściwie okolicznościach się to stało, nikt nie wyczuł momentu, w którym kula ze świstem przecięła ostre i przejrzyste tego dnia powietrze. Pierwszy strzał oznacza tylko jedno - sygnał. Sygnał do tego, by walczyć. Nie ważne było, po której ze stron on padł. W obu przypadkach był to bowiem powód do dalszej walki – albo przyłączenie się do swoich, albo odwet. Ktoś próbował ich skłócić? To raczej mało prawdopodobne, zarówno Odkupiciele wraz z Imperium jak i ludzie z Azylu już od początku nie darzyli siebie wzajemnie szczególną sympatią. Nie była to pierwsza sytuacja, w której te dwie grupy stały na przeciw siebie, wpatrzone w swoje żądne walki i zwycięstwa, przesiąknięte wizją śmierci oczy. No, ale wracając do strzału. Bramy Azylu i liczne budynki stłumiły jego przenikliwy dźwięk tak, że wydał się jedynie echem, jakimś cieniem, iluzją. Żaden sztywny nie był w stanie go usłyszeć, może poza tymi, którzy szwendali się tuż za murami. Dosyć sporą grupę żywych trupów przyciągnęło dopiero to, co nastąpiło kilka chwil później. Strzelanina... Grupa Odkupicieli i ludzie z Imperium z Harvey'em schowali się za ciężarówkami stojącymi tuż u bram "bezpiecznej" strefy. Natalie, liderka Azylu, szybkim ruchem wbiła nóż w nogę niejakiego Johna, a ten, sycząc z bólu, zaczął czołgać się do reszty swojej grupy. Wszystko działo się tak szybko, że ciężko było skupić na każdym przeciwniku z osobna.- „To nie miało tak wyglądać..." -pomyślał mężczyzna. Będąc osłanianym przez przyjaciół z Imperium doczołgał się do najbliższej ciężarówki.
- Sharp! Kurwa mać, Sharp! – wykrzyczał Harvey w kierunku liderki Imperium. – Rozkaż swoim ludziom by załatwili tych na górze! Jebańce się tam nieźle zagnieździli! – wycedził przez zęby. – Aż mi stanął!
- Mogliśmy od razu przyjechać tutaj z większym odziałem - odpowiedziała, kobieta, gdy nagle jej towarzysz oberwał rykoszetem w brzuch. - Harvey! Kurwa... Zabierzcie go! – krzyknęła w panice do mężczyzn stojących tuż obok. Ci przytaknęli, po czym natychmiastowo spełnili rozkaz, zabierając krwawiącego Harvey'a do ciężarówki, w której już znajdował się John.
Natalie i jej ludzie poczuli natomiast wolę walki. To był ich dzień. Tak długo byli pod wielkim butem tyraństwa i niesprawiedliwości. Ta bitwa miała oznaczać koniec z daniną. Koniec z przymykaniem oka na występki Odkupicieli. Koniec przegranej. To czas, w którym oni zwyciężą. Czas rewolucji. Sharp wraz ze swoją mizerną grupą straciła choćby najmniejsze szanse na wygranie tej bitwy. Ludzie bali się nawet wychylić głowę zza ciężarówek, by oddać choćby jeden, niecelny strzał.. Świst kul przeszywających powietrze sprawiał, że niepokój w ich duszach coraz bardziej wzrastał na sile – sprawiał to każdy huk wystrzału, każdy brzdęk metalu, każdy ludzki krzyk. To miała być spokojna akcja; negocjacje, nad którymi mogli panować – a przerodziła się w niewyobrażalne skupisko bólu i strachu. Harvey zawsze prowadził ich ku zwycięstwu, nie byli przyzwyczajeni do uczucia, że już zaraz mogą ponieść ostateczną porażkę. Teraz jednak leżał ranny i bezradny, zupełnie nie przypominając tego pewnego siebie, budzącego grozę lidera. Wszystko spoczywało w rękach młodej liderki, której kobieca sylwetka w porównaniu z dobrze zbudowanym mężczyzną nie powodowała choćby odrobiny lęku. Jednego jednak nie było można Sharp zarzucić – braku wiary. Nigdy się nie poddawała, zawsze stawiała na swoim. Zawsze zachowywała zimną krew. W oczach ludzi te atuty przywódcze stawiały dziewczynę w zupełnie innym świetle, jednocześnie wystawiając ją na próbę. Tego dnia jednak nic nie było takie samo. Świat po raz kolejny stanął na głowie. Musiała odpuścić. -„Nie dziś..."-powtarzała cały czas w myślach, starając się usprawiedliwić tę decyzję i przerodzić poczucie porażki w słusznie spełnionego obowiązku. Nie mogła się jednak skupić, do jej myśli niczym pasożyt wdzierał się gwiżdżący odgłos metalu ścieranego przez grad kul. Sharp spojrzała się w stronę źródła ostrzału. Kamil... wierny przyjaciel i najlepszy żołnierz Natalie, jeszcze niedawno wrócił z wyprawy z dosyć sporym zapasem broni. Wpadł w sam środek wojny. Zachowywał się impulsywnie, pod wpływem emocji i stresu. Reagował szybko, ale nie miał za dużych szans w zwarciu. Postrzelił dwóch strzelców Imperium, sam nieźle oberwał. Dostał w brzuch. Koszulka mężczyzny szybko przesiąkła szkarłatną krwią, która była znakiem nieuchronnej śmierci. Ta właśnie sytuacja sprawiła, że Sharp zarządziła odwrót. Wszystko stało się w mgnieniu oka. Wystarczył krótki rozkaz, a zarówno Odkupiciele jak i ludzie z Imperium błyskawicznie znaleźli się we wnętrzu ciężarówek. Odjechali z piskiem opon, posyłając ostatnie, symboliczne strzały w stronę przeciwników. Sharp westchnęła ciężko, siadając obok rannych Harvery'a i Johna, po czym wyciągnęła swój nóż. Opuszkiem wskazującego palca przejechała delikatnie po jego ostrzu, słysząc w głowie tę jedną, pulsującą myśl -„Zabiję ich..."
YOU ARE READING
SecondWorld
Science FictionRok 2056. Ludzie opanowali sztukę tworzenia symulacji komputerowych. Wykorzystują to do badań, odtworzenia historii i... rozrywki. Tak przynajmniej robi korporacja SecondWorld. Za pomocą specjalnych maszyn człowiek może uczestniczyć w wydarzeniach p...
