Zapinam szczelnie moją ulubioną bordową bluzę. Poranki w Nowym Yorku potrafią być chłodne. Nawet bardzo chłodne. Zmierzam w stronę szkoły. Po chwili dołącza do mnie Matt, mój najlepszy przyjaciel.
-Cześć Layla- wita się ze mną
-Cześć Matt- odpowiadam mu
-Uczyłaś się do sprawdzianu z fizyki?
O Boże! Kompletnie o nim zapomniałam. Nie zajrzałam nawet do zeszytu.
-Matt... Możemy się dzisiaj zerwać?- pytam bruneta
-Nie uczyłaś się- to było bardziej stwierdzenie niż pytanie
Znamy się z Matt'em od dzieciństwa.
-A gdzie chcesz iść? Jest za zimno na strzelnicę.
Odkąd nauczyłam się chodzić strzelam z łuku. Nic dziwnego, skoro mój ojciec jest trenerem łucznictwa. Matki nie znam, ale tata mówi, że mam po niej oczy.
Oczy barwy nocnego nieba.
-Matt... Proooszę- zrobiłam minę szczeniaczka
-Nie- odpowiedział
-Tak!
-Nie!
-I tak nie wygrasz Hudson- szturchnęłam chłopaka łokciem
-Nie bądź taka pewna Brooks- oddał mi
-W takim razie idę sama- teatralnie odwróciłam się od niego i ruszyłam w stronę strzelnicy, od której dzielił mnie dobry kilometr.
Nagle ktoś złapał mnie za rękaw bluzy i odwrócił.
-Nigdzie sama nie idziesz. Pójdę z Tobą.
Patrzyłam w jego brązowe oczy. W słabym słonecznym blasku, ledwo można było dostrzec na nich jaśniejsze punkciki.
-Jeżeli chcesz.
***
Nakładam strzałę na cięciwę i strzelam. Prawie zawsze trafiam w cel. Ten strzał zalicza się do tych 'prawie'. Grot wbił się niecałe dwadzieścia cetymetrów od celu. Spoglądam na przyjaciela. Za każdym razem trafia, a zaczął trenować niecały miesiąc temu. Trochę mu tego zazdroszczę.
Nagle w krzakach, za ustawionymi celami, przemyka cień, a raczej skrzący się, bezkształtny dym.
Co to było!?
-Matt...- odpowiadam drżącym głosem- Widziałeś to?
Brunet pokiwał głową. Nie wyglądał na bardzo przestraszonego. Nałożył kolejną strzałę i czekał aż owy stwór się pokaże. I pokazał się... Tylko, że za nami. I to nie jeden, a przynajmniej tuzin.
-Hej, zobaczcie tam są!- usłyszeliśmy głos z lasu
Chwilkę później, zza drzew wybiegły cztery osoby. Pierwszy wybiegł blondyn, który, gdy nas zobaczył zatrzymał się. Jednak stworzenia dalej do nas pełzły. Odwrócił od nas wzrok i wyciągnął złoty miecz i ciął pierwszego potwora. Za nim czarnowłosa dziewczyna radziła sobie równie dobrze. Był jeszcze brunet, który zwalczał potwory równie skutecznie, jak poprzedni. Jedynie niska, rudowłosa dziewczyna została z tyłu.
Może się boi?
Po kilkunastu minutach było już po wszystkim, a przynajmniej tak mi się wydawało. Nagle za blondynem pojawiła się zapewne ostatnia z tych dziwacznych istot. W ułamku sekundy Matt wypuścił strzałę, która ze świstem minęła bark blondyna i przeszyła stworzenie.
-Oni nas chyba widzą- powiedział blondyn do czarnowłosej
-A czemu mielibyśmy Was nie widzieć? Uratowaliście Nas od... Tego czegoś- odpowiedziałam
-To wy widzieliście nosoi? I naszą broń?- blondyn z powrotem wyciągnął swój złoty miecz- Widzisz to?
-Tak, a czemu miałabym tego nie widzieć?
-Jesteście herosami! Musicie iść z nami do Obozu- powiedział radośnie
Że niby czym? Herosami? Czy to nie byli Ci z mitologii? Dzieci śmiertelników i bogów? Tak jak Herakles?
-Jestem Austin Croven, syn bogini zwycięstwa, Nike- przedstawił się- Ta obok- wskazał na czarnowłosom- To Meredith Cold, córka bogini śniegu, Chione. Ta ruda to Maya Stuard, córka Hekate, to ta od magii. A to Max Butler, syn bogini pamięci Mnemosyne. A wy?
-Layla Brooks
-I Matthew Hudson- mierzył wzrokiem Austina- Nigdzie nie musimy z Wami iść
-Wolicie, żeby więcej nosoi przypełzło? W takim razie proszę bardzo- Meredith odwróciła się i odeszła w stronę lasu, a za nią Maya i Max.
-Nie lubią Cię?- spytałam Austina
-Nikogo poza sobą- odpowiedział- Lepiej już chodźmy
-Nigdzie z Tobą nie idziemy, prawda Layla?- warknął Matt
-A co jeżeli tamto coś znowu się pojawi?- zapytałam- Nie damy rady z tym walczyć... Musimy z nim iść.
Matt niechętnie się ze mną zgodził. Po czym ruszyliśmy za blondynem w bliżej nieokreślonym kierunku.
Kto jest moim boskim rodzicem? I jak się tego dowiem? A jeżeli przegapię ten 'znak' i nigdy się nie dowiem? Co się ze mną stanie?
Postanowiłam zapytać o to Austina, który szedł kilka kroków przed nami.
-Austin!- zawołałam, na co chłopak zwolnił kroku, żebym mogła go dogonić- Jak się dowiem, który z bogów jest moim rodzicem?
-Zależy od boga, nad niektórymi pojawiają się świetliste znaki z symbolem, jeszcze innych odwiedzają, aby osobiście im o tym powiedzieć,a jeszcze inni ulegają przemianie, tak jak dzieci Afrodyty.
-A ty? Jak się o tym dowiedziałeś?
-Nike sama mi o tym powiedziała. Jednak inni z mojego domu nie mieli takiego zaszczytu, po prostu na ich głowach pojawiał się złoty winiec laurowy.
-A ja? Czyją mogę być córką?- to było pytanie, na którym najbardziej mi zależało
-Nie mam pojęcia. Jednak jestem pewien, że niedługo się dowiesz. Mam jednak podejrzenia co do twojego kolegi.
-Matta? Serio?
-Strzela z łuku z precyzją Apollina, a przy tym jest stale gotowy do walki, zupełnie jak inne dzieci Aresa- wzdrygnął się- Nie lubię dzieci Aresa. Z resztą żadne dziecko Nike, ich nie lubi- zniżył głos do szeptu- Są okropni
Rozmawialiśmy jeszcze trochę, w drodze do owego Obozu Herosów. Dowiedziałam się, że jest tam 20 domków, każdy dla dzieci innego boga. Jednak dopóki nasi boscy rodzice nas nie uznają, będziemy musieli spać w domku Hermesa.
***
Po niecałej godzinie, byliśmy już na miejscu. Minęliśmy sosnę, pilnowaną przez ogromnego smoka. Austin wytłumaczył nam, że strzeże on Złotego Runa, które tworzy magiczną barierę, nieprzenikalną dla normalnych ludzi i potworów.
W samym obozie nie było dużo ludzi, co było spowodowane przez rok szkolny. Wszystko zmienia się w wakacje, wtedy do obozu przybywają zarówno ci 'greccy' półbogowie, jak i 'rzymscy'.
-Musimy iść do Chejrona, on Wam wszystko wytłumaczy- Austin szedł w stronę największego z domków.
Chejron? To chyba był centaur... Naprawdę zobaczę centaura?
***
Po niecałej godzinie rozmowy z Chejronem, zaczęłam rozumieć zasady panujące w obozie.
-Idźcie już, zdążycie jeszcze na kolacje- centaur wygonił nas z domku Zeusa
Razem z Mattem udałam się w stronę wielkiego ogniska wokół którego stało kilkanaście stołów. Przy jednym z nich siedział Austin otoczony dziewczynami, które sądząc po urodzie, były dziećmi Afrodyty. Jednak, gdy złotowłosy nas zauważył, powiedział coś do nich po czym one odeszły.
-Layla, chodźcie tutaj!- pomachał w naszą stronę ręką
Ruszyłam w jego stronę, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę. To był Matt.
-Matt, co ty robisz?- zapytałam go szeptem
-Musimy z nim siedzieć? On mnie denerwuje- brunet mierzył wzrokiem Austina, który uśmiechał się do nas
-Weź przestań, wszyscy chłopcy, którzy na mnie patrzą cię denerwują- zaśmiałam się i kontynuowałam drogę do stolika Austina. Słyszałam jak Matt wzdycha za moimi plecami i idzie za mną.
Zawsze stawiam na swoim.
Namówiłam Austina, żeby mi opowiedział o bogach greckich, żebym łatwiej mogła przewidzieć mojego boskiego rodzica.
Skoro nie mam mamy to musi być to boginia, a nie bóg. W takim razie kto?
-Nie zdziwiłbym się gdybyś była córką Afrodyty- złote oczy Austina zabłyszczały w świetle ogniska
Kątem oka zobaczyłam minę Matta, kiedy heros to powiedział. Jego oczy zawęziły się niebezpiecznie. To oznaczało tylko jedno...
VOCÊ ESTÁ LENDO
Layla Brooks: Córka Nocy
FanficŻycie szesnastoletniej Layli Brooks jest całkiem normalne. Mieszka z ojcem na obrzeżach Nowego Yorku. Chodzi do normalnej szkoły razem ze swoim najlepszym przyjacielem Mattem. Wszystko się zmienia, gdy razem z Mattem zrywają się ze szkoły.
