Rozdział 1

5.3K 331 9
                                        

Od dziecka rodzice powtarzali mi, że jestem beznadziejną córką. Istną hańbą dla ich stada... Stada, które zostało zlikwidowane prawie całkowicie, przeze mnie... W wieku 10 lat bawiłam się z moją siostrą Sam. Biegłyśmy przez las. To ja uciekałam, a ona próbowała mnie na darmo schwytać. Berek był naszą ulubioną zabawą do dnia, gdy przekroczyłyśmy granicę naszego wroga.

-Złapię cię Leah!- krzyczała Sam. Zaśmiałam się głośno, przyśpieszając. Biegłam z niesamowitą szybkością,  wykonując zwinne uniki przed wyrastającymi przede mną drzewami. Sam deptała mi po piętach. Byłyśmy najszybszymi dziećmi w stadzie. 

-Leah! Zwolnij!- wrzasnęła nagle. Zatrzymałam się, odwracając gwałtownie w jej stronę.  Blondynka patrzyła z przerażeniem na mnie. Posłałam jej pytający wzrok.

-To teren wygnańców! Musimy wracać!- powiedziała, chwytając moją dłoń. -Chodź!- warknęła, widząc jak stoję w miejscu.

-Przecież nikogo tu nie ma Sam... spokojnie.- uśmiechnęłam się. Jednak widząc jej złość na twarzy,  postanowiłam jej  ustąpić i ruszyłam za nią. Siostra uśmiechnęła się lekko. 

-Kto pierwszy w domu!- krzyknęła i ruszyła biegiem, puszczając moją dłoń. 

-Nie licz na wygraną! - krzyknęłam za nią puszczając się za nią. Biegłyśmy na równi, gdy poczułyśmy czyjąś obecność i obcy zapach. Spojrzałyśmy na siebie. Ziemia mocniej drżała, co oznaczało, że ktoś nas śledził. Na nasze nieszczęście oznaczało to,  że ktoś obcy nas goni. 

-Uciekaj! i nie odwracaj się!- powiedziałam jej w głowie. Ta tylko kiwnęła głową i przyśpieszyła. Chciałam zrobić to samo, gdy coś wielkiego przygniotło mnie do ziemi. Moje ciało uderzyło z ogromną siłą o ziemię powodując ogromną falę bólu. Z ust wyleciał syk. 

-Nie ładnie wchodzić na czyiś teren- warknął ktoś, przyciskając mnie bardziej. Moje ciało zamarło. Wygnańcy... - Gonić drugą! Macie ją zabić!- NIE!!!!! 

-Zostawcie ją!- warknęłam
, próbując się odwrócić.

-Sam gdzie jesteś?!- spytałam jej w myślach.

-Prawie w domu! Gdzie jesteś?! - odezwała się. 

Odetchnęłam z ulgą.

-Nie martw się, zaraz wrócę!- Przekazałam.   Tam są patrole na pewno jest już bezpieczna. Tylko to się liczy. 

-Puść mnie! - warknęłam, rzucając się. 

-Za wtargnięcie na mój teren się płaci! - warknął. Ogromna łapa uderzyła mój bok powodując, że wylądowałam na plecach. Na de mną nachylał się ogromny czarny wilk. Alfa. -  I ty zapłacisz za to. - jego kły zabłysły złowieszczo.- Wraz z twoim stadem...- O nie... Czarny wilk zawył powodując ogromne poruszenie. Ziemia zadudniła przez stado wilków biegnące w stronę mojej watahy. - Co my narobiłyśmy... - A to pamiątka dla ciebie - warknął i nagle jego pazury wylądowały na mojej twarzy, dogłębnie ją szpecąc. Ryk cierpienia jakie ogarnęło mnie gdy, druga łapa przejechała przez moją pierś opuścił moje usta. Ciało paliło mnie niemiłosiernie. Wierciłam się w mojej ludzkiej postaci, próbując ochronić się przed ciosami ale na darmo. Chwile potem ogromne kły zacisnęły się na moim boku a mnie ogarnęła ciemność... 

Tak właśnie spowodowałam śmierć prawie całego stada... mojej siostry i omal nie moją... Rodzina od tamtej pory postanowiła strącić mnie do najniższej klasy jaka panuje w stadzie... Dla nich już nie istniałam. 




~ Hejka jest to moje pierwsze opowiadanie o wilkołakach. Jest ono nietypowe tak wiem ale takie właśnie ma być. Mam nadzieję, że was wciągnie :D 
❤❤

Nie jesteś moją mateStories to obsess over. Discover now