Mężczyzna o bladej cerze próbował nie spaść z dromadera idącego dość wolno, niestety ten jeździł do tej pory jedynie na koniu i to również szło mu bardzo opornie. Jedną ręką poprawił turban i otrzepał frak.
- Abbasie, czy my na pewno jedziemy w dobrą stronę? -zapytał jadącego przed nim Araba.
- Tak, oczywiście. Pan się nie martwić i lepiej mówić jak iść pierwsza podróż na wielbłądzie? - zwolnił swego wierzchowca, by móc nawiązać z anglikiem kontakt wzrokowy.
- Zupełnie jak na koniu. Jedno i drugie mi nie wychodzi.
- To jak ty poruszać sie po Londyn? -zaśmiał się Egipcjanin.
- Zazwyczaj chodzę piechotą, daleko nigdzie nie mam. -złapał mocniej za uzdę, coraz bardziej obawiając się o swoją godność. Wspaniale byłoby popisać się tak przed znanym zaledwie tydzień przewodniku.
- Mieć pan żona? Ta panienka, o której pan ciągle mówić, musi być kimś ważnym. Amandea, nieprawdaż?
- Ah, Amanda? -zmieszał się, trudno przychodziło mu mówić o sprawach bardziej osobistych obcemu człowiekowi. -Nie, ona nie jest moją żoną. Jest dla mnie, na pewno kimś więcej niż zwykłą przyjaciółką, jednak wiem tyle, iż ona sądzi o mnie inaczej.
- O panu? Nawet nasze kobiety uważać pana za bardzo dobrego kandydata na męża.
- Widzisz Abbasie, ona jest zupełnie inna. Tak już jest, uważa mnie bardziej za brata niż dobrego męża. -westchnął. Z oddali wyłaniała się powoli piramida. Anglik coraz mniej pewnie trzymał się na zwierzęciu. Bał się, iż może pójść coś nie tak.
- Abbasie, to na pewno ten grobowiec? -zapytał, schodząc ze swego wielbłąda i zataczając się na nogach.
- Ależ tak, mapa pokazywać to miejsce.
Anglik wyjął z kieszeni mały zegarek i zamyślił się.
- Jeżeli dobrze wszystko pójdzie, jeszcze dziś wrócimy do wsi. -schował zegarek, przejechał dłońmi po fraku i uśmiechnął się. - W takim razie pora zaczynać.
Podszedł do budowli i zaczął ją uważnie lustrować wzrokiem.
- Czego my szukać panie Remus? -zapytał Arab podchodząc do szatyna.
- Czegoś nietypowego, czegoś, co się nie zgadza. Powinny być to hieroglify lub głowa szakala. Hm...a tak właściwie to sam nie wiem, do tej pory nie badałem grobowców.
Za nim cokolwiek dostrzegł zdążył obejść piramidę dwa razy do okoła.
- Ha! -wykrzyknął dostrzegając u swoich stóp małą głowę szakala. Przykucnął przy tym. - Abbasie podejdź tu, pomożesz mi odkryć jak otworzyć wejście.
- Nie być pewny, ale to nie może być łatwe.- przykucnął obok anglika.
- Albo wręcz zupełnie przeciwnie. Może wydawać się nie do zrobienia, a jednak być tak proste, iż nawet nam by się nie śniło. -przejechał palcem po wyrytym symbolu. Znów pomyślał o ukochanej, ona zawsze wiedziała co robić.
Nie mogąc wymyślić rozwiązania siedział opierając się o kamienną ścianę do samego wieczora. Próbował wielu sposobów, ale żaden z nich nie był dobry.
Abbas w tym czasie zajmował się zwierzętami sprawdził czy w okolicy nie ma miejsca na mały obóz.
Robiło się coraz ciemniej i jedynym źródłem światła stawała się pochodnia, którą Arab niedawno rozpalił.
Anglik wstał, otrzepując się z piasku. Spojrzał na piramidę i z wściekłości kopnął w jeden z głazów. Z bólu o mało nie upadł, ale nie okazało się to złym pomysłem, gdyż kamienie obluzowały się i powoli posypały do wnętrza piramidy.
- Bogowie sobie ze mnie drwią. -prychnął, chwytając pochodnie w dłoń. Zanim zdążył zawołać czarno skórego ten stał już przy nim.
Wejście było wąskie i usiane antycznym pismem. Gdyby ten tylko umiał je odczytać. Im głębiej schodzili tym bardziej odczuwali chłód. Każdy krok Remusa był przemyślany, sam nie wiedział, czy to przez jego wybujałą wyobraźnię, czy przez żarty oddanego przyjaciela na temat pułapek. Ten pewnie teraz przy filiżance herbaty badał fizykę i matematykę, nie myśląc przy tym jak ten może sie traz czuć.
Dotarli do ogromnej komnaty, w jej centralnym punkcie, znajdował się sarkofag. Piękne zdobienia, złoto i przepych, jak inaczej można by uczcić najważniejszego ludziom boga. Dumnie uniesiona głowa szakala i trzymana przez płaskorzeźbę mała waga, dodawały temu powagi oraz piękna.
Za nim znajdowała się waga, zupełnie inna niż na płaskorzeźbie. Na jej szali można by było zmieścić całego człowieka. Nie była ze złota, lecz z najzwyklejszego brązu. Ale to nie ona była naprawdę ważna, tylko małe bielutkie ptasie piórko.
Anglika nie interesowała jednak w tej chwili waga. Podszedł podekscytowany do sarkofagu. Obejrzał go uważnie, starając się nie dotykać. Zawsze interesowało go to, w jaki sposób starożytni chowali zmarłych, a już, szczególnie gdy usłyszał o metodzie mumifikacji. Miał wielką ochotę zajrzeć do środka, jednak musiała zachować należny szacunek dla zmarłego.
- Abbasie to jest dopiero odkrycie! -zaśmiał się. - Te zdobienia i płaskorzeźba! Jak twoi przodkowie to wykonywali? Zdumiewające.
Po chwili obszedł trumnę i podszedł do wagi. Gdy już miał wyjmować z kieszeni fraka chustkę, by móc chwycić pióro, gdy nagle usłyszał szczęk wyciąganej broni.
- Abbasie? -gwałtownie się obrócił. Lecz zanim dostrzegł co jego towarzysz wyprawia został przygwożdżony do kamiennej podłogi. Na gardle poczuł zimną stal. Maczeta, tym chciał go zabić w tej chwili Arab.
- Myślicie, że wam wolno? Anglicy. - prychnął ten. - Całe to zawszone bractwo. Mówili, iż nie tak łatwo jest was zwieść, a poszło błyskawicznie.
- Nie wiem skąd wiesz o barctwie, ale my chcemy tylko pokoju. - Usiłował sięgnąć do swojego noża ukrytego w wewnętrznej stronie fraka, ale gdy musnął go palcami Egipcjani uderzył go łokciem w twarz.
- Każdy tak mówi, nawet Osmanie, najeżdżając na nasz kraj. A wasze Confraternita di Amarok nie jest takie tajne jak wam móc się wydawać. -zaśmiał się ten, nie zbyt dobrze wymawiając włoską nazwę stowarzyszenia.
Gdy ten nacisnął ostrym narzędziem na krtań anglika, temu udało się w ostatniej chwili wyrwać i powalić przeciwnika, Remus kopnął maczetę na bok.
Abbas szybko się podniósł. Był lepszym wojownikiem niż anglik, ten sam szybko to zauważył.
Zanim zdążył złapać oddech został rzucony wprost na szalę. Ta z głośnym trzaskiem opadła w dół unosząc pióro wysoko w górę. Szatyn złapał się za głowę. Przed oczami miał tylko ciemność, po krótkiej chwil wrócił obraz, najpierw rozmazany potem już całkiem normalny, ale nie przyjemny. Arab już chciał wbić w jego czaszkę ostrze. Anglik zrobił szybki unik, sam zachodził w myśl jak mu sie to udało i kopnął go w brzuch, sprawiając, iż ten przewracając się uderzył głową w sarkofag i upadł na ziemię nieprzytomny.
Remus miast zejść z wielkiej wagi po prostu spadł na posadzkę pod wpływem bólu, jaki przeszył wtem jego głowę. Znów zobaczył ciemność.
Zamknął oczy i chwilę leżał w bez ruchu.
Gdy znów uchylił powieki zobaczył blask leżącej nieopodal pochodni. Ból w jego głowie nie ustawał, a wręcz nasilał się. Ten jednak mimo tego powoli wstał. Wyjął z kieszeni chustkę i owinął w nią pióro.
Nie pierwszy raz zdarzyła mu się taka sytuacja, lecz pierwszy raz ból nie przestawał się nasilać.
Schylił się po pochodnię, z trudem trzymając się na nogach. Podszedł do Araba. Nie miał zamiaru go zabijać, nie lubił tego i on jednak wierzył w pokój, który miał zapanować dzięki jego bractwu.
YOU ARE READING
Szala
FantasyAnubis ważył na szali piórko i serce zmarłego. Jeżeli serce było lżejsze, człowiek odnajdywał wieczne ukojenie. Jednak gdy było cięższe, dusze oddane były straszliwemu chaosowi. Czyżby tego razu waga jednka nie zadziałała? Dusza jego ciągle pracowa...
