Prolog

34 4 3
                                        

Głosy w głowie dotykają wszystkich. Jest ich wiele ale są dwa najbardziej powszechne.
Pierwszy z nich, pewnie każdy go zna, to typowy podcinacz skrzydeł, ciągle wmawia ci, że jesteś okropny i nigdy nie dojdziesz do szczytu pod pretekstem mówienia prawdy.
Drugi natomiast jest mniej popularny. Pewnie dlatego, że wszystkie jego dokonania ludzie przypisują do siebie. Pomaga ci w trudnych chwilach oraz odpędza złe myśli rzucane przez pierwszy głos. Wielki optymista, troszkę nadpobudliwy ale najważniejsze jest to, że kocha życie i cały świat.
Przez to, że ludzie przypisują do siebie głos drugi i ciągle wydaje im się, że walczą z pierwszym głosem samotnie, wydaje nam się, że głosy w głowie to zła rzecz. Jednak gdy się w nie wsłuchamy okazuje się, że jest ich więcej niż jeden lub dwa a nawet możemy wysłuchać jak do nas mówią a nie tylko kłócą się ze sobą nawzajem.
Skąd to wiem? Bo się raz wysłuchałam. Pewnego jesiennego wieczoru. Rysowałam, gdy głos zaatakował

Jesteś nikim, nic nie umiesz, patrz jakie to okropne, beztalenciu, jesteś nikim.

Miał zimny ton, słyszałam wszystkie słowa ale niewyraźnie, jakby przez ścianę. Męczył mnie do chwili gdy odezwał się zupełnie inny głos.
Był ciepły, delikatny ale stanowczy.

Potworze! Jesteś okropny! Jak możesz tak jej mówić! Nie jest beztalenciem, rysuje, bo lubi, prawda?

Kiwnęłam głową. Takie rozmowy już wiele razy odbywały się w mojej głowie.

-Hej! Nie złość się cukiereczku, już taki jestem.

-To nie jest żadne wyjaśnienie. Chcesz by coś się jej stało? Przecież mamy ją chronić!

Podniosłam lekko głowę. Szybko chwyciłam ołówek i zaczęłam szkicować. Uwielbiam rysować ludzi. Czasami rysuję muzykę jako postacie. Cały charakter muzyki zamieniam na rysy twarzy, na styl ubioru, na uczesanie. Uwielbiam to robić. Dzięki tej umiejętności zaczęłam rysować właścicieli głosów.

-O ho ho! Patrz! Nasze beztalencie ZNÓW posłuchało idioty.

-Cicho! Choć, zobaczymy co tam robi. Może tworzy nowe postacie? Wiem, że lubi to robić.

-Czekaj... przecież to my. Co jej odwaliło?

-Hej! Faktycznie! Ale super!

Odwróciłam się. Stali tam. Stali, patrząc się na mnie, jeden się uśmiechając, drugi natomiast miał grymaz niezadowolenia. Uśmiechnęłam się do nich.

-To co? Jak mam was nazwać? Ty będziesz Bjørk.-powiedziałam do chłopaka w skórzanej kurtce oraz czarną grzywką spadającą na oczy.

-Pff... głupie imię.-prychnął siadając na moim łóżku.

-A ty...-zwróciłam się do wysokiego bruneta w białym t-shircie oraz uśmiechem od ucha do ucha.

-Ja chcę być Chucky!

-Chucky?

-Ja pier... jeszcze gorzej...

-Chucky to super imię.

-Może być, jak ci się podoba- uśmiechnęłam się serdecznie do chłopaka przez co Chucky prawie nie pękł z radości. Nagle ktoś zapukał do drzwi, od razu wiedziałam, że to mama.

-Córciu, łazienka jest już wolna więc możesz już się myć i spać.

-Yhy, już zaraz.- uśmiechnęłam się sztucznie

-Jaki irytujący ton.- mruknął Bjørk gdy mama zamknęła drzwi. Kiwnęłam na zgodę.

-Dobra, idę się myć bo jestem padnięta.

-Widać, że masz podkrążone oczy.- stwierdził Chucky opiekuńczym głosem- lepiej już idź- chwyciłm koszulkę, która była moją pidżamą i skierowałam się do łazienki. Oni poszli za mną ale zatrzymali się przy drzwiach. Oparli się o ścianę i brnęli w ciszy gdy ja zmywałam brud dzisiejszego dnia. Po chwili Bjørk wyjął papierosa i go zapalił.

-Nie pal w domu- mruknął zamyślonym tonem Chucky.

-I tak nic nie czują- odpowiedział czarnowłosy po czym wypuścił wielki kłąb dymu

-Racja.- przytaknął mu brunet, po czym wrócił do swych myśli. Trwali tak w ciszy, wsłuchając się w szum wody z prysznica.

-To co teraz będzie?- ciszę przerwał Bjørk wyrzucając papierosa i spoglądając na towarzysza, który miał niepokojąco zamyślony wzrok. Ten po chwili odpowiedział.

-Nie wiem. Naprawdę nie wiem.- powoli przeniósł swój wzrok z butów w przedpokoju na Bjørka-Ale będzie dobrze. Zawsze będzie dobrze.- odpowiedział posyłając lekki uśmiech do znajomego pesymisty.

-Ty nas kiedyś zabijesz tym optymizmem- westchnął Bjørk. Nagle klamka się poruszyła i wyszłam z łazienki z lekko mokrymi włosami. Spojrzałam na nich i Chucky uśmiechnął się tak samo jak na moim obrazku.

-Pa mamo! Pa tato!- pożegnałam rodziców wychylając się zza drzwi do wielkiego pokoju.

-Dobranoc.- odpowiedzieli znad monitorów. Pokazałam im końcówkę języka i skierowałam się do pokoju. Zamknęłam drzwi i zakopałam się pod miękką kołdrę w kwiatki. Jednak po chwili usiadłam i spojrzałam na nowych/starych przyjaciół.

-Nie mam gdzie was położyć. Może się zmieścicie ze mną.

-Wszystko jest ok. Nie potrzebujemy snu- odpowiedział Chucky lecz jego lekko blada twarz i podkrążone oczy mówiły co innego.

-Mów co chcesz, ja tam idę spać, cymbale- warknął Bjørk i oparł się o mojego wielkiego misia po drugiej stronie mojego łóżka przy oknie.-Nie wygodnie...-mruknął lecz zasnął po chwili. Spojrzałam na Chuckiego i jego zmęczoną twarz.

-A ty?

-Nie, naprawdę. Będę przeszkadzać.

-Nie będziesz. Choć. Wyglądasz okropnie- odpowiedziałam klepiąc miejsce koło mnie.

-No dobrze-przełamał się chłopak po czym usiadł koło mnie opierając się o ramę łóżka. Spojrzałam na niego i ułożyłam się do snu. Po chwili zasnęłam w spokoju.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Sep 12, 2017 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Rozmowa z głosamiStories to obsess over. Discover now