Głośny deszcz bębnił w okno, nadając ciemnemu pomieszczeniu jeszcze mroczniejszy klimat. Granatowe rolety były zasłonięte, jednak jedno z okien było uchylone, przepuszczając dudniące dźwięki. Było ciemno... bardzo ciemno. Jedynym światłem jakie dało się dostrzec w ciemnicy jaką stał się o zmierzchu pokój nastolatki był ekran laptopa, lezącego na łóżku. Wyjątkowo jasnymi obiektami były również długie włosy dziewczyny wyłożonej na brzuchu, podpartej łokciami i zaglądającej do komputera. Obecna gra świateł sprawiała, że wyglądały na szare, choć w rzeczywistości był to jasny blond. Grzywka zaczesana na bok luźno opadała na soczyście zielone oko po prawej stronie twarzy, kryjąc tym samym mocny makijaż na powiece. Po plecach niczym głodny wąż wił się w nieładzie gruby warkocz. Spoglądając na nią można było odczuć... znudzenie?
Katherine utkwiła swoje bystre spojrzenie w laptopie. Widać wcale nie przeszkadzał jej blask padający na twarz, który raził by każdego normalnego człowieka. Gdyby było to słońce na pewno by nie była w stanie nie patrzeć. Uwielbiała ciemność, deszcz, burze, ale jednocześnie wpatrywanie się w trzaskający ogień i jego ciepło. Dziwne, skrajne upodobania...
- Page 7/8 „NO ESCAPE". – pomyślała. – Została mi ostatnia strona, która powinna być gdzieś w okolicy...
Muzyka płynąca z gry Slenderman: 7th Street wcale nie przerażała dziewczyny, wręcz przeciwnie. Lubiła takie klimaty i nawet specjalnie podkręciła głośniki przed uruchomieniem aplikacji. Nie zważała na opinie rodziny; ojca, matki czy braci. Upiorne dźwięki jakie rozlegały się po rezydencji nie raz im przeszkadzały, ale nie interesowało jej to zbytnio. Miała już 19 lat, lubiła to, co się jej akurat podobało i nikt nie będzie się w to wtrącał. Można było śmiało przyznać, że miała obsesje na punkcie Slendera, a sama gra wzbudzała w niej coś w stylu... radości? Ile by oddała, żeby był prawdziwy... Niestety to tylko bajki dla niegrzecznych dzieciaków.
Delikatny, subtelny uśmieszek wykrzywił jej wargi, gdy na końcu uliczki wreszcie zabłysnęła ostatnia kartka, światełko w tunelu. Na tle ciemnych, obskurnych, brudnych blokowisk rzucała się w oczy jako idealnie biała. Ekran śnieżył, rozmazywał się... Dźwięki stawały się coraz bardziej nieczyste, zresztą jak już od szóstej strony trwało. Śledził, podążał, czaił się, dało się to odczuć bardzo wyraźnie. Katherine była wyszkolona w tej grze, o ile tak to można nazwać. Spędzała długie godziny, odcinając się od świata i, zasiadając przed laptopem, uciekała do własnego pełnego rzeczy, o którym się nawet nie śniło zwyczajnym dzieciakom. Po co im one? Mieszkała w gigantycznej rezydencji, otoczona służbą. Guwernant pilnował, by codziennie spędzała czas w bibliotece i pod jego okiem uczyła się do czegoś w rodzaju matury. Domowe nauczanie miało wiele plusów jak i minusów, ale wcale jej nie zrażał brak kontaktu z rówieśnikami. Bracia w pełni wystarczyli, żeby miała dość ludzi, w szczególności przyrodni - Cliff. Miłosne życie matki dziewczyny było bardzo skomplikowane, skutkiem czego ma przyrodnie rodzeństwo i sama nie wie kto jest jej ojcem. Matka zawsze robiła z tego wielką tajemnice i zaczynało się robić nieprzyjemnie, więc ostatecznie przestała zadawać pytania. Matka przez nawał pracy mało co interesowała się dziećmi, choć zapewniała z mężem wszystko na najwyższym poziomie dla swoich pociech. Pracowała jako prawniczka w firmie obecnego męża, który nie mógłby być lepszym ojcem dla dzieciaków. Nie zawsze bywał w domu, jednak na pewno częściej niż matka. Okazywał im też jakąkolwiek czułość i dawał okazje do rozmów wieczorami jeśli tego potrzebowały. Bywał z nią nawet w studio, kiedy nagrywała napisane przez siebie piosenki. Pięknych, operowych wokaliz i samego głosu też można było jej pozazdrościć. Żyć nie umierać, pieniędzy jak lodu, służba na pstryknięcie, wszystko podstawiane pod nos, a do tego talent wokalny. Pewnie wielu zazdrościło jej życia. Tyle razy słyszała „Ile bym dała, żeby być na twoim miejscu", ale mało kto wiedział, że pieniądze naprawdę nie dają szczęścia a smutek i chód, roztaczający się po posiadłości niczym zaraza czy epidemia po polu pełnym ścierwa.
Dziewczyna westchnęła głęboko i zatrzymała się tuż przed ścianą.
- Page 8/8 „NOWHERE TO HIDE NOWHERE TO RUN" – pomyślała triumfalnie. – Udało mi się. Teraz tylko trzeba...
Pojawił się komunikat na temat ucieczki swemu oprawcy. Nie stała w miejscu, nie odwracała się. Zbyt dobrze znała te grę, by popełnić tak wielki błąd. Nagle pokój wypełnił się przyćmionym światłem, a towarzyszył temu potężny, ogłuszający grzmot. Gwałtownie poderwała głowę i spojrzała w stronę okna. To co zobaczyła za roletą, w oślepiającym blasku błyskawicy, przeraziło ją, a ciężka do wystraszenia była. Za oknem, przez kilka sekund pojawił się zarys czegoś co przypominało Slendermana, od ramion w górę. Tak jakby futryna okna była ramą obrazu, który przestawia portret tego osobnika. No tak, była dość wysoko, na drugim piętrze.
- Czy to...?
Jej myśli przerwały brutalne dźwięki. Została schwytana, przegrała. „Do you want to play again?" Westchnęła ciężko, nacisnęła „N" i opuściła grę. Może i dobrze się stało, chyba przedawkowała grę na dziś. Podniosła się powoli z łóżka i wyjrzała za okno, żeby się upewnić, że nic tam nie ma, a to co się stało było jedynie wyskokiem jej wyobraźni.
YOU ARE READING
7th Street
FanfictionBogata, osamotniona nastolatka marzy o spotkaniu nieistniejącej istoty, którą straszy się dzieciaki - Slendermana. Podczas burzy dostrzega za oknem zarys postaci rodem tej, o której tyle śni. Czy to możliwe, by potwór z bajki dla dzieci pojawił się...
