Ludzie nazywali go statkiem marzeń....
I nic w tym dziwnego....
Sam jego ogrom podpowiadał że takie cuda wznoszą tylko ręce samego Boga...
Pierwsze delikatne stąpnięcie na jedwabną wykładzine i nawet najuboższy pasażer na moment staje się królem świata... panem życia i śmierci.
W powietrzu zapach sosnowej farby, muzyka, odgłos fal trącanych o burtę... spokojny koncert kojący duszę w który można sie wsłuchiwać godzinami...
Stojąc w progu własnej prywatnej kabiny czułam jak ekscytacja wypełnia moje płuca. Rozejrzałam sie po pokoju powstrzymując każdy choćby najdrobniejszy pisk.
-Jeśli to nie jest to na co czekałaś całe życie... - rzekłam sama do siebie delikatnie muskając ramę łoża.
-Panienko Daisy? - Cornelia, jedna z mych oddanych gosposi stanęła w drzwiach.
-Słucham?
-Pani ojciec pyta się czy jest pani zadowolona z pokoju? - wyprasowała dłonią fartuszek uśmiechają się promiennie.
-Naturalnie.
Całe życie trzymałam ojca na dystans. Czułam, że samodzielność to coś nad czym trzeba pracować we własnym zakresie.Ojciec, towarzysz w mej krętej drodze zwanej życiem, po śmierci matki nie odstępywał mnie na krok. Wiedział że bez kobiecej ręki, bez matczynego wsparcia, moje życie, moja przyszłość stanie pod znakiem zapytania. Nie obwiniałam go za nadopiekunczość... wiedziałam że jego strata wcale nie różniła się od mojej.
Gdy rany powoli zaczęły się zabliźniać, mój ojciec obiecał sobie że wynagrodzi mi każdą zmarnowaną chwilę, każdy dzień w którym wybrał pracę zamiast rodziny. I tak o to....
Stoję tu....
Na pokładzie RMS Titanica.
*****
Oh ten zapach...
Dorodnie dobrane wino, przystawki, desery...
Uczta dla oczu, raj dla podniebienia...
Jadalnia była pełna, kakofonia głosòw łączyła sie w chaotyczny chór.
Usiadłam tuż przy oknie by mieć pewność że zdołam ogarnąć piękno oceanu własnym wzrokiem. Falujący błękit podrażniał me oczy, a lekkie kołysanie statku hipnotyzowało mój trzeźwy jak dotąd umysł.
-A pani co o tym sądzi, panno Erwin? - zaklęcie rzucane przez ocean stracilo na sile. Wróciłam do rzeczywistości. Nagle, choć niechętnie.
-Moim zdaniem, każdy radzi sobie jak tylko może doktorze Johnson. To okrutne czasy, pieniądz, inwestycje... koszmar.
-Ma pani racje.
-Musi pan bardziej ufać swym klientom, doktorze. Nie wszyscy chcą pana okraść.
-Daisy! - ojciec uderzył w stół.
-Ależ to nic, panie Erwin. Każdy ma prawo do własnego zdania.
-Prosze wybaczyć, doktorze.
-Nic nie szkodzi
Nagle... zza kurtyny sylwetek wyłoniła się postać. Dostojnym krokiem, delikatnym stąpnięciem do jadalni wszedł on...
Rozejrzał się dookoła, jego spojrzenie musnęło mój profil. Dosłownie mogłam je odczuć na swej skórze...
-Któż to ojcze?
-Kto taki? - ojciec spojrzał na drzwi drapiąc się po zaroście - Ach tak. Panicz Styles. Śmietanka towarzyska RMS Titanic. Gdyby nie firma i dobre serce jego ojca zapewne to cudo nie byłoby w stanie przepłynąć mili..
-Oh... - zarzuciłam luźny kosmyk włosów za ucho niespuszczając młodzieńca z oczu - A więc to jego ojciec był pomysłodawcą...
-Oh nie moja droga. Jego ojciec tchnął w Titanica życie.
-Fascynujące.
-Krążą plotki, że Lady Clementine, sprzedała wszystkie swe akcje w Londynie by wspomóc ojca swego narzeczonego - doktor Johnosn przegryzł kawalek pieczeni.
-Oh a więc panicz Styles jest zaręczony? - zapytałam z udawaną obojętnością.
-Jego ojciec, surowy człowiek, twardo utrzymuje tradycje swej rodziny. To on zapoznał panicza Stylesa z Lady Clementine.
-Sporo pan o tym wie, panie doktorze - ojciec zaśmiał sie lekko poprawiając surdut.
-Toż to format światowy, panie Erwin. Każdy kto umie czytać zna tego człowieka.
Przyglądałam się jak młodzieniec kroczy po pokładzie, ściskając dłonie, gościom. Zerkał to tu to tam, jednak kolejny raz na mnie nie spojrzał. Poczułam sie jak plaga, jak karaluch którego trzeba zgnieść.
YOU ARE READING
TITANIC - The Styles Family
Historical FictionKażdy zna historię "niezatapialnego" statku, ale czy poznaliście wszystkie jego tajemnice i sekrety. Historia Jacka i Rose to był tylko początek...
