Siedziałem bezczynnie przy niewygodnie wysokim stole w kuchni i natarczywie wlepiałem swój wzrok gdzieś za okno. To nie było istotne, gdzie. W tamtym momencie trwałem jak w transie. Telefon komórkowy należący do mnie leżał tuż obok mojej lewej ręki. Czekałem na jakiś sygnał. Nie lubię nie mieć roboty. Ciągnęło mnie do rozwiązania losowej sprawy. Może to być już nawet zwyczajna kradzież. Już od dłuższego czasu nie pracowałem nad czymkolwiek. Męczyło mnie to. Ludzie z mojego środowiska także to zauważyli. Mówili, że jestem rozdrażniony, nie w humorze. Czasem potrafiłem pić z pustego już kubka i gapić się w wiekowe akta, poruszając energicznie gałkami ocznymi w lewo i w prawo.
Postanowiłem przygotować sobie herbatę z miodem. Była dla mnie idealna jako sposób na relaks. Dwie łyżeczki tej złotej substancji wystarczyły, aby stworzyć napój, którego mogę określić mianem w miarę dobrego. Nawyku picia tego płynu wyuczyłem się u wujka kolekcjonującego różnorodne smaki. Podczas pobytu tam lubiłem eksperymentować. Najbardziej w mój gust wpadł właśnie miód. Na moje szczęście, jestem w stanie go tu dostać i urozmaicić nim doznania mojego podniebienia. Chwyciłem już staromodny czajnik i miałem zamiar postawić go na ogniu, gdy usłyszałem rytmiczny dzwonek komórki. Odstawiłem energicznie imbryk na blat i rzuciłem się w stronę stołu. Odebrawszy połączenie, podniosłem źródło dźwięku do lewego ucha. Miałem głęboką nadzieję, że było to coś związane z pracą. Cholera, tak długo już na to czekałem.
– Słucham? – Zapytałem jako pierwszy z przyzwyczajenia.
– Tutaj Aaron. Mogę Cię rozweselić? – zasugerował zapewne z uśmiechem na twarzy. Nie czekając na moją odpowiedź, dodał – Mam dla ciebie robotę.
Poczułem, jak doza ekscytacji wypełnia moje ciało. Od góry do dołu. Z początku powolutku, by następnie przyspieszyć. Tęskniłem za tym uczuciem.
– Na czym to polega? – wypaliłem zniecierpliwiony. Tylko czekałem, żeby poznać szczegóły.
– To nie rozmowa na telefon, Jeff. Mamy do czynienia z czymś naprawdę poważnym – odpowiedział w duecie z szumem wiatru, który zagłuszał jego głos. Musiał być na dworze. – Za dwadzieścia minut będę w parku, tym niedaleko twojego domu.
Pokiwałem twierdząco głową nie zwracając uwagi na to, że mój rozmówca nie jest w stanie zauważyć tego gestu.
– Tak, w porządku – potwierdziłem zakłopotany wcześniejszą, w sumie nieistotną, wpadką.
Rozłączyłem się bez pożegnania i wziąłem się za przygotowanie do wyjścia z mieszkania. Aktualnie siedziałem w piżamie, a w toalecie byłem tylko w celu opróżnienia schorowanego już pęcherza. Chwyciłem losowe ubranie leżące na podłodze i udałem się do łazienki. W tamtym momencie nie potrzebowałem wyglądać wybitnie dobrze. Z Aaronem byliśmy przecież dobrymi przyjaciółmi. Poznaliśmy się gdy wprowadził się do Londynu, jakieś 15 lat temu. Jego dom był tuż przed moim, także mieliśmy przyjemne warunki do stworzenia przyjaźni. Pamiętam, jak pewnego razu na jego podwórku znalazłem martwego szczura. Zobaczywszy go, wróciłem się po rękawiczki chirurgiczne i zabrałem go na swój trawnik. Chwyciłem znaleziony nóż i rozciąłem jego brzuch. Wiedziałem jaki będzie efekt mojego czynu. Szczerze powiedziawszy, to wahałem się przed jego wykonaniem. Ale ciekawość przezwyciężyła nad wątpliwościami. Ujrzałem wnętrzności tego szkodnika. Wtedy myślałem, że ten widok bardziej mnie odrzuci. Nie było aż tak źle. Krew sączyła się powoli. Narzędziem trzymanym w mojej lewej ręce dotykałem jego mięsa. Śmiesznie się poruszało. Skojarzyło mi się z galaretą.
Wyszedłem z łazienki zatrzaskując niechcący zbyt mocno drzwi, a następnie skierowałem się w kierunku drzwi wyjściowych. Wykonane były w staromodnym stylu, podobnie jak większość wyposażenia mieszkania. Wprowadziłem się do niego jakiś czas temu. Głównym plusem jest położenie – mieści się dość blisko centrum miasta. Poza tym, mnie się podoba ten specyficzny, wiekowy wystrój.
Zauważyłem Aarona jeszcze przez wizjer. Otworzyłem drzwi, wydające charakterystyczne skrzypienie przy otwieraniu. Mężczyźnie przesłałem delikatny, asymetryczny uśmiech na przywitanie. Przyjaciel w eleganckim garniturze odpowiedział mi tym samym i bez słowa ruszyliśmy w stronę pobliskiego parku. Wydedukowałem, że opowie mi o całej sprawie już na miejscu. Uszanowałem tę decyzję. Podczas spaceru dyskretnie przyglądałem się towarzyszowi. Dawno się nie widzieliśmy. Wyglądał na lekko zestresowanego. Wyhaftowane kołnierze na tłustych nadgarstkach były niechlujnie ułożone. Śpieszył się z ubieraniem. Z jakiegoś powodu firmowy zegarek miał założony na prawej ręce. Przecież jest praworęczny. Nigdy go tak nie nosił.
Moje przemyślenia na temat Aarona zostały rozwiane wraz z przybyciem na miejsce. Ruszyliśmy powolnym krokiem w kierunku dosyć zaciemnionej alejki. Była jedną z naszych ulubionych. Ludzie zawsze preferowali skręcać w prawo lub iść prosto. Więcej światła było w stanie tam przedrzeć się przez korony drzew. Gdy byliśmy już wystarczająco głęboko na ścieżce, mój bliski towarzysz spojrzał niepewnie mi w oczy. Utrzymywał swój wzrok coraz pewniej aż w końcu całym ciałem zwrócił się w moim kierunku. Delikatnie się przestraszyłem tego, co mógł mi powiedzieć. Przez mój umysł przeleciało kilkanaście różnych scenariuszy. Jakiś czas skupiałem się na każdym z osobna. Opamiętałem się w połowie i oczyściłem myśli. Miałem tendencję do nadmiernego przejmowania się rzeczami lekkiej materii.
– Spokojnie, Jeffrey. Mówiłem Ci, że się ucieszysz.– Zaakcentował uspokajającym gestem dłoni. Cienie powiewających na wietrze liści tworzyły wzory na jego postaci.
– Powiedz, o co w tym biega – nalegałem. Nie miałem ochoty na dłuższe oczekiwania. Wreszcie przyciągnął mnie aż do parku, nie odzywając się ani słowem.
– Chodzi o tę serię zabójstw. Z pewnością o niej słyszałeś w telewizji. – Ma rację. Posiadam jakieś pojęcie co się dzieje na świecie. Co prawda, nie spędzam dużo czasu przed ekranem tego magicznego i jakże manipulującego pudełka. Na potwierdzenie słów Aarona, subtelnie pokiwałem przytakująco głową.
Parę metrów dalej wiewiórka niemal niezauważalnie przebiegła przez kostkę.
– Policja sobie nie daje rady. Nie mają nic – mówił rozpaczliwym głosem. Jego drugi podbródek przerażająco zadrżał. – Potrafią znaleźć jedynie ciała ofiar. Wszystko stoi w miejscu od jakiegoś miesiąca, a ten psychol nie przestaje.
– I co w związku z tym? – droczyłem się. Wiedziałem, że poproszą mnie o pomoc. Chciałem się upewnić, po prostu.
– Mundurowi cię znają. Wiedzą, do czego jesteś zdolny – wydawał się zrozumieć moją zaczepkę, ale nie nawiązał do niej. – Doceniliby twoją pomoc. Zaoferowaliby swoje możliwości.
– Nie pogardzę ich pomocą, ale najpierw chciałbym zapoznać się z całą sprawą – zgrywałem niedostępnego. W głębi duszy bardzo chciałem zająć się tym bagnem, a wyglądało na naprawdę głębokie i gęste.
– W porządku. Wszystko ogarnę w jeden dzień. Przygotuj się na jutrzejszą randkę z wszystkimi dostępnymi informacjami – nawijał rozpromieniony. – Do zobaczenia! – rzucił przez ramię, odwracając się w dalszą stronę alejki.
Uśmiechnąłem się.
ESTÁS LEYENDO
Storczyki Agonii
Misterio / SuspensoPowszechnie uznaną prawdą jest, że kwiaty symbolizują piękno. Dawniej rodzicom dawałeś w prezencie garść stokrotek, a teraz kobiecie swojego życia podarujesz krwistoczerwone róże. Używając tychże roślin, jesteś w stanie wyrazić uczucia w ten niewerb...
