Ania
Marzenia.
Niektórzy postrzegają je jako słodki sen, lecz niemożliwy do spełnienia. Inni jako ciężkie myśli, które tylko zawracają nam głowę. Jeszcze inni wolą w ogóle nie marzyć, by nie rozpaczać potem nad tym, że to jedynie wytwory naszej wyobraźni.
To prawda.
Marzenia się nie spełniają.
Marzenia się spełnia.
Sama się o tym przekonałam.
Wystarczy jedynie chcieć i mocno w nie wierzyć.
***
Może powinnam się przedstawić.
Nazywam się Ania, mam siedemnaście lat. Jestem blondynką o niebieskich oczach oraz interesuję się historią, w szczególności mitologią.
Dobra, nie będę przynudzać.
Doczekałam się.
Naprawdę.
Nareszcie minęło to pół roku, które wydawało się całą wiecznością. Minęło skreślanie dni w kalendarzu, minęły przygotowania. To już dziś - dzień, w którym razem z moją przyjaciółką Natalią jadę na koncert moich idoli, Bars and Melody.
- Nie, nie, nie. - powtarzałam ciągle. - Nie, to niemożliwe.
Natalia szturnęła mnie w ramię.
- To możliwe i właśnie się dzieje! Kobieto, spełniamy nasze marzenia!
Wsiadłyśmy do mojego auta. Zapięłyśmy pasy i zaczęłyśmy śpiewać różne kawałki z płyty 143, żeby przyprawić siebie w jeszcze lepszy nastrój.
Po około trzech godzinach drogi dojechałyśmy do Warszawy. Minęłyśmy Pałac Kultury i Nauki, przejechałyśmy parę ulic i dotarłyśmy.
- Jeszcze raz dzięki, tato! - krzyknęłam, kiedy wysadził nas na miejsce Meet&Greet.
- Przyjadę po was po koncercie. Dobrze się bawcie! - powiedział i odjechał.
Patrzyłam za nim, aż auto zniknęło wśród innych, po czym spojrzałyśmy z Natą po sobie. Nagle wybuchnęłyśmy śmiechem. Za chwilę ich spotkamy. Za chwilę spełnię swoje największe marzenie od kilku lat.
Za chwilę.
Ochłonęłyśmy i ruszyłyśmy ku drzwiom.
- Zaczekaj - powiedziałam, słysząc dźwięk SMS'a.
- Od kogo to? - zapytała Natalia.
- Seba napisał - odpowiedziałam z uśmiechem.
S: Cześć kochana, dojechałaś?
A: Tak. Właśnie idziemy z Natą na Meet&Greet!
S: No to się cieszę. Potem mi wszystko opowiesz!
Uśmiechnęłam się raz jeszcze. Byłam z Sebastianem od prawie trzech lat, a on się nic nie zmienił. Był naprawdę kochany.
- Co za reporter - powiedziała Natalia.
- Cicho bądź - wsunęłam telefon do kieszeni. - Chodźmy.
Weszłyśmy na halę i mimo tego, że byłyśmy o pół godziny szybciej, chyba i tak byłyśmy ostatnie. Tłum Bambinos już czekał, wrzeszczał, płakał, śpiewał, wszystko naraz. Jezu.
Nie. Ja wcale nie wrzeszczałam, nie płakałam, nie śpiewałam. Nie słuchajcie Natalii. Ona was okłamie.
Wybiła szesnasta. Bambinos ucichły, otworzyły się drzwi i... Cud, że moje uszy to przeżyły. Bambinos chyba zamieniły się w zwierzęta. A oni wyszli - Leondre i Charlie.
Leo miał na sobie szary podkoszulek, czarne spodnie z dziurami i czerwone buty. Charlie nosił bluzę z Kingdom Klothing, jasne jeansy, białe trampki oraz czapkę z daszkiem, jakże inaczej. Nie brzmi to zdumiewająco, ale wyglądali obłędnie.
Kiedy stado zwierząt z gatunku Bambinos uspokoiło się, ochroniarze otworzyli bramkę i wyciągnęli mnie pierwszą.
Chyba przeżyłam wtedy zawał.
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć, a co nie, czy się uśmiechnąć, czy nie.
Po prostu stałam.
- Cześć - powiedział Charlie.
To mnie przełamało. Rzuciłam się mu w objęcia, a on mnie mocno przytulił. Był ciepły. Mogłam tak stać cały czas, lekko kołysząc się z nim. Nagle jakby cały świat zwolnił. To było wspaniałe uczucie, czułam, że Charlie nie przytulał mnie na zasadzie ,,bo mi zapłacili". Przytulał mnie szczerze tak jak osobę, którą się kocha.
- Hej, mała - rzucił Leo.
Niechętnie puściłam Charliego i podbiegłam do Leo. Kiedy tak z nim stałam, czułam bicie jego serca. A on na pewno czuł moje, bo wariowało wtedy jak porażone prądem.
Mogłam ich tak przytulać cały czas.
Gdyby to trwało dłużej, niczego bym nie potrzebowała do szczęścia.
- Spokojnie, ślicznotko. - powiedział Leo. - Jesteśmy tu z tobą.
- Tak... - puściłam go. - Ja tylko... Ja tylko nie mogę w to uwierzyć, że wy tu jesteście...
Leo i Charlie uśmiechnęli się. Ciekawa jestem, czy często trafiają im się takie fanki, jak ja. Obstawiam, że tak.
Później zaczęliśmy rozmawiać i poczułam się, jakby to byli moi starzy kumple, a nie idole z plakatów.
Nie obyło się także bez małej sesji zdjęciowej. Na ostatnim zdjęciu Charlie pocałował mnie w lewy policzek, a Leo w prawy. Nie musiałam udawać zdziwionej miny, ona przyszła mi naturalnie.
Nadchodził mój koniec. Z lekkimi łzami w oczach przytuliłam ich na pożegnanie, ale obiecałam sobie w duchu, że to nie był ostatni raz.
Właśnie zamierzałam wyjść, ale Leo chwycił mnie za ramię.
- Ania, naprawdę cię polubiłem, świetnie się z tobą rozmawiało. Masz tu mój numer i mały dopisek, przeczytaj go przed koncertem, proszę.
Po czym wręczył mi małą karteczkę do ręki i uśmiechnął się, a ja niczym w transie i z berłem w ręce wyszłam. Po tych kilku słowach od idola poczułam się, jakbym wygrała TopModel.
Usiadłam na podłodze. Od zawsze była taka wygodna? Przeczytałam mały liścik, po czym zaniosłam się płaczem.
Ze szczęścia.
***
Cześć! Podobał Ci się ten wpis? To mój pierwszy. Zostaw 🌟, jeśli tak, oraz daj znać w komentarzu!
~xPrincessHannahx
YOU ARE READING
promise
FanfictionDwie przyjaciółki, Ania i Natalia, tylko chciały pojechać na koncert. Nie miały pojęcia, że sytuacja może zmienić bieg tak szybko.
