Prolog

410 32 1
                                        

Wynurzyła się nagle z piany morskiej. Odziana jedynie w kilka wodorostów, które przyczepiły się do jej nagiego ciała podczas pływania. Nierozpoznana przez nikogo, dlatego że włosy zasłaniały jej twarz, szła chwiejnym krokiem. Rozglądała się dookoła szukając chociaż jednej żywej duszy posiadającej dobre serce. Z każdą jednak, kolejną minutą poszukiwań, jej delikatne serce, biło coraz słabiej. Czas uciekał, na tyle szybko, iż po chwili musiała zrobić to czego najbardziej się obawiała. Podchodząc do jednego z ciekawych jej nieziemskiej urody mężczyzny, powtarzała sobie w głowie niezawodną formułę, która sprawiła, że żadna osoba na plaży nie mogła się poruszyć. Ostatnie kroki w jego kierunku czyniły jej niewyobrażalny ból w całym ludzkim ciele. Uniosła jednak po niespełnej minucie, swą prawą dłoń by zaraz potem ułożyć ją na jego twarzy i wyssać całe dotychczasowe życie.
-Dziękuję. - wyszeptała przyglądając się jak do niedawna 25 latek zamieniania się w coraz starszego mężczyznę. Ludzie przybywający na plaży, wpatrywali się w to jak w przysłowiowy obrazek. Piękna, naga kobieta, która wyłoniła się z piany morskiej, sprawiła swoim dotykiem, iż młody chłopak postarzał się w zaskakujący szybki sposób.
Ona jednak nie zważała na grono zainteresowanych, a jedynie na tego staruszka, który za chwile będzie aż tak stary, że umrze na miejscu.
- Aaaaaaaaaaaaa! - rozległ się po całej plaży krzyk siedmioletniej dziewczynki, kiedy dawny młodzieniec upadł na piasek. Jako jedyna wyrwana z transu, próbowała powstrzymać łzy strachu i smutku. Piękna kobieta zaskoczona nieskutecznością swego zaklęcia, postanowiła podejść do niej.
- Witaj.- przywitała się kucając przy dziewczynce. Dopiero teraz siedmiolatka miała możliwość dostrzeżenia w pełni twarzy urodziwej kobiety. Nieskazitelną cerę niszczyła jedynie srebrna blizna w górnym boku jej policzka. Swymi błękitnymi oczami patrzyła na małą twarzyczkę przed sobą. Pełne usta składały się w delikatny uśmiech, którym chciała wywrzeć sympatię siedmiolatki.
- Jestem Dawona. A ty? - zapytała, jednak dziewczynka, zbyt bardzo przerażona tym co ujrzała, bała się w jakikolwiek sposób odezwać. Szybko spostrzegła to i Dawona. - Boisz się? - zapytała ponownie, na co kilkulatka potaknęła delikatnie główką. - Mnie? - Tym razem dziewczę nie wydało żadnego ruchu. Skierowała jedynie swoje spojrzenie, wprost z kobiety, na małe drobinki kamieni, tworzących piasek. - A więc mnie... - szepnęła. - Posłuchaj mała, to co przed chwilą zobaczyłaś nie jest złe. Smutne, ale nie złe, bądź straszne. Naturalny krąg życia, tylko trochę przyspieszony. - mówiła głośniej. - Nierozumiesz. Choć, pokażę ci. - Wstała biorąc dziewczynę za dłoń,  po czym poszła z nią pod ciało mężczyzny. - Zobacz. Ten mężczyzna będąc młody, miał w sobie dużo energii życiowej. Gdyby stawał się starszy naturalnie, jego energia życiowa malała by, a rosła u niemowlaka. Ja natomiast sprawiłam, iż proces ten potrwał szybciej, z takim jednak wyjątkiem, że zamiast energia życiowa iść do dziecka, znalazła ujście u mnie. Dzięki temu ja żyje.
- Odebrałaś mu życie, by móc przedłużyć je sobie?
- Odebrałam to co mi należne . . . ale kiedy indziej ci to wytłumaczę. Teraz powiedz mi, jak się nazywasz?
- Selena. - powiedziała cicho, gdyż mimo tłumaczeń kobiety, dalej się jej bała.
- Selena? W takim razie powiedz mi Selena, czy widziałaś kiedyś swojego tatę?
- Nie, mama mówi, że mieszka bardzo daleko i jest kimś ważnym, przez to nie ma czasu się ze mną spotkać.
- A mamę?
- Tak. Widzę ją codziennie, bawi się ze mną w kucharki i czarodziejki. - Ostatnie zdanie dało całkowitą pewność pięknej kobiety odnośnie dlaczego nie mogła rzucić na dziewczynki zaklęcia. Ważne jednak teraz było to, aby spotkać się z jej matką, by zyskać jeszcze większą pewność.
- Selenaaaaa . . . mam do ciebie prośbę. Zaprowadzisz mnie do swojej mamy?
- Noooo dobrze.

Prawie człowiek | Avengers La tua prossima ossessione. Scoprilo ora