"W życiu nie ma rzeczy, których można żałować; są tylko rzeczy, na których można się uczyć." ~ Jennifer Aniston
- Kto do kurwy nędzy wymyślił coś takiego jak mundurki? - mruknęłam niezadowolona pod nosem, zapinając guziki mojej białej koszuli z logo szkoły, do której uczęszczam już trzeci rok.
Podwinęłam rękawy białego materiału i odpięłam dwa guziki od góry, gdyż czułam się zbyt oficjalnie w koszuli zapiętej pod samą szyję. Ponadto miałam wtedy wrażenie, że się duszę.
Wygładziłam moją lekko rozkloszowaną spódnicę i narzuciłam na siebie czarną skórzaną kurtkę. Wedle statutu szkoły powinnam raczej założyć sweter albo jakąś gównianą marynarkę, ale byłam osobą, która niekoniecznie stosowała się do tego typu zasad. Zdecydowanie bardziej wolałam ubrać coś w czym będzie mi wygodnie.
Przejrzałam się po raz ostatni w lustrze i poprawiłam swoje czarne włosy, które układały się delikatnymi falami, sięgającymi do połowy moich pleców. Wzięłam do ręki plecak i narzuciłam go na jedno ramię, a następnie skierowałam się na dół po schodach, przeglądając Instagrama.
Jakże byłam zaskoczona, gdy przekroczyłam próg kuchni, w której zastałam mamę z tatą, siedzących przy stole z kubkami kawy w ręku. Najzwyczajniej w świecie ze sobą rozmawiali i nawet się uśmiechali. Zdążyłam wyłapać pojedyncze słowa i zorientować się, że ich tematem nie jest praca tylko coś innego, co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej.
Wzięłam głęboki oddech i od razu skierowałam się do koszyka z owocami, z którego wzięłam zielone jabłko i batonika leżącego obok. Przez cały czas czułam na sobie spojrzenie rodziców, więc byłam niemal pewna, że gdy tylko się odwrócę to wciągną mnie w jakąś bezsensowną rozmowę, aby chociaż w jakimś stopniu przekonać mnie do tego, że naprawdę interesują się moim życiem i tym, co robię. Próbowałam przeciągnąć tę chwilę jak najdłużej, ale nie mogłam przecież wiecznie stać do nich tyłem i patrzeć na szafkę, bo jeszcze wzięliby mnie za chorą psychicznie i wysłali do jakiegoś zakładu, dlatego przebrałam na twarz jeden z moich sztucznych uśmiechów i odwróciłam się na pięcie, najpierw spotykając się ze spojrzeniem mamy, a następnie taty.
- Może jakieś dzień dobry? - zapytała moja mama. Ton jej głosu zdecydowanie świadczył o tym, że nie podoba się jej moje zachowanie i najchętniej dałaby mi szlaban albo zabrała telefon, ale doskonale widziała, że to i tak w niczym nie pomoże.
- Dzień dobry - mruknęłam. - Wiecie gdzie jest Hayden?
- Twój brat czeka na ciebie w samochodzie i kazał ci się pospieszyć - odpowiedział tata, mierząc mnie badawczym spojrzeniem. Doskonale wiedziałam, że jemu także nie podobał się mój stosunek do niego i mamy, ale on chociaż zdawał sobie sprawę dlaczego taka byłam i nie robił mi problemów z tego powodu. W przeciwieństwie do mojej mamy widział w moim zachowaniu swoją winę i miał z tego powodu wyrzuty sumienia. To był właśnie jeden z powodów, dla których to tatę bardziej ceniłam - potrafił przyznać się do błędu i mimo, że trudno było to teraz naprawić to i tak się starał, a ja byłam osobą, która doceniła czyjeś starania. Niestety nie gram w filmie, a moje życie nie jest bajką, więc mój tata nigdy nie przyzna się przed swoją żoną do tego, że popełnili sporo błędów w wychowywaniu nas, a teraz najzwyczajniej w świecie nas zaniedbują.
- Dobrze. W takim razie wychodzę - odparłam.
- Udanego dnia, córciu! - krzyknął jeszcze tata, gdy wychodziłam z kuchni, sprawiając, że mimo niechęci do mamy, na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
YOU ARE READING
Dziewczyna z charakterem
Teen Fiction*Uśmiechnęłam się pod nosem i gdy odkręcałam butelkę, aby nalać do dwóch kieliszków alkohol, chłopak zaklął: - O cholera. Podniosłam głowę, aby spojrzeć na jego twarz i zrozumieć co się stało, ponieważ jego głos brzmiał dość dziwnie, więc to co zoba...
