Leżałem w swoim łóżku z przymrużonymi oczami, które były podkrążone po źle przespanej nocy. Spojrzałem w prawo, w stronę małej komody na której leżał dzwoniący budzik. Wskazywał godzinę 8:10. Był poniedziałek. Wypuściłem zdenerwowany powietrze i energicznym ruchem nacisnąłem przycisk, który uciszył tą bestialską maszynę. Już chciałem zapaść w sen gdy wtem zabrzmiał dzwonek mojego telefonu, chwyciłem go i nie patrząc kto dzwoni odebrałem połączenie i przyłożyłem go sobie do ucha.
- Halo?- spytałem zaspanym głosem.
- Kurde, James! Nie mów mi, że ty jeszcze śpisz!- osoba po drugiej stronie wydawała się być zdenerwowana.
- No... Nie powiem, że śpię...Bo tak nie jest...- na chwilę odsunąłem telefon od twarzy i sprawdziłem z kim tak w ogóle rozmawiam.- Coś się stało Zack?
- Czekamy na ciebie od 10 minut!
- Że co?!- Usiadłem na łóżku z szeroko otwartymi oczami.
- Że to! Przyłaź tu! Tam gdzie zawsze! Masz 5 minut!
- Cholera...- rozłączyłem się, rzuciłem komórkę na poduszkę i szybko podbiegłem do szafy. Wyciągnąłem z niej czarną koszulę i granatowe jeansy. Zacząłem z siebie zrzucać piżamę(za nią służył mi t-shirt z Kaneki'm i krótkie blado granatowe spodenki), po czym zacząłem ubierać przygotowaną odzież. Chwyciłem za szczotkę i zabrałem się do rozczesywania swoich rudych, długich do ramion kłaków, włącznie z grzywką, która miała wieczny kaprys zasłaniać mi prawe oko. Rzuciłem się do biurka pod którym leżał niewielki plecak. Wrzuciłem do niego zeszyty od przedmiotów, które dzisiaj miałem. Nie mogłem też zapomnieć o szkicowniku, który pełen jest portretów oraz karykatur nauczycieli, dyrektorów i uczniów. Gdy spakowałem wszystkie potrzebne mi rzeczy wybiegłem (niczym piłkarz na boisko) z pokoju, zbiegłem po schodach i minąłem mamę, która właśnie kładła talerz z kanapkami z dżemem na stół.
- Kochanie, zje-...
- Zjem w kawiarni!-rzuciłem z przedpokoju gorączkowo zakładając trampki. W tym samym momencie na dół zszedł mężczyzna o blond włosach i zielonych oczach, odziany był jedynie w stary podkoszulek i bokserki. To był nikt inny jak mój starszy brat, Josh.
- Jeśli on ich nie zje to ja to zrobię... Nie pozwolę by przez takiego małego rudzielca zmarnowało się takie pyszne jedzenie.- rzekł po czym chwycił talerz i zaczął pałaszować pajdy chleba.
- Pa!- krzyknąłem po czym wybiegłem z domu.
***
Wbiegłem zdyszany do kawiarni, przy stoliku obok drzwi siedziały dwie osoby i mi się przyglądały. Jedną z nich był chłopak o krótkich kasztanowych włosach z grzywką opadającą na twarz, zimne spojrzenie jego blado zielonkawych oczu przeszywało mnie na wylot. Na sobie miał białą koszulkę, dżinsową bluzę, czarne spodnie oraz buty sportowe. Drugą natomiast była dziewczyna o długich, związanych w kitkę jasno czekoladowych włosach, spoglądała na mnie ciepło swoimi piwnymi oczami. Odziana była w identyczną dżinsową bluzę, czarne leginsy, a na nogach miała białe baleriny.
- W końcu jesteś...- rzekł.
- Uh...Wybaczcie mi...Zaspałem...
- Trzeci raz? Ty to robisz specjalnie...?
- Zack... - rzekła dziewczyna po czym westchnęła.
- No co ja? Lea, to przestaje być zabawne.- Zack spojrzał w moją stronę.- Jeśli nie chcesz z nami jechać to po prostu powiedz...
Spuściłem wzrok, głupio się przez to czułem.
- Chce z wami jechać... To, że się spóźniam.. To nie jest celowe... Od tych trzech dni nie śpię dobrze...- chłopak wypuścił powietrze.
- Dobra, zakończmy ten temat.- jego głos stał się trochę weselszy.- Usiądź, trzeba jeszcze obgadać parę rzeczy.- posłał w moją stronę przyjazny uśmiech. Odwzajemniłem go i usiadłem obok dziewczyny, która patrzyła na mnie przez cały ten czas.
- Hej.- Zack pstryknął palcami przed twarzą siostry.- Wracaj na ziemię.- powiedział rozbawionym głosem. Zaśmiałem się cicho, natomiast Lea spojrzała na niego z lekka niezadowolona. Zaczęliśmy omawiać szczegóły wyjazdu, gdzie i o której się spotykamy itd. Nie zauważyliśmy nawet kiedy podeszła do nas kelnerka o nietypowym kolorze włosów; miały białą barwę przez które przebijały się czarne pasma. Uczesane były w koka, a grzywka swobodnie opadała jej na srebrne oczy. Na sobie miała białą koszulę z krótkim rękawem, czerwoną, długą do 1/3 uda spódniczkę oraz czarne rajstopy. Gdy tylko przemówiła swym delikatnym głosem utkwiliśmy w niej zaskoczone spojrzenie.
- Co mogę wam podać?- milczeliśmy, dopóty dopóki mój brzuch nie zaburczał.
- Ja bym poprosił rogalika z czekoladą i herbatę.- odpowiedziałem chwytając się za brzuch.
- A wy?- kobieta spojrzała na moich przyjaciół.
- My też poprosimy herbatę.- rzekł Zack. Rosalie (bo tak nazywała się ta kelnerka) odeszła od nas by wrócić po paru minutach z zamówieniem.
- To jak dzieciaki, gdzie macie zamiar jechać?- spytała opierając się ręką o oparcie krzesła.
- Zamierzamy pojechać do Phoenix.- odpowiedziała Lea biorąc łyk napoju.
- Do Phoenix? To dosyć daleko, cały dzień jazdy.- odrzekła kobieta.
- Będziemy lecieć samolotem.- mruknąłem przeżuwając spory kawałek rogala.
- Ah... To zmienia postać rzeczy.- odpowiedziała obdarzając nas sympatycznym uśmiechem.- No dobra, ja wracam do pracy. Miłego dnia.- powiedziała po czym podeszła do klienta, który przed chwilą wszedł do tego miejsca.
- I wzajemnie.- odrzekliśmy równocześnie.
Po skończeniu „śniadania" wyszliśmy z kawiarni i skierowaliśmy się ku naszemu college'owi. Podczas tego spaceru spotkaliśmy paru znajomych z którymi poprowadziliśmy miłą wymianę zdań. 15 minut później staliśmy już pod bramą szkoły gdy wtem, usłyszeliśmy głośne warknięcie. Rzuciliśmy okiem w stronę tamtego odgłosu i wybałuszyliśmy oczy. Pod drzewem stały trzy postacie. Pierwszą był wysoki, chudy chłopak o zielonkawo-siwych włosach związanych „na samuraja". Na sobie miał bluzę i spodnie dresowe. Drugą osobą była niska, tęga blondynka o takim samym ubiorze co tamten mężczyzna. Byli to Borys i Adriadna, rodzeństwo chore na umyśle. Wszystkich dręczą, wyzywają i biją bez powodu, aż by im się chciało tak oddać pięknym za nadobne. Dopiero po chwili przeniosłem spojrzenie na trzecią posturę i jęknąłem głośno. Dlaczego, spytacie pewnie. Dręczoną dziś osobą była młodsza o rok od wszystkich „pierwszaków" Eve Sedliney; dziewczyna o czarnych włosach długich do ramion z grzywką lekko zasłaniającą prawe oko, nosząca zwykle czarną za dużą koszulkę, która zsuwa się z jej prawego ramienia, czarne jeansy i glany. Serio? Akurat ją musieli sobie obrać za cel? Trzynasty raz w tym miesiącu? Współczuję jej. Postanowiłem, że podkradnę się do nich i w razie czego stanę w jej obronie.
- Oddaj kasę.- wychrypiał zniecierpliwiony.
- Mówiłam już, że nie mam forsy przy sobie.- odpowiedziała, ton jej wypowiedzi był stanowczy i pewny siebie. Dziewczyna się zaśmiała.
- Z czego rżysz tępa blondyno?- o, to teraz pojechała. Będą bęcki, nie mogę patrzeć. Adriadna tylko uśmiechnęła się złowieszczo, podniosła Eve za ubranie i już szykowała się do uderzenia gdy nagle było słychać warkot silnika, i trzask zamykanych drzwi samochodu. Obrzuciliśmy wzrokiem mężczyznę, który wysiadł z czarnego lamborghini. Jego ubiór był dosyć nie codzienny... A raczej nie wyjściowy gdyż odziany był w szarą koszulkę na ramiączkach oraz czarne spodnie. Gdy tylko uniosłem wzrok spostrzegłem, że włosy tajemniczego faceta były długie i spięte w kitke. Patrzył na nas groźnie swoimi żaruwiastożółtymi oczami z których wręcz błyskały pioruny. Podszedł do nas zdecydowanym krokiem.
- Czego wy od niej chcecie?- wychrypiał.
- A kurwa co ciebie to obchodzi lamusie?!- wrzasnął Borys, który w mgnieniu oka znalazł się przed siostrą jakby chciał ją własnym ciałem uchronić od ataku.
- Spójrz na siebie jebnięty dresie! Innych od lamusów wyzywasz, a sam jesteś jednym z nich!- wokół nas zebrał się tłum gapiów. Spojrzał na Adriadne.- Odstaw ją ty przerosnięta klucho.
- HA! Bo co mi dziadzie zrobisz?! Kazania będziesz prawił?!- po tej wypowiedzi zdarzyło się coś dziwnego. Gdy tylko blondynka to wykrzyknęła oczy jej „przeciwnika" zabłysły gniewnie. Wtem Eve została wypusczona z jej grubych łap i wylądowała na ziemi, natomiast rodzeństwo szybko ulotniło się.
Byłem całkowicie zdezorientowany. Czarnowłosa dziewczyna wstała.
-Po co tu przyjechałeś?- spojrzała mu prosto w oczy.
-Zapomniałaś pieniędzy za które miałaś sobie kupić lunch... - mruknął po czym dał jej do ręki pieniądze.
-
...Dzieki Lucius'sie.- powiedziała po czym odpowadziła wzrokiem Lucius'a, który wolnym krokiem szedł do swojego lamborghini. No tak... Lucius... Starszy brat Eve, a mój nauczyciel karate... Dziwię się, że nie rozpoznałem go od razu.
- O matko!- wykrzyknęła Lea, która pobiegła do nas wraz z Zack'iem.
- Czy wy to widzieliście?!- wykrzyknął jeden chłopak z tłumu. Miał wygolone po obu bokach miedziano-kasztanowe włosy, których dłuższa cześć była zaczesana na lewo. Jego ubiór był przeciętny; zwykły granatowy t-shirt i czarne jeansy, do tego białe adidasy. Był to Mike Craven, główny redaktor szkolnej gazetki „Amazing News".
- Postrach szkoły, Adriadna i Borys zwiali przed zwykłym facetem jakby był jakimś mordercą i miałby ich za sekundę zabić! To będzie najlepszy news w historii istnienia tego pisma!- krzyczał uradowany i w mgnieniu oka znalazł się tuż przy nas.
- Mike, przestań to nie jest aż taka wielka-
- A właśnie, że jest mój drogi Zack'u! To rąbnięte rodzeństwo zmyło się stąd z podkulonymi ogonami! Ah, nie mogę się doczekać aż napisze o tym artykuł!
- Wybacz, że ostudzam twój zapał lecz... - wcięła się nagle Eve podchodząc bliżej do młodego redaktora.-... Nikt nie wydrukuje tej gazety gdyż będzie świadomy tego, że będzie miał doczynienia z tymi pojebami po lekcjach.
- Oh... - westchnął Mike.
- Przepraszam bardzo ale dlaczego szanowna młodzież nie jest na lekcji?- usłyszeliśmy szorstki ton Starego Smoka (tak nazwaliśmy dyrektora tej szkoły). Cała nasza piątka spojrzała po sobie w milczeniu.
- Macie iść na lekcje w tej chwili, jeśli tego nie zrobicie wlepie wam nagane za opuszczanie zajęć.- po tych słowach gęsiego ruszyliśmy w stronę różnych budynków; Eve poszła na historię, Mike na chemie, Zack na historię, a ja i Lea na matematykę(w amerykańskich szkołach uczniowie chodzą na lekcje w różnych grupach lecz wszyscy kończą o tej samej godzinie).
//Hej i czołem Wam wszystkim! Uh... A więc jednak... W końcu napisałam/napisałem ten rozdział! Yeeeeey! Ktoś się cieszy? Nikt się nie cieszy, wiedziałam/wiedziałem... Heh... Tsaa... Co do całej tej opowieści... Może się zdarzyć, że rozdziały będą edytowane gdyż uznam, że daną rzecz trzeba będzie zmienić, bo po prostu będę mieć lepszy pomysł... Może się to tyczyć też tytułu historii jak i opisu... No.. Ekhem... To tyle... Miłego dnia/nocy Wam życzęęę~
PS. Jestem zbyt leniwym dziwolągiem by zrobić okładkę i obrazki do rozdziałów... Aleee może w końcu ruszę dupsko i się za to wezmę... MOŻE...//
YOU ARE READING
Tajemnica miasta Nashville
AdventureJames Hollwey- 16- letni chłopak mieszkający wraz z rodziną w Nashville w Ameryce Północnej kończy właśnie pierwszy rok nauki w jednym z tutejszych college'ów. Paręnaście dni przed ukończeniem szkoły wraz z przyjaciółmi planuje wspólny wyjazd do...
