2

667 11 1
                                        

Przepraszam, ale coś się zjebało i jest to drugi rozdział a nie pierwszy!

*12 lat później*

Obudziłam się rano. Wokół mnie panowała cisza. Dzień jak codzień. Wstaje rano, sama jem śniadanie, ktoś mnie podwozi do szkoły, wracam wieczorem, wysłuchuje kazań od wiecznie nieobecnego w moim życiu ojca i tak wyglada mój cały dzień. Typowo wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro i głęboko westchnęłam. Jest źle. Bardzo źle. Włączyłam wodę i ochlapałam się nią po twarzy. Muszę się trochę dobudzić. Dalej jest źle. Zresztą, co ja myślałam? Że od wody wypięknieje? Niestety, to nie koncert życzeń i dalej widzę to samo co widziałam wcześniej w lustrze. Wyszłam zawiedziona z łazienki. Zawiedziona czym ? Zawiedziona życiem. Weszłam do garderoby i wybrałam kilka ubrań na dzisiaj. Nie mam się po co stroić. Wzięłam zwykłą biała bluzke i jeansy. Chociażbym wyglądała jak ostatnie nieszczęście to i tak nikt mi tego nie powie. Ludzie są fałszywi. Każdy udaje mojego przyjaciela, tylko dlatego, że wyczuwa szansę na "wybicie się". Niestety, jestem osobą publiczna i niektórzy ludzie zbyt bardzo interesują się moim życiem, przez co zwykle każde wyjście ze znajomymi kończy się tysiącami zdjęć ze strony innych ludzi, których widzę pierwszy raz na oczy. Szczerze? Męczy mnie to. Mój ojciec jest kimś - mu róbcie zdjęcia, a nie mi. Nic w swoim krótkim życiu jeszcze nie osiągnęłam i nie zapowiada się na zmianę. Weszłam do łazienki i przebrałam się. Nałożyłam delikatny makijaż na twarz, jednak gdy zaczęłam robić kreski na oczy to zdenerwowałam się i zmyłam wszystko, co wcześniej miałam na twarzy. Porażka. Ten dzień to porażka. Moje życie to porażka . Pewnie zastanawiacie się skąd we mnie tyle nienawiści do świata. Otóż sama nie wiem. Po prostu taka już jestem. Pesymistka. Wzięłam pusty plecak do ręki. Chociaż pustym tego nazwać nie mogę. Mam w środku jeden zeszyt, który służy mi do wszystkich przedmiotów i ołówek, który chyba sie złamał. Oprócz tego paczkę papierosów i termos, który udaje herbatkę, jednak w rzeczywistości jest to alkohol. Ale nikt o tym nie musi wiedzieć. Nikogo nie obchodzi co robię, wiec nikt mnie nie kontroluje co robię. Przynajmniej po południu i w szkole. Nie uczę się, lecę na tym co odpiszę na sprawdzianach od innych osób, które na naukę przeznaczyły trochę czasu. Nie jestem idealnie wychowana i często zdarzają się sprzeczki z nauczycielami i uczniami. Nie obchodzi mnie szkoła. Kończę 18 rok życia i tyle mnie szkoło widziałaś. I tak mam zapewnione dobre życie, dzięki tacie, który zarabia miliony. Ta, opłaca się być piosenkarzem. Tylko nie wiem czy ta kariera jest bardziej cenna niż życie rodzinne. Ale jak widać on już podjął decyzje, a ja się do tego przyzwyczaiłam. Jest dorosłym człowiekiem i nie będę mu mówić co ma robić. Chciałabym, żeby to też działało w druga stronę, ale cóż, przetrzymam jeszcze to kilka lat. Zbieglam na dół po schodach prawie wywalając się na bucie, który leżał na środku.
- Japierdole. - syknęłam, unikając spotkania z podłoga. - Mógłby tu ktoś w końcu posprzątać? Nie za to wam płacą, żebyście się opierdalały całe dnie. - wykrzyknęłam wkurzona do sprzątaczki, które siedziała w kuchni i rozmawiała z kucharką. Nie zależy mi na byciu miłą. Zresztą na niczym mi nie zależy. Gdy weszłam do środka dwie part oczu zwróciły się na mnie.
- Coś nie tak ? - zapytałam zniecierpliwiona.
- Nie, nic. Śniadanie masz na stole, drugie śniadanie w lodówce. - powiedziała jedna z nich i wyszły. Przynajmniej tyle, że mogę pobyć sama. Znowu ... Zobaczyłam na leżący na stole talerz. Jajecznica... Tyle razy powtarzałam, że nie lubię jajka, a ona zawsze robi to samo na śniadanie. Gdyby nie ja to już jej dawno by tu nie było, bo nikt aż tyle co ja tutaj nie przebywa. Wzięłam do ręki jabłko i usiadłam przy stole. Odblokowałam telefon i zaczęłam przeglądać media społecznościowe. Nic ciekawego. Klasyk. Już odkładałam telefon, gdy dostałam SMS-a.

"Wychodź"

Przeczytałam i odłożyłam jabłko na blat. Niech to wyrzucą. Ubrałam buty i wybiegłam na zewnątrz, gdzie czekał na mnie mój chłopak. Jak zwykle z kolegami... Jakbym mu nie wystarczała i nie mógł przyjechać sam. Jeśli myśli, że przyjemnie jest jechać pomiędzy nimi to się grubo myli.
- Cześć. - przywitał się ze mną i pocałował mnie w policzek.
- Hej. - odpowiedziałam i usiadłam między chłopakami. Przez większość drogi się nie odzywałam. Niech widzi, że nie lubię jeździć z jego kolegami. Lubię ich bardzo, ale czasami mam ochotę spędzić z Brycem sam na sam, a nie z cała drużyną koszykarską. Gdybym chciała to bym z każdym z nich chodziła, wiec niech to doceni, że jestem akurat z nim.
- Stało się coś? - zapytał się mnie nagle. O! Przypomniał sobie, że nie są tu sami?!
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo i pochyliłam głowę nad telefonem.
- Widzę, że coś jest nie tak. - mógłby sobie takie rozmowy zostawić, gdy będziemy sami, a nie gdy wszystkiemu będą się przypatrywali jego koledzy.
- Wszytsko ok. - odpowiedziałam nie podnosząc głowy znad telefonu. Oczywiście, że nie jest wszytsko ok. Ale nie chce robić afery akurat teraz.
- Dziewczyny.
- Nigdy was nie zrozumiem. - doszły do mnie komentarze i śmiechu od jego kolegów.
- Zatrzymaj się. - powiedziałam twardo do Bryce'a. Odwrócił się do mnie, przerywając swój kontakt wzrokowy z jezdnią.
- Co?
- Kurwa zatrzymaj się. Głuchy jesteś? - któryś z tych idiotów zagwizdał i usłyszałam "zadziorna", ale postanowilam tego nie komentować. Auto się zatrzymało, a ja otworzyłam drzwi i wyszłam. Z trzaskiem je zamknęłam i założyłam słuchawki.
- Nie wygłupiaj się, wsiadaj. - zignorowałam to.
- Hej, wsiadaj. Przepraszam. - dalej się nie odzywałam.
- Dobra, stary daj jej spokój. - usłyszałam. Zach. Nie lubię go najbardziej ze wszystkich, ale wyjątkowo dobrze gada. Bryce zaśmiał się, próbując mi ukazać jaką jestem idiotką i odjechał dalej. Włączyłam muzykę na telefonie i zaczęłam iść. Zachciało mi się spaceru, to teraz będę cierpiała. Zapowiada się naprawdę długa droga...

Córeczka tatusia | J.B Stories to obsess over. Discover now