001 - prolog

79 7 0
                                        

Stacy mimo wszystko była na co dzień człowiekiem leniwym. Niezależnie od tego jak ciężko pracowała nad jakąś sprawą jako detektyw, zawsze szukała drogi na skróty. I w dosłownym i w przenośnym znaczeniu.

Jedną z takich dróg na skróty był kawałek jezdni biegnący przez las. Zawsze pusty i spokojny, cichy... Oczywiście nie jeździła tamtędy codziennie, ale kiedy późno kończyła pracę, nie miała żadnych oporów, by wybierać tą trasę.

Tak właśnie było dzisiaj.

Pracowała dla komendy policji, oficjalnie jako funkcjonariusz z drogówki, nieco mniej oficjalnie jako prywatny detektyw. Naturalnie prawdę znał każdy, a parkometry należały do jej obowiązków jedynie na papierze.

Raz na jakiś czas pokazywano ją w telewizji, zazwyczaj przedstawiano ją wtedy jako przypadkowego świadka albo uczestnika wydarzeń. Plotki krążyły po mieście i prawda powoli zdobywała serca mieszkańców.

Stacy nie czuła się żadną gwiazdą, mimo że sporadycznie tak ją traktowano. Zawsze kiedy pokazywała się publicznie otaczał ją wianuszek gapiów. Zachowanie tych ludzi usprawiedliwiał fakt, że w ich mieście niewiele się działo.

Dzień minął jej szybko, ale to nic dziwnego, gdy sprawa zmierza ku końcowi. Jadąc tą drogą przypominała sobie poszczególne fakty, które umożliwiły jej poznanie ponurej historii braci Collins.

Coś dzięki niej zrozumiała - nigdy nie należy lekceważyć swoich przeczuć.

Dlatego też jako pierwsza miała okazję znaleźć tamto ciało...

PoetaCerita yang bikin terobses. Temukan sekarang