Loczek Blond

215 27 9
                                        


Saciowi, któremu w imieniu rodzinnej tradycji coś pociekło.

˶Nic tak odżywczo nie działa na mężczyznę, jak o wiele młodszy kochanek...", przeczytał komentarz jednego ze swoich znajomych. Roześmiał się. Chichotał, aż rozbolał go brzuch i spadł z krzesła, o mało co nie zahaczając szczęką o blat biurka. Młodszy kochanek ma zbawienny wpływ, oczywiście. Ile razy doświadczenie zadawało kłam takiemu stwierdzeniu? Wiele, zbyt wiele. Zdecydowanie zbyt wiele.

Pozbierał się z podłogi i strząsnął z rękawa niewidzialny pył. Spojrzał jeszcze raz na rozwijającą się pod postem znajomego dyskusję, po czym machnął ręką. Powinien pisać, a zajmował się pierdołami. Wkurzał nieznane sobie osoby, przyznawał im łapki w górę, polemizował, wirtualnie głaskał po łebku i łechtał ego. Z perspektywy fotela był bogiem, trollem, oratorem... Ale nie chciało mu się już tłumaczyć innemu, że dla faceta po czterdziestce zadawanie się z o wiele młodszym mężczyzną nie jest niczym dobrym. Owszem, może wprowadzić do życia trochę powiewu świeżości, ale zwietrzała kawa nawet z dopiero co otwartym mlekiem nie będzie smakowała tak jak powinna. Prędzej czy później odbije się kwasem - zupełnie jak w przypadku Łukasza, studenta informatyki, z którym romansował przez krótki czas w zeszłym roku. Było fajnie: słodkie słówka, wspólne wyjazdy, wyjścia do knajp na imprezy, a potem dziki seks na małżeńskich łóżkach w hotelach, hostelach i w mieszkaniu Andrzeja. Dojrzały mężczyzna sądził, że będzie spijał z ukochanego energię młodości, niczym wampir z tworzonych przez niego opowieści. Ale nie wyszło, odbiło się czosnkiem, a młodzieniec zapragnął ziemi w mieście rodzinnym i tyle go widzieli. Nawet kartki nie przysłał.

Pstryknął włącznik lampy. Blade światło rozlało się po pokoju, ukazując stare, drewniane szafy i ogromne łóżko, nad którym wisiał ogromny plakat z Panzerkampfwagenem V Panther, jego ulubionym wytworem niemieckiej myśli technologicznej. Powiesił go w gniewnych latach, zanim jeszcze popełnił największy błąd swojego życia - ten pierwszy. Gdy był o wiele młodszy, ożenił się z koleżanką z klasy. Jego niekoniecznie pociągały dziewczyny, ale rodzice naciskali na spłodzenie wnucząt, a Anka akurat nie miała chłopaka. Co tu się dziwić, nikomu nie wydawała się za specjalnie urodziwa. Machnął jednak z nią córkę, małą i pyskatą Kamilę, co weszła właśnie w wiek dojrzewania i z pewnością krnąbrność odziedziczyła po ojcu. Małżeństwo z rozsądku zawsze postrzegał jako najgorszy występek życia. Po nim przyszły następne: romanse i przygody, co miały przerodzić się w coś dłuższego, ale nowopoznani chłopcy lecieli na jego sławę pisarza jak ćmy do ognia, a potem nie potrafili z nim wytrzymać. Humory, czasem tygodnie milczenia, nadpobudliwość, nerwy przy zbliżającym się terminie. Nie umieli przetrwać tego wszystkiego, po prostu zacisnąć zęby, przeczekać i myśleć o Anglii. Nie potrafił i on. Brzydził się postawą przypadkowych kochanków, miał serdecznie dosyć pytań o wysokość honorariów za książki, czy propozycji wspólnego mieszkania. Bo czemu tylko on miał coś dawać? Bo był starszy i miały go pociągać jędrne tyłki? Kusiłoby się w taki wgryźć, ale Andrzej był świadom, że znowu by mu się czkało.

Przeciągnął się, pozbierał kubki po herbacie, w których zaschły fusy i skierował się do kuchni. Mieszkał sam, więc do niego należało sprzątanie, gotowanie i pranie. Jakoś szczególnie nie przepadał za obowiązkami domowymi, ale mówi się trudno. Odkąd przyłapał "poleconą przez znajomych" gosposię na wynoszeniu książek i cennych pamiątek, jakoś nie potrafił się przełamać, by wpuścić za próg swej twierdzy kogokolwiek obcego. W sumie nie wpuszczał praktycznie nikogo. Romantyczne porywy miał już za sobą, z jednorazowymi kochankami spotykał się na neutralnym gruncie, a była żona nie narzucała się ze swoją obecnością. Dzwoniła tylko kilka razy w roku: na święta, w urodziny, czy tydzień po premierze najnowszej książki, by podzielić się wrażeniami. Co innego córka. Kamila pojawiała się na jego progu regularnie. Gdy nie otwierał jej drzwi, kopała w nie ciężkimi buciorami, uderzała w drewno ćwiekowanymi bransoletami i wykrzykiwała, że doskonale wie, że jej tatinek jest w mieszkaniu. Za dzwonek robiły jej płuca, co Matka Natura hojnie podarowała. Na szczęście młoda omijała wtedy wstydliwe szczegóły - jak chociażby romans dojrzałego pisarza ze świeżo upieczonym maturzystą, chłopakiem starszym o rok od jego własnej potomkini. Ten wątek na szczęście sam się szybko wykreślił.

Loczek blondWhere stories live. Discover now