Co słyszą kościelne mury, kiedy echem odbijają kroki pięknych pań o długich szyjach przystrojonych sznurami najwspanialszych pereł? Ich wysokie buty, które przez cały tydzień spoczywają na dnie mahoniowej szafy, aby założyć je dopiero w najdostojniejszą godzinę niedzielnego popołudnia, stukoczą dostojnie roznosząc się po wszystkich nawach. Co widzą obrazy, kiedy eleganccy mężczyźni klękają pokornie u boku swoich partnerek i usłużnie pochylają głowy? Kosztowne zegarki zdobiące ich przeguby rozbrzmiewają niecierpliwie dając do zrozumienia, jak bardzo nienawidzą czekać. Co czują monumentalne, marmurowe postaci, które utkwiwszy puste oczy w martwym punkcie, usilnie starają się dojrzeć choćby najmniejszy element, wychodzący poza obszar piedestału skutecznie ograniczającego pole ich widzenia? Gęsty dym unoszący się z dziesiątek kadzideł otula je szukając dogodnego miejsca, aby przedostać się do ich wnętrza i samym swoim zapachem zmącić ich umysły. Nie może być jednak świadomy, że te wspaniałe posągi mają w rzeczywistości kamienne myśli i skamieniałe serca. Co szepczą kościelne witraże, kiedy narzucają wpadającemu przez wnęki światłu jakie powinno być i otula nim każdy element gładkiej i zimnej posadzki, który nie skrywa się w zachłannym cieniu kolumn otaczających groteskowe ambony? Nie ukryją się przed zafascynowanymi spojrzeniami rzucanymi niby to ukradkiem spod rond bogato strojonych kapeluszy. Zawsze, choćby i nawet były niewinne, będą budziły zawiść, a ich barwne szaty będą uruchamiały w swoich obserwatorach mechanizmy kalkulacji. One same nie wiedzą, ile są warte.
Środkowy, najbardziej okazały portal katedry doskonale pamiętał jeszcze czasy, kiedy nad rzeźbionymi wrotami ziała pustka. Wrażenie na przechodniach wywierała jednak nie jej nieprzenikniona czerń, a monstrualne rozmiary. Nie można jej było ogarnąć całkowicie wzrokiem, dopóki nie oddaliło się od wejścia na odpowiednią odległość. Miasto od dobrych kilku godzin pogrążone było w głębokim śnie. Panującej w nim ciszy nie zakłócało nawet miejskie ptactwo, które zazwyczaj czerpały przyjemność z ubarwiania świata swoimi chóralnymi występami. Mimo że noc zbliżała się już ku końcowi, wciąż było zimno. Gęste obłoki białej mgły sunęły leniwie nad ziemią pomiędzy drzewami urozmaicającymi katedralny plac. Sprawiały wrażenie przekonanej o własnej trwałości, zupełnie jakby nawet nie starały się podnieść toru swojego lotu lub jakby nie miały nic przeciwko nieustannemu napieraniu na nieustępliwe drzewa. W chwili takiej jak ta każdemu po głowie chodziłaby wyłącznie myśl o tym, jakie miało się szczęście, że nie trzeba było jeszcze wstawać z ciepłego łóżka. Przynajmniej każdemu, kto nie siedział właśnie kolejnej już godziny w ciasnym powozie, zmuszony do rozmowy z nudnym woźnicą. Laurenty westchnął cierpiętniczo i z miną godną skazańca i uparcie wlepił wzrok w widok sunący za oknem powozu. Miał pecha. Stary August trzymający w żelaznym uścisku lejce, uwielbiał wręcz niekończące się rozmowy mimo faktu, że był głuchy jak pień. Zdążył się więc przyzwyczaić do głośnego monologowania. Nie zważał na próby odpowiedzi na swoje zaczepki. Po co miałby to robić, skoro i tak nie usłyszy udzielonej mu odpowiedzi? Jej brak był dla niego z kolei oznaką przyzwolenia na dalszy wywód, więc mimo swoich usilnych starań, Laurenty nie mógł dać mu do zrozumienia, jak bardzo jest dla niego irytujący, chociaż zawzięcie starał się nie zwracać na niego uwagi. Powozjer postanowił kontynuować swoją tyradę na temat niesprawiedliwości działania systemu podatkowego. Dodatkowym powodem przemawiającym za chwilowym wyłączeniem świadomości było to, że młode uszy z tytułem poprzedzającym nazwisko, nie nawykłe do takiego słownictwa, dosłownie więdły w starciu z tego typu inwektywami. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby Laurenty tak żałował pozostawienia wszystkich swoich książek o złoconych brzegach w skórzanej walizce przytwierdzonej obecnie do dachu dorożki, a warto zaznaczyć, że z wszelkiego typu literaturą było mu nie po drodze. Myślał jednak, że może gdyby August odwrócił się na chwilę w jego stronę i ujrzał chlebodawcę pogrążonego w lekturze, zrozumiałby, że jego gadatliwość jest w tym przypadku niemile widziana. Gdyby to zależało od Laurentego, August prawdopodobnie już dawno szukałby nowej posady. Niestety nie zależało. Mężczyzna był ulubionym podwładnym pani hrabiny, więc nawet fakt bycia jej synem nie przekonałby jej do zwolnienia mężczyzny.
YOU ARE READING
Co szepczą kościelne witraże?
Short Story"Wciąż nie wiadomo, co słyszą kościelne mury. Dalej tajemnicą jest, co widzą obrazy. Nigdy pewnie nie uda się odkryć, jakie uczucia towarzyszą marmurowym posągom. Wcale nie jest jednak zagadką, co szepczą kościelne witraże. Witraże proszą o ciszę...
