Prolog

191 45 91
                                        

Schowała dłonie głębiej do kieszenie szarej bluzy, która okazała się być zbyt cienka na tak poważną wyprawę. Na całym ciele mogła już odczuć dokuczliwy chłód, przenikający nawet jej nieświadomą zagrożenia duszę. Ostrożnie stawiała kroki, chcąc uniknąć jakiegokolwiek hałasu. Mijało się to jednak z celem, gdyż ostatni deszcz spadł w okolicach lasu prawie miesiąc temu i wszystko było wysuszone na wiór.
Niespodziewanie, ciszę przerwał głośny trzask gałęzi, który sprawił, że serce na moment przestało pompować krew. Prawą dłoń przyłożyła do klatki piersiowej, aby zobaczyć, czy mięsień na nowo zaczął pracować, choć zrobiła to bardziej z przyzwyczajenia niż z obawy o życie. Zadrżała na całym ciele, tym samym otrząsając się ze strachu i negatywnych myśli.

Kilkugodzinne poszukiwania nie dawały jak na razie żadnych pozytywnych efektów, ale obiecała sobie, że nie spocznie, dopóki nie znajdzie babci.

Przypomniała sobie niepokój, jaki towarzyszył jej, kiedy szła do domu. W momencie, gdy dostrzegła przez okno, że wszystkie meble były poprzewracane, uczucie nasiliło się jeszcze bardziej. Ulubiony fotel babci miał na sobie liczne zadrapania i ślady walki. Musiała się przyjrzeć, aby sprawdzić, czy kwiatowy wzór nie został ozdobiony przez krwiste cętki. Całe wnętrze nie przypominało już bezpiecznej przystani, oazy zaufania, tylko ciemną norę pełną tajemnic.

Na wspomnienie zniszczonego domu babci i potwierdzenia się jej obaw obraz przed oczami dziewczyny pociemniał, a wszystko zaszło niepokojącą czerwienią.

Gdybym została z nią wtedy, gdybym przyszła godzinę wcześniej, może nic by się nie stało?

Wokół roztaczała się jedynie metaliczna woń krwi, w ustach również poczuła ten charakterystyczny smak. Przez moment miała wrażenie, jakby tonęła w lepkiej i gęstej substancji. Zacisnęła mocno powieki, wmówiła sobie, że to tylko złudzenie. Kiedy otworzyła oczy, dostrzegła jedynie kolorowe plamki na tle ciemnych drzew.

– Wszystko będzie dobrze. – Przekonywała samą siebie.

Wbiła paznokcie w pobladłą skórę na nadgarstku, chcąc się tylko uszczypnąć. Pragnęła, aby całe to szaleństwo okazało się snem, wytworem jej wyobraźni. Była wariatką, jeśli sądziła, że uda jej się cokolwiek wskórać.
Była tak zmęczona, że poczuła ból dopiero w chwili, kiedy ciało ustąpiło w walce i delikatnie pękło.
Przyłożyła wtedy dłoń do ust i z niemałym obrzydzeniem zaczęła zlizywać krew z rany. Językiem wybadała rozcięcie i skupiła się na nim, próbując zatamować krwawienie, niestety, z odwrotnym efektem.

Po chwili jej źrenice powiększyły się jeszcze mocniej niż dotychczas, prawie całkiem zasłaniając zielone tęczówki. Kąciki białek zaszły delikatnie szkarłatną barwą, a o skórę nadgarstka zaczęły ocierać się ostre kły dziewczyny. Momentalnie oderwała się od czynności, postanowiła, że najlepiej będzie, jeśli pozwoli ranie zaschnąć swoim własnym tempem. Naciągnęła kaptur jeszcze mocniej na głowę, próbując ukryć coraz bardziej zmieniające się uszy.

Cały czas szła wydeptanymi ścieżkami, żeby nie zgubić się do końca pomiędzy drzewami, ale orientację straciła już dawno temu. Tak samo jak światło do poszukiwań, gdyż słońce zaszło co najmniej dwie godziny wcześniej.

Jedynym tropem był zapach jej babci oraz jakiegoś dzikiego kota lub wilka, co wywnioskowała po zniszczeniach w domu. Podążała tym tropem, ale z upływem czasu stawał się on coraz trudniejszy do zidentyfikowania.
Na domiar złego nędzne promienie padające z księżyca ledwo przedostawały się przez kopułę gęstych liści. Musiała zdać się na słuch i resztki zapachu. Po małej dawce krwi wszystkie jej zmysły się wyostrzyły, więc zebrała się w sobie i skupiła na zadaniu.

Dopiero wtedy usłyszała, jak głośno skrzypiał piach pod jej butami, a liście szumiały, jakby chciały przekazać dziewczynie zaszyfrowaną wiadomość. Wszystko nabrało żywszych kolorów, więc zaczęła iść szybciej. Nagle jakiś biały kształt przebiegł przez ścieżkę, którą szła. Podążyła za zwierzęciem wzrokiem i pochyliła się odrobinę do przodu. Poczuła jak skóra na jej dłoniach twardnieje, a paznokcie wydłużają się i chowają w łapach podobnych do psich. Nim zaszły jakiekolwiek inne zmiany ruszyła w pogoń za gryzoniem.
Podczas krótkiego sprintu przemieniła się do końca, ale przez adrenalinę nawet nie poczuła bólu. Wilczą łapą przyszpiliła do ziemi ogon myszy, obserwując jej bezsensowną szarpaninę. Uśmiechnęła się w duchu, instynkt zapanował nad ciałem oraz umysłem dziewczyny. Okrucieństwo wobec bezbronnego ssaka sprawiało jej radość i złapała ją bardziej dla rozrywki niż posiłku. Oblizując kły, zbliżyła łeb do malutkiego ciałka, wtedy też do uszu zmiennokształtnej dotarło szaleńcze bicie serca jej kolacji. Trąciła nosem białe futerko, które sekundę później zaszło czerwoną barwą, by po chwili w całości zniknąć w przełyku dziewczyny.

Ruszyła dalej na poszukiwania babci, machając radośnie ogonem, szukała przy okazji kolejnej małej ofiary. Stan błogiej radości przerwał jej jakiś kształt, znajdujący się  przed nią. Kilka metrów od niej stało szare zwierzę. Blask księżyca odbijał się w żółtych tęczówkach, które były wpatrzone prosto w nią. Stanęła jak wryta, obserwując wilka.
Warknął cicho i ruszył wyzywająco w jej stronę. Włóczył powoli łapami, odgarniając ściółkę na boki. Drzewa zaskrzypiały ostrzegawczo. Istota obnażyła ostre jak brzytwa zęby i przygotowała się do skoku. Zdezorientowana, nie wiedziała, jak zareagować, więc wpatrywała się w ruchy przeciwnika, który nieubłaganie zbliżał się w jej kierunku.

•|•|•

Taka zapowiedź nowego opowiadania. Tak, to jest ta wielka niespodzianka, którą szykowałam. Wiem, że początek nie jest niesamowity, ale będę nad nim pracować. Co myślicie?

Cisza i KrzykWhere stories live. Discover now