Miała na imię Rozalie, była dość nie typową i wyjątkowa osobą, lecz z bliska nie widoczną. Nie przeszkadzało jej to, przyzwyczaiła się do bycia wiecznie w cieniu innych. Chciała tylko w spokoju skończyć studia, jednak coś jej to przeszkodziło, a raczej ktoś...
~Przepraszam Rozalie, to wszystko moja wina – szlochał – gdybym mógł, cofnął bym czas i zapobiegł temu, przepraszam...
/2 miesiące wcześniej/
Jak miała to w zwyczaju Rozalie szła zawsze po szkole do pobliskiego parku. Wpatrywała się w niebo z głową w chmurach, idąc po prostu przed siebie słonecznymi alejami parku. Nagle poczuła, że traci grunt pod nogami, podchnęła się o konar drzewa. Od niespodziewanego i namiętnego pocałunku z zimnym chodnikiem uratowała ją czyjaś silna ręka, która chwyciła ją i przyciągnęła do siebie uniemożliwiając jej upadek.
-Wszystko w porządku? – usłyszała przyjemny męski głos. Spojrzała na swojego wybawiciela i pogromcę brudnego chodnika. Był to dobrze zbudowany blondyn o intensywnie zielonych oczach.
-T-tak – odpowiedziała, lekko się jąkając.
-Jak ma na imię ta otóż piękność? – spytał zielonooki, lustrując ją swoim przykuwającym wzrokiem. Miała zwiewną białą sukienkę i tego samego koloru luźne vansy, a jej ciemne, długie włosy delikatnie opadały na plecy dziewczyny, wplątując się w silne ramiona blondyna.
-Rozalie, a ty? – spytała nieśmiało.
-Ładne imię, Jestem Roger, miło mi – posłał jej najszczerszy uśmiech.
-Dasz się zaprosić na lody? – zapytał chłopak z nadzieją, odstawiając dziewczynę na ziemię.
-No dobrze, w końcu jestem ci to winna – uśmiechnęła się delikatnie, co blondyn odwzajemnił.
Razem spędzili wspaniale wypad na słodki, zimny deser. Czuła, że może mu zaufać, że tylko on ją rozumie. Tak właśnie powstała ich przyjaźń. Byli dla siebie oparciem i pocieszeniem. Byli najlepszymi przyjaciółmi, lecz jak każdy wie, z przyjaźnią damsko męską jest tak, że nie może ona długo przetrwać, w końcu jedna osoba poczuje coś więcej do tej drugiej. Tak właśnie stało się u Rogera. Zaczął patrzeć na Rozalie trochę inaczej niż do tych czas na przyjaciółkę, zakochał się. Pewnego dnia wyznał jej swoje uczucia. Dziewczyna nie była co do tego pewna, bo nigdy tak właściwie nie myślała nad dłuższym związkiem, lecz zgodziła się na jego wyznanie i otworzyła mu część jej serca. Nie minął miesiąc, a zaczęły się pierwsze kłótnie. Rozalie płakała, czasem żałowała, że mu zaufała, lecz kochała go, tak jak on ją kochał. Wybrała się więc pewnego dnia na spacer do tego samego parku, w którym się poznali, chciała pomyśleć, a tam czuła się najlepiej. Już miała wejść, poczuć zapach liści, przyjemnego wiatru i jesieni, gdy nagle w oddali zauważyła znajomą jej sylwetkę. Podeszła bliżej, lecz na bezpieczną odległość. Jej ręce opadły, nie czuła gruntu pod nogami, serce pękło jej na milion drobnych kawałeczków. Ten widok zniszczył ją od środka. Przed oczami miała postać jej chłopaka i wysokiej blondynki razem, całujących się. Z trudem powstrzymywała się od wkroczenia tam. Nie mogła się pozbierać. Z jej oczu zaczęła płynąć rzeka łez, a jej ciało bezczynnie stało w miejscu. Zaczęła biec przed siebie, nie wiedziała gdzie, po prostu biegła, jak najdalej stąd. Chciała uciec od tego wszystkiego. Nie mogła uwierzyć w to co się właśnie stało. Łzy zasłaniały jej widoczność. Z daleka usłyszała szybkie kroki Rogera i krzyki by poczekała, ale ona nie zamierzała się zatrzymywać, wręcz odwrotnie – przyspieszyła. Obraz przed oczami jej się rozmazywał, od ciągle przybywającej ilości łez.
-Rozalie stój! – usłyszała jeszcze, gdy poczuła na swoim ciele mocne uderzenie i silny podmuch wiatru. Wpadła pod samochód. Przerażony Roger podbiegł do niej, trzymając jej drobne ciało w rekach.
-Rozalie nie odchodź, kocham cię... kocham cię tak bardzo, że to aż boli, proszę zostań, zrobię wszystko, tylko się obudź... - po jego twarzy zaczęły spływać gorzkie łzy.
-Kocham cię – wydusiła ostatkami sił, po czym zamknęła swoje piękne brązowe oczy. Przytulił ją ten ostatni raz. Cierpiał, ale wiedział, że nie może stchórzyć i musi z tym żyć. Żyć z myślą, że jej już przy nim nie ma.
Na pogrzebie Rozalie nie ukrywał łez i bólu. Patrzył na jej śpiące ciało. Dla niego nadal była jego aniołkiem. Jego oczkiem w głowie, którego co nocy spotykał w swoich snach.
-Przepraszam Rozalie, to wszystko moja wina – szlochał – Gdybym mógł, cofnął bym czas i zapobiegł temu, przepraszam... - włożył do jej trumny różę, którą jej kiedyś dał, a którą ona tak bardzo uwielbiała. Ostatni raz spojrzał na jej martwe ciało, po czym w żalu i pustce w sercu odszedł z myślą, że już nigdy nie będzie tak samo.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pierwszy one shot na moim profilu. Nie wiem czy się podoba czy nie, ale jeżeli już tu jesteście i to czytacie, to zostawcie po sobie znak. Byłoby mi miło. ;)
~Kelliska ♥
YOU ARE READING
"One step" [One shot]
Short Story-Czemu płaczesz? -Popełniłem największy błąd mojego życia. -Jaki? -Skrzywdziłem dziewczynę, która oddałaby za mnie życie. -I co? -I oddała. /ONE SHOT/ ~Uczestnik konkursu skrzydlate słowa~ #767 w OPOWIADANIE
!["One step" [One shot]](https://img.wattpad.com/cover/109904414-64-k339851.jpg)