Od tysięcy lat istoty takie jak ja przemierzają cały świat, tworzą rodziny i żyją normalnym życiem. Mój ród, a raczej rody zamieszkują cały świat. Mijasz nas każdego dnia nawet o tym nie wiedząc. Jesteśmy do was podobni, pewnie dlatego patrzysz na mnie jak na normalną dziewczynę, gdy mijasz mnie w kolejce po bilet na pociąg. Moi rodzice pochodzą z nienawidzących się rodzin, byli całkowitymi przeciwieństwami. Moja matka jest częścią rodu σκιά (cień), ma na imię Nyks na cześć bogini nocy i tak też wyglądała. Czarne długie włosy, oczy w kolorze popiołu. Była piękna i niebezpieczna. Mogła mieć dla siebie cały świat, stanowić własne prawo i królować nad mrokiem... nie doceniła swojej mocy. Zakochała się w synu φως (światło), to prawda był przystojny jak sam bóg, którego imię nosił. Apollo urzekł ją swoim śpiewem i życiem w świetle. Co noc przychodziła patrzeć jak zadowolony z życia siedzi przy ognisku, śpiewając o zwycięstwach własnego rodu. Poznali się przypadkowo, w najgłupszy sposób z możliwych. Tego samego wieczoru poszli oglądać zachód słońca, opowiadali, że była to miłość od pierwszego wejrzenia i od razu zapomnieli o całym świecie. Oczywiście było małe zwarcie spowodowane pochodzeniem, ale to ich nie zniechęciło, byli dla siebie stworzeni. Nieszczęśliwi kochankowie. Później urodziłam się ja, cudowne dziecko brzasku i świtu... tak myśleli do momentu, w którym nie otworzyłam oczu. Porcelanowa cera i prawie białe włosy miały się nijak do czarnych jak węgiel oczu. Wiedzieli, że mogę być cieniem, ale mama zawsze powtarzała, że gdy tylko w swoim życiu odnajdziesz światło mrok przestaje istnieć. Tak było z nią, ale ja, jako hybryda, byłam czymś więcej. Wiesz, czym jest pojęcie dobra i zła? Byłam definicją obu tych słów.
Mam na imię Eos po greckiej bogini zorzy polarnej, brzasku i świtu. Posiadam zaledwie 18 wiosen. Od samego początku miałam być zrodzona ze światła, pewnie, dlatego byłam dla moich rodziców takim rozczarowaniem. Mogli oszukiwać wszystkich, a w tym mnie, ale od dnia moich narodzin wiedzieli, że jeśli ktoś kiedykolwiek będzie panował nad mrokiem i zniewoli ród światła, to będę to ja. Córka słońca i nocy. Hybryda mroku i światła. Posłanka cieni i władczyni promieni. Całe dobro i zło tego wszechświata w jednym. Istnienie tej planety zależało ode mnie, mojej decyzji i tego czy spotkam kogoś, kto pomoże mi wybrać...
*
Gdy na zegarze wybiła godzina dwunasta, wyślizgnęłam się po cichu z łóżka zakładając na nogi znoszone trampki. Przewiesiłam przez ramię worek ze szkicownikami i wymknęłam się przez okno mojego pokoju, które prowadziło na podwórko. Odkąd tylko pamiętam to mój codzienny rytuał. Wychodzić w nocy i wracać dopiero, gdy wzejdzie słońce. Przemierzałam miasto, które od paru godzin było skąpane w zupełnej ciszy, wędrowałam jak cień, by nikt nie mógł mnie zobaczyć. Kiedy w końcu udało mi się dojść do starej wieży na skraju miasta, usłyszałam pisk dziewczyny. Wtuliłam się w mrok i obserwowałam całe zdarzenie z daleka. Grupka dzieciaków z mojej szkoły urządziła sobie imprezę pod moją wieżą. Uśmiechnęłam się do siebie odkładając worek. Pstryknęłam palcami, a wszystkie światła, które pozwalały im się widzieć zgasły. Rozległy się głośne piski i śmiechy, ale dla mnie było to za mało. Spojrzałam się na niebo, które dzisiejszej nocy zdobił piękny księżyc...
- Zmień swą barwę przyjacielu - wyszeptałam.
Już po chwili jedyną rzeczą, która rzucała jakiekolwiek światło była wielka czerwona kula, która swoim blaskiem wprowadzała nastrój wprost z horroru. Śmiechy ucichły, a zamiast nich pojawiły się pełne przerażenia szepty.
- Zaczyna się tu robić strasznie, wracajmy do domu.
Powiedziała jedna dziewczyna lecz reszta wyśmiała jej pomysł. Wciąż im za mało.. Zapalili ponownie świece i pogrążyli w dalszych rozmowach.
CZYTASZ
Cień. W pogoni za mrokiem
FantasyGdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od mojego domu, spojrzałam w jego oczy i w nich utonęłam. Były moją ciemną otchłanią, z której nie było drogi ucieczki. Jednak jego ręce, pełne blizn i szram były latarnią morską, która pozwalała mi wraca...
