one

94 4 0
                                        

-Irma! Wstawaj bo się spóźnisz!- gdy tylko usłyszałam krzyk mamy wyleciałam z pokoju jak oparzona, nawet nie patrząc na zegarek. Pognałam do łazienki i pobijając swój rekord wykonałam poranną toaletę. Wciągając na siebie modne spodnie oraz przyległą bluzkę, związywałam włosy oraz dopakowywałam wszystko co potrzebuje do kufra. Gdy już skończyłam, miałam biec na dół, gdy nagle usłyszałam swój budzik. Spojrzałam na zegarek i z wściekłością walnęłam w niego. 

-Mamo, jak mogłaś mi to zrobić?- powiedziałam z wyrzutem dopinając pasek od spodni. Usiadłam na krześle w kuchni i spojrzałam się na swoją rodzicielkę. Byłyśmy bardzo podobne do siebie, miały ten sam kolor oczu, włosów, podobną budowę twarzy oraz ciała. 

-Nie chciałam, żebyś się spóźniła.- wzruszyła ramionami, kładąc przede mną wielki kubek z herbatą. Mruknęłam ciche 'dziękuję', po czym wstałam i zaczęłam szykować sobie śniadanie. 

-A ty co taka nie w humorze?- zapytał tata wchodząc do pomieszczenia. Byłam przeciwieństwem mojego ojca. Tak jak on był wysoki, ja mierzyłam jedynie metr sześćdziesiąt, tak jak on miał brązowe kręcone włosy, ja miałam rude, proste jak struna. 

-Jedzie do szkoły, jaki ma mieć humor?- zapytała retorycznie mama, na co zachichotałam cicho. 

-Mama mnie obudziła, przed budzikiem krzycząc, że się spóźnię do szkoły. 

-Stąpasz po cienkim lodzie Janet. Nie wiesz, że naszej małej wilczycy nie budzi się przed budzikiem?

-Właśnie, jeśli o wilkach mowa. Spotkałam się z dyrektorem Dippetem i powiedziałam mu o naszej przypadłości. Powiedział iż zapewni ci odpowiedni nadzór podczas pełni, tylko zgłoś się do niego po uczcie powitalnej.- skinęłam tylko głową na słowa mamy i w ciszy dokończyłam swoje śniadanie. 

Moja rodzina wiele pokoleń przede mną została przeklęta przez czarownice. Mój dawny przodek Alexander Mallory, zawarł pakt z jedną z czarownic, która była fanatyczką. Kolejne pokolenia nazywały ten pakt "zażyłość z diabłem", gdyż sam Alexander opisywał ją w swoim dzienniku mianem "diablicy". Nikt tak właściwie nie poznał jej imienia, ale kobieta była uważana za chorą psychicznie, a wiedza jaką dysponowała była wręcz niebezpieczna. Wiele znajomych Alexa ostrzegało go przed nią, jak się okazało słusznie, gdyż Diablica uśpiła Malloriego i rzuciła klątwę likantropii na cały ród Mallory. I tak od dekad, o ile nie wieków, następne pokolenia raz w miesiącu, zmieniały się w krwiożercze bestie. Dopóki nie nauczyli się kontrolować, stając się jednym z silniejszych rodów w całym magicznym świecie. Diablica chciała, zniszczyć cały ród czarodziei, a wszystko wyszło na odwrót, ponieważ trzymamy się swoich do dzisiaj, a każda pełnia zamiast oddalać nas od siebie tylko nas zbliża. 

Cóż, jeśli chodzi o mnie, to podczas pierwszego roku nauki w Hogwarcie popełniłam parę błędów podczas pełni i musiałam uczyć się w domu, przez kolejne pięć lat. Teraz wracam na stare śmieci, szósty rok w Hogwarcie miał być o niebo lepszy od pierwszego. Przynajmniej taką miałam nadzieję. Ze znajomymi utrzymywałam dosyć bliski kontakt. Wakacje zawsze spędzaliśmy razem, tak samo jak przerwę świąteczną, a w ciągu roku często widywaliśmy się w Hogsmeade, lub wysyłaliśmy listy. Zawsze czułam się delikatnie wykluczona, ale po niecałych pięciu latach zdążyłam się przyzwyczaić. 

-No to chyba czas się zbierać, co?- zapytał tata. Otrząsnęłam się szybko i dopiłam herbatę orientując się, że jest wpół do jedenastej.

-Pewnie, lecę tylko po kufer i jestem gotowa.- powiedziałam wkładając do zlewu kubek oraz talerz po kanapce. 




Poprawiłam czarną czapkę, po czym ruszyłam do Hogwart Ekspresu szukając przedziału, w którym mieli znajdować się moi przyjaciele. Właściwie to tylko część ich, ponieważ obiecałam chłopakom, że to z nimi spędzę swoją drugą podróż do szkoły. Słysząc śmiech Remusa, szeroko się uśmiechnęłam, ponieważ wiedziałam iż jestem już blisko huncwotów. Nagle ktoś na mnie wpadł, przez co poleciałam w bok i odbiłam się od ściany wpadając do jednego z przedziałów. Gdy zobaczyłam twarz Petera, pochylającego się nade mną nie mogłam powstrzymać lekkiego parsknięcia śmiechem. 

-No to było spektakularne wejście.- przyznałam, po czym poczułam jak ktoś mnie podnosi w górę. Widząc Lupina rzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam do siebie. Oddał uścisk, a następnie przywitałam się z Jamesem, Syriuszem oraz Peterem. 

-Nie wierze, że teraz faktycznie będziesz z nami w szkole!- wykrzyknął James rzucając się na miejsce koło mnie. 

-I będziesz mogła zobaczyć wszystkie żarty na żywo, a nie z opowiadań.- powiedział Syriusz siadając z drugiej strony. Obaj objęli mnie ramionami, na co głośno się zaśmiałam. 

-Spokojnie na wszystko mamy czas, mogłabym chociaż wpakować swój kufer do przedziału?- zapytałam, patrząc się na czarny kufer, który Remus właśnie podnosił. 

-Wpadłem na ciebie, to przynajmniej tak ci pomogę.- powiedział. 

-Przecież wiesz, że nic się takiego nie stało. 

Gdy Lunatyk włożył kufer na półkę nad nami do przedziału wparowała Lily oraz Dorcas, które zapiszczały tak głośno, że aż się skrzywiłam. 

-NASZA IRMINA!- krzyknęły synchronicznie, a gdy wstałam aby je przywitać zostałam dosłownie przez moje przyjaciółki przygnieciona. Pewnie przewróciłabym się do tyłu, gdyby nie to iż za mną był mały stolik o który mogłam się oprzeć. 

-Hej, dziewczyny wasza Irmina się dusi.- powiedziałam udając, że faktycznie się duszę aby mnie puściły. 

-Cześć Lily!- powiedział wesoło Potter. Spojrzałam się na niego krzywo, ponieważ tak jakby zapomniał o tym iż Dora stoi koło Evans. 

-Tak, cześć James.-odpowiedziała zaczerwieniona Lily... Dlaczego nie jestem wtajemniczona w tym temacie? Spojrzałam się z wyrzutem na Syriusza, Remusa i Petera, ponieważ nic mi o nich nie powiedzieli. 

-Hej James, ciebie też miło widzieć.- powiedziała sarkastycznie Dorcas, na co Potter delikatnie oprzytomniał. 

-Dziewczyny, może chcecie jechać z nami w przedziale?- zapytał Syriusz patrząc się wymownie na Jamesa. Zaśmiałam się cicho, ale Lily oraz Dora zgodziły się. Jestem ciekawa jak się tutaj pomieścimy. Evans usiadła koło rogacza, a Meadowes obok łapy. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym, jak fajnie by było gdyby tworzyli oni pary. Bez zastanowienia usiadłam pomiędzy Lunatykiem a Glizdogonem i zanuciłam cicho "love is in the air",  a Lupin mi zawtórował, 

-Remus idziemy poszukać pani z wózkiem?- zapytałam równie cicho, aby nie przeszkadzać tej czwórce w rozmowie. 

-Tak, pewnie, a ty Peter?- spojrzeliśmy się na Glizdogona, który smacznie spał, więc wyszliśmy sami. 

-Teraz tak na serio, jestem gotowa nauczyć cię samokontroli, podczas pełni.

draconowissij x

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Apr 21, 2019 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

sweeter than honey (era huncwotów)Stories to obsess over. Discover now