Krótka historyjka o jeździectwie ||one shot||

110 17 10
                                        

Opowiem wam prostą historię, która ma w sobie ziarnko prawdy... a może nawet więcej niż ziarnko...

***

Opowiada ona o dwóch dziewczynach, najlepszych przyjaciółkach. Nazywały się Ala i Ola. Chodziły do tej samej szkoły i miały całkiem dobre oceny. Ala pochodziła z trochę zamożniejszej rodziny, ale Ola też nie była na skraju biedy.
Pewnego dnia postanowiły zacząć uprawiać jakiś sport razem. Myślały długo i w końcu zdecydowały się na jeździectwo. Obydwie lubiły zwierzęta i sport, więc połączenie idealne, prawda?
Udały się razem do stajni, która znajdowała się blisko ich szkoły. Instruktor zgodził się prowadzić im jazdy i przedstawił konie dostępne do wypożyczenia. Ola z zachwytem patrzyła na piękne zwierzęta i po dłuższym zastanowieniu wybrała niczym nie wyróżniającego się gniadosza. Był do przeciętny koń w sile wieku.
Ala natomiast, machnęła ręką na resztę wierzchowców. Dla takiej zawodniczki z niebywałym talentem? Phi. Te szkapy przecież się pod nią zarwą. Co z tego, że nigdy nie siedziała na koniu? Namówiła bogatych rodziców na kupno lepszego konia i po jakiś dwóch tygodniach do stajni przyjechał piękny, kary i umięśniony wierzchowiec. Przez ten czas Ola czekała z zaczęciem treningów. Umówiły się przecież, że zaczną jednocześnie.

Ala kupiła cały potrzebny sprzęt i razem wsiadły na swoje wierzchowce. Ala z nowiutkim siodłem, ogłowiem i w stroju prosto ze sklepu. Ola natomiast, miała wypożyczony cały sprzęt i pożyczone ubrania.

Jeździły i uczyły się podstawowych rzeczy. Ala wystawała jednak przed szereg. Miała talent do jeździectwa. Ola była przeciętnym jeźdźcem i z lekką zazdrością patrzyła na wyczyny przyjaciółki.

Wszystko się zmieniło, gdy Ala poszła o krok dalej. Stwierdziła, że koń się jej nie słucha tak jak powinien i kupiła czarną wodzę i wielokrążek. Na jeździe było aż głośno od ciosów wymierzanych przez nią, koniowi batem.
Ola bardzo kochała swojego konia. Nie chciała stosować takich metod na samym początku przygody z jeździectwem. Gdy wierzchowiec się jej nie słuchał, wiedziała, że to ona robi coś źle, a nie doświadczone i spokojne zwierze.

Gdy Ola przychodziła do boksu swojego konia, ten do niej od razu podchodził i witał cichym rżeniem. Dziewczyna dawała mu kostkę cukru i zaczynała oporządzanie. Za to, gdy Ala przychodziła do swojego konia, tamten odsuwał się pod ścianę i nie chciał wyjść. Gdy otrzymywał kilka szturchnięć poddawał się i wychodził ulegle.

Gdy raz koń Oli zakulał, dziewczyna przychodziła do niego prawie codziennie i smarowała nogę maściami zaleconymi przez weterynarza. Gdy koń Ali zakulał, ta nie przyszła ani razu do stajni. Stwierdziła, że jak nie może na nim jeździć, to jest bezużyteczny.

Ola wiele razy próbowała uświadomić Ali, że nie postępuje dobrze. Ta jednak zbywała ją zawsze tak samo.
"To nie twój koń, tylko mój."
Oli było żal karego, ale poniekąd jej koleżanka miała rację. Nie mogła zajmować się jej wierzchowcem.

Gdy Ola podgoniła Alę, trener postanowił wysłać obie dziewczyny na zawody juniorów. Wielka przygoda, wielkie przygotowania. Konie zapakowanie do koniowozu i jedziemy.
Obydwie dziewczyny wybrały skoki i już umiały to robić. Ala oczywiście lepiej sobie z tym radziła, ale Ola nie poddawała się.

W stajni, w której odbywały się zawody, wstawiono obydwa konie do tymczasowych boksów. Spędziły tam noc i następnego dnia rozpoczął się pierwszy konkurs.
Ala ubrała swojego konia w piękny markowy czaprak i założyła mu pasujące kolorystycznie nauszniki. Nie byłoby w tym oczywiście nic złego, gdyby nie to, że Ala śmiała się z Oli, która miała mniej profesjonalny sprzęt. Dziewczyna bez słowa przyjęła krytykę przytulając się do swojego gniadosza.

Ala szła pierwsza. Wskoczyła z rozmachem na biednego karuska. To przeważyło szalę... koń miał dość swojej właścicielki. Był z nią nieszczęśliwy. Gdy dziewczyna znalazła się na jego grzbiecie i wjechała na halę, gdzie był parkur, koń wygiął grzbiet i kopnął z zadu, tym samym posyłając Alę na ziemię. Dziewczyna nie była na to przygotowana. Wcześniej nie spadła ze swojego podporządkowanego wierzchowca. Szybko sprowadzono ją i konia z powrotem do stajni.
Następna była Ola. Wjechała spokojnie na parkur i przeskoczyła pierwszą przeszkodę. Drugą zrzuciła, ale trzecią już przejechała ładnie. Czwartą niestety też strąciła, ale nie przejmowała się tym. W końcu to jej pierwszy raz. Przyszedł czas na ostatnią przeszkodę. Tuż przed drągami jej koń się czegoś przestraszył i w wyniku Ola też spotkała się z ziemią. Gniadosz zaniepokojony podszedł do swojego jeźdźca i zaczął lekko szturchać dziewczynę. Ola z uśmiechem wstała i pogłaskała konia. Zawsze musi być ten pierwszy raz. Została zdyskwalifikowana, ale cieszyła się swoim wynikiem.

Co się stało dalej? Po całej historii Ala zniechęciła się do jeździectwa i sprzedała karego. Nie weszła więcej do stajni i przestała przyjaźnić się z Olą. Natomiast Ola, jeszcze bardziej zapragnęła jeździć. Rodzice wreszcie kupili jej ukochanego gniadosza i teraz stał się w pełni jej. Po długim czasie ćwiczeń i treningów, wygrała swoje pierwsze zawody i weszła piętro wyżej. Ciężko na to wszystko pracowała i osiągnęła swój cel.

***

Jaki z tego morał?
"Pieniądze szczęścia nie dają"? Może, "Ciężka praca popłaca"?
Myślę, że sami powinniście do tego dojść. Każdy wynosi z tego krótkiego przesłania co innego.

Koń ||one shot||Stories to obsess over. Discover now