Dziś urwałem się z domu dosyć szybko. Mieliśmy mieć pierwszy w tym roku sprawdzian którego nie chciałem zawalić, więc żeby zwiększyć sobie szanse na dobry wynik, postanowiłem się pojawić w szkole godzinę przed zajęciami. Żeby było mi raźniej, umówiłem się z moim jedynym przyjacielem (żeby nie było, jestem w tej szkole nowy) - Filipem Stachurskim, który razem ze mną jest najlepszy w klasie. I wcale się tu nie przechwalam. Obaj jako jedyni wchodząc do tej klasy mieliśmy średnią powyżej 5.0. niestety z nikim innym się nie przyjaźnię, bo reszta to chłopacy którzy w większości mieli kłopoty z prawem i chyba tylko parę dziewczyn wydaje się normalnych. Los chciał, że przenieśli mnie do według opinii, najgorszej szkoły w mieście, bo w poprzedniej szkole gdzie spędziłem 1 rok gimnazjum delikatnie mówiąc średnio mnie lubiano. I to nie dlatego, że byłem mało socjalny, ale jako jedyny chłopak w klasie sportowej nie lubiłem piłki nożnej (nie bijcie, proszę). choć szło mi w nią lepiej niż przeciętnie. I gdy na wuefie pan szukał dobrych reprezentantów na zawody szkolne, wybrał mnie. A ponieważ stanowczo się zapierałem gry w klasowej drużynie, po lekcjach chłopacy dawali mi ostro w kość. Więc gdy na zawody się nie stawiłem, zostałem pobity za szkołą. Nauczyciele musieli wezwać policję. Finalnie drugą klasę spędzam w rejonówce która na całe szczęście przez te pierwsze dni wydaje się nawet spoko, więc póki nie dostałem w pysk, nie będę narzekał.
Gdy dotarłem do szkoły, stanąłem w umówionym miejscu czyli pod skrzynką pocztową zawieszoną na głównym wejściu. Miałem co prawda pojawić się dopiero za 5 minut, ale ponieważ mam zwyczaj się spóźniać postanowiłem przyjść trochę wcześniej. Niestety mijało 5, 10, 15 minut, a Filipa nadal nie było widać. Postanowiłem do niego zadzwonić. Niestety nie odbierał telefonu. Zdziwił mnie ten fakt, gdyż umówiliśmy się, że obaj będziemy w razie czego "pod telefonem". Postanowiłem więc, że rozejrzę się po okolicy czy przypadkiem nie pomylił miejsca spotkania. po przejściu jakiś 20 metrów, usłyszałem z za garażów osiedlowych jego głos, ale bardziej bym powiedział, że był to krzyk. Przerażony, zajrzałem za garaże by zobaczyć co się stało i moim oczom ukazały się 4 sylwetki: był to oczywiście filip, oprócz niego dwóch gości z klasy II B których niestety kojarzę tylko z widzenia, oraz gościu którego już umiałem rozpoznać. Był to Bartek Gocłowski noszący pseudonim "Homer". Dość przebojowy chłopak. Ostatnio go widziałem jak łapał z kolegami dzieciaki z podstawówki i zabierał im pieniądze na obiad.
Niestety chcąc lub nie chcąc zostałem zauważony. Wtedy to Homer podszedł do mnie z jednym z jego towarzyszy i niespodziewanie się ze mną przywitał. Zresztą dosyć kulturalnie jak na szkolnego chuligana.
- No witam cię mój drogi. Szukasz może dobrej ściągi? - zareklamował się.
- Nie, dzięki. Ale...
- To spadaj! Tu ma niczego co mogło by cię zainteresować. - przerwał mi już nie tak kulturalnie jak poprzednio przesyłając mi jasny znak, że nic tu nie widziałem.
- Tak się składa, że to mój kolega.
- Kto? Ten kujon?! - Homer wyraźnie się zdziwił, że ktoś może się przyjaźnić z kimś, kto ma trochę lepsze oceny od niego. - a niby dlaczego miałbym się ciebie posłuchać?
- A chcesz trafić do poprawczaka? - zapytałem niestety zbyt pewny siebie, bo właśnie przez to dostałem dosyć mocno w piszczel. I to na tyle żeby zacząć zwijać się z bólu na mokrej ziemi.
- Widzę, że my się chyba nie rozumiemy. A myślałem, że chcesz żyć ze mną w zgodzie. Z resztą jak ty się właściwie nazywasz?
Zrozumiałem, że nie warto raczej iść w zaparte, więc się zdradziłem.
- Arek. I co? Dało ci to coś?
- Tak. Bo zawsze gdy będę miał zły dzień i zapragnę się na kimś wyżyć, zapytam o arka z II A.
YOU ARE READING
coś dla zabicia czasu
Short Storyproszę nie traktować tego jako historia która wydarzyła się na prawdę. może jedynie jako próbę inspiracji rzeczywistością. wszelkie podobieństwa miejsc i nazwisk są przypadkowe!
